Końca budowy wciąż nie widać

Końca budowy wciąż nie widać

Wymęczone sześć punktów reprezentacji

Nie po raz pierwszy UEFA zafundowała polskim sympatykom futbolu przedłużony weekend (21-24 marca). Tym razem powodem było rozpoczęcie eliminacji do finałów mistrzostw Europy 2020. Biało-czerwoni zaliczyli (wymęczyli) dwie wygrane: w Wiedniu z Austrią 1:0 i w Warszawie z Łotwą 2:0. Udany start rokujący awans do największego europejskiego święta futbolowego, które potrwa od 12 czerwca do 12 lipca 2020 r., z wielkim finałem na londyńskim Wembley. Turniej z udziałem 24 reprezentacji zobaczą kibice w 12 krajach. Będą to: Anglia, Niemcy, Hiszpania, Holandia, Dania, Azerbejdżan, Irlandia, Włochy, Węgry, Szkocja, Rumunia i Rosja. Jeżeli nasza reprezentacja (w co głęboko wierzymy) wywalczy udział w finałach, to na jej mecze trzeba będzie wyjeżdżać za granicę.

Głowy nie od parady

Kiedy tylko selekcjoner ogłosił nazwiska kadrowiczów, przez Polskę przetoczyła się kolejna dyskusja na temat ewentualnej wspólnej gry Lewandowskiego, Milika i Piątka.

Z Austrią: Lewandowski rozegrał cały mecz, Milik pierwszą połowę, 45 minut, Piątek od 59. minuty.

Z Łotwą: Lewandowski pełne spotkanie, Piątek zastąpiony przez Milika w 87. minucie.

Zdaniem „Lewego”: „My nie do końca jesteśmy podobnymi napastnikami i od tego trzeba zacząć. Jeśli coś nas przybliża, a nie wyróżnia, to fakt, że strzelamy dużo bramek. Poza tym mamy inne doświadczenie, inny sposób grania. W meczu z Łotwą pokazaliśmy z Krzyśkiem kolejne akcje, w których przy odrobinie szczęścia, minimalnie lepszym przyjęciu, mogły paść bramki. Z meczu na mecz będzie to wyglądać lepiej. W piłce nie ma cudów – po jednym czy dwóch meczach nie może wszystko funkcjonować należycie. Rozumiemy się coraz lepiej, a z biegiem czasu będzie coraz lepiej”.

W podobnym tonie wypowiadał się Piątek: „Fajnie się uzupełnialiśmy, zrobiliśmy parę akcji, ale zaszwankowała skuteczność. Cieszę się z tej współpracy, bo wygląda z meczu na mecz coraz lepiej. Mogę się od Roberta wiele nauczyć. To przecież bardzo doświadczony piłkarz. Zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie to ciężki mecz. Wiedzieliśmy, że rywale będą grali defensywnie, i staraliśmy się rozrywać tę obronę. Wydaje mi się, że to był dobry sprawdzian. Cieszę się, że bramki strzelili Robert i Kamil, zdobyliśmy trzy punkty i to jest najważniejsze”.

Trzy gole zdobyte w dwóch meczach, a wszystkie po uderzeniu lecącej w powietrzu piłki. Można mieć różne zastrzeżenia, ale należy przyznać, że głowy to nasi reprezentanci mają nie od parady.

69. minuta, mecz Austria-Polska, Krzysztof Piątek. Dość często spotykamy się z określeniem, że bywają zawodnicy, których piłka sama szuka. Pasuje jak ulał do sytuacji na wiedeńskim stadionie. Po rzucie rożnym wykonanym przez Kamila Grosickiego zakotłowało się przed bramką gospodarzy. Robert Lewandowski wygrał powietrzny pojedynek, piłka trafiła do zamykającego akcję Tomasza Kędziory, ten kropnął ile sił w prawej nodze. Bramkarz Heinz Lindner odbił futbolówkę, ale spadła ona na głowę Piątka, który z 4 m skierował ją do siatki.

76. minuta, mecz Polska-Łotwa, Robert Lewandowski. Po rajdzie lewą stroną Arkadiusz Reca idealnie podał piłkę Lewandowskiemu, który wyskoczył i uderzył ją głową, posyłając w lewy róg łotewskiej bramki. „Bardzo chciałem strzelić gola na Narodowym”, powiedział kapitan naszej reprezentacji, który nie trafił do siatki we wcześniejszych ośmiu meczach w barwach narodowych.

84. minuta, mecz Polska-Łotwa, Kamil Glik. Z rzutu rożnego Jakub Błaszczykowski dośrodkował na 6 m – Glik uprzedził rywali i głową skierował piłkę do siatki!

W tym miejscu warto wspomnieć o Arkadiuszu Recy. Wprawdzie wyróżnił się on tylko jednym wybornym podaniem, ale i tak zrobiło się o nim głośno. A to za sprawą wypowiedzi Macieja Szczęsnego, byłego bramkarza. W TVP Sport zasugerował, że selekcjoner powołuje i wystawia do gry Recę, bo gdy ten rozegra w barwach narodowych pięć meczów, na konto Wisły Płock trafi 500 tys. euro od Atalanty Bergamo, do której zawodnik został sprzedany w czerwcu 2018 r. Selekcjoner Jerzy Brzęczek skomentował to tak: „Nie znam klauzul i kontraktów zawodników. Jako selekcjoner powołujący piłkarzy w ogóle na to nie patrzę”. Oficjalny komunikat wydała też Wisła Płock: „Stwierdzamy stanowczo, że Klub nie otrzymał i nie otrzyma od Atalanty Bergamo środków finansowych z tytułu występów Arkadiusza Recy w reprezentacji Polski”.

Topornie i wolno

Kiedy szefem reprezentacji Anglii był Ron Greenwood (1977-1982), odprawa przedmeczowa odbywała się zawsze w szatni i sprowadzała do wypowiedzenia formułki: „Panowie, z tego, co mi wiadomo, jesteście zawodowcami, a więc doskonale wiecie, co robić z piłką. Życzę przyjemnej zabawy!”.

Znając Jurka Brzęczka od juniora, nie posądzam go o aż takie wyrafinowanie, ale podczas obydwu spotkań mieliśmy stanowczo za dużo fragmentów puszczonych na żywioł. Nie tylko ja tak to widziałem, czego dowodem są refleksje nestora dziennikarstwa sportowego Andrzeja Lewandowskiego po meczu z Łotwą: „Tym razem powiedzenie żart na określenie szablonu sprawozdawania – pasuje jak ulał do obrazu. Mecz miał dwa oblicza – do przerwy i po przerwie. Nasi piłkarze wymęczyli zwycięstwo 2:0, biorąc górę nad Łotyszami, i już mają sześć punktów w eliminacjach mistrzostw Europy. W pierwszej części nudzili, nie grali, w drugiej przydali grze i sobie energii i z 0:0 zrobiło się 2:0. Musiała być pełna męskości pogaducha w przerwie… Prezes Boniek orzekł, że »Graliśmy topornie i wolno. Musimy być szybsi«, z czym się w pełni zgadzam. W ogóle jakoś za często chyba się zgadzam z prezesem, ale przecież on jeden z nielicznych pozwala sobie na odstępstwa od zawsze urzędowego optymizmu jakby przywiązanego do funkcji… Grali znów ledwie średnio i gdyby ambitni rywale – z góry skazani przez media na porażkę – mniej strzelali ślepakami, to mogły być kłopoty”.

Z kolei w TVN 24 ciekawie zrecenzował poczynania piłkarzy były dziennikarz, a teraz autor kryminałów Grzegorz Kalinowski: „Było brzydko. Bez drugiej linii. Ze skrzydłami w chaosie, z jednym bocznym obrońcą. Zieliński niewykorzystany, a gra na dwóch napastników ma sens, tylko jeśli »Lewy« będzie się cofał. Milik i Piątek to dwaj różni zawodnicy, każdy ma coś, czego nie ma drugi, żaden nie daje w kadrze tego, co daje Napoli czy Milanowi. Środek słaby – Krychowiak przydatny tyko w rzucaniu długiej gały, Klich nie ten rozmiar kapelusza… Na pewno awansujemy do Euro 2020, bo nie awansować to sztuka, a artyzm w kadrze żaden… Jest smutno, ale może będzie odwrócenie sytuacji i po awansie z pierwszego miejsca na finały pojedzie drużyna. Od Japonii i Korei w 2002 zawsze były klawe eliminacje i kompromitujące finały, oczywiście z wyjątkiem EURO 2016. I to by było na tyle, jak mawiał prof. mniemanologii stosowanej, Jan Tadeusz Stanisławski”.

Szanujmy Lewandowskiego

Także szef sportu w Wirtualnej Polsce Michał Kołodziejczyk nie traci trzeźwego spojrzenia: „Piątek w Wiedniu potrzebował dziesięciu minut, by strzelić jedynego gola w meczu… Jest jak magnes – przyciąga piłki, a pozycji do strzału szukałby, nawet wznawiając grę z autu. Widocznie piłkarskie prawa są takie, że jak ktoś jest w gazie i seryjnie zdobywa bramki, nie zostawia się go na ławce rezerwowych, tylko pozwala grać, licząc na to, że będzie jak zwykle – w odpowiednim czasie i miejscu. Wygraliśmy najtrudniejszy mecz w grupie – z Austrią w Wiedniu, mecz, który może ustawić nas w roli faworytów do wygrania całej grupy. Radziłbym jednak lód przeznaczony do schłodzenia szampana przeznaczyć na głowy. Polacy mają za sobą przeciętne spotkanie, zanim strzelili gola, raziły ich błędy w rozegraniu i dziury w obronie. A kiedy Austria rzuciła już wszystko do przodu, mogli stracić gola na dwie minuty przed końcem i wrócić do Polski z poczuciem niewykorzystanej szansy. Zwycięstwo załatwił nam Piątek i jego pistolety, a nie wyszukana taktyka czy wyraźna różnica w klasie gry…

Z gwiazdorskim składem, armatami siejącymi postrach w Europie i podbudowani zwycięstwem w Wiedniu z Austrią, mecz z Łotwą Polacy mieli wygrać na tyle wysoko, by ucieszyć tłum. Tłum, o który po ostatnich wynikach PZPN musiał walczyć, bo Stadion Narodowy nie chciał się wypełnić po brzegi. Polacy zagrali z anonimowymi rywalami dramatycznie słabo. Nie mieli planu, pomysłu i nie byli zmobilizowani. Dopuścili do wielu okazji pod bramką Wojciecha Szczęsnego, a sami grali tak, jakby chcieli udowodnić, że porażka z Łotwą za selekcjonerskiej kadencji Zbigniewa Bońka wcale nie musi być jedynym zawstydzającym rezultatem w meczach z tym przeciwnikiem. Publiczność w Warszawie najgoręcej powitała Krzysztofa Piątka. Wzbudził większy aplauz przy wyczytywaniu składu niż Robert Lewandowski, Kamil Grosicki i Szczęsny razem wzięci. To nie była nagroda za gola w Wiedniu, ale raczej tęsknota za jakimś nowym bohaterem. Piątek rozpala wyobraźnię, bo strzela niemal za każdym razem, kiedy jest na boisku.

To zwycięstwo – wyszarpane, wygryzione i wydarte możliwe było tylko dzięki kapitanowi reprezentacji Polski, który rozegrał drugi świetny mecz w tych eliminacjach. (…) Lewandowski pokazał, że dla dobra drużyny potrafi usunąć się w cień. W niedzielę wyszedł z cienia, wrócił wtedy, kiedy najbardziej go było potrzeba. Nie mamy takiego tabunu napastników, którzy mogliby sprawić, że brak Lewandowskiego nie byłby w kadrze zauważalny. Nadal jedziemy na jego plecach. Piątek czy Arkadiusz Milik to naprawdę dobrzy piłkarze, tyle że brakuje im jeszcze doświadczenia w braniu odpowiedzialności za całą drużynę tylko na siebie. Lewandowski ma to w papierach. Szanujmy go, a później myślmy o stawianiu nowych pomników”.

Nam nie jest wszystko jedno

Znawcy niezmiennie twierdzą, że tzw. budowa reprezentacji jest niekończącym się procesem. Decyduje o tym mnóstwo czynników – nie miejsce, by je wszystkie wymieniać. Jedynym odstępstwem od tej reguły, a nawet swoistym wybrykiem natury, była kadra narodowa prowadzona przez Kazimierza Górskiego w latach 1972-1974. Pan Kazimierz nie tylko mawiał, ale i wpajał swoim zawodnikom: „Jak się nie ma ochoty grania i wygrywania, to lepiej w ogóle nie wychodzić na boisko”.

Spotkania z Austrią i Łotwą nie pozostaną na dłużej w naszej pamięci. Zapisały się jedynie w statystyce z racji zdobycia sześciu punktów. Znowu przyszło nam wysłuchiwać doskonale znanej śpiewki w rodzaju: „Czeka nas jeszcze dużo pracy. Teraz z meczu na mecz będzie lepiej. Dążymy do perfekcji, chcemy eliminować błędy. Musimy poprawić skuteczność”. Wiem jedno – że ani w Wiedniu, ani w Warszawie takie pierwsze połowy nie powinny biało-czerwonym się zdarzyć. Tak w piłkę się nie gra i czegoś takiego nie da się oglądać. Są jednak jakieś granice sportowej przyzwoitości. Budowa, budowa (za nami osiem meczów), której końca wciąż nie widać. Podobno z chaosu zrodził się świat, ale żeby w ten sposób uzyskać dobry wynik, o tym nie słyszałem. Nie wiem, jak niektórym piłkarzom, ale nam, kilku milionom kibiców, nie jest wszystko jedno!


GRUPA G
Mecze Punkty Bramki
1. Polska 2 6 3-0
2. Izrael 2 4 5-3
3. Macedonia Płn. 2 4 4-2
4. Słowenia 2 2 2-2
5. Austria 2 0 2-5
6. Łotwa 2 0 1-5


Fot. Andrzej Iwańczuk/REPORTER

Wydanie: 14/2019

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy