Konformizm panuje w Polsce

Konformizm panuje w Polsce

Kiedy Agnieszka Holland powiedziała, że w Polsce panuje duszna atmosfera, „prawdziwi Polacy” jak zwykle zawyli z oburzenia. Ale każdy krytyczny umysł wyczuwa tę atmosferę zamkniętego pomieszczenia, gdzie brakuje świeżych myśli, żywej debaty publicznej i odważnych stwierdzeń. Holland powiedziała wówczas: „Nie podobają mi się tutaj różne rzeczy: sposób, w jaki funkcjonuje polityka, jak Kościół sobie poczyna, ale najbardziej mi się nie podoba konformizacja społeczeństwa”. To jest strzał w dziesiątkę.
O pewnych sprawach nie wypada mówić, a o niektórych wręcz nie można, ponieważ są społeczni stróże porządku, którzy potrafią użyć policji, prokuratorów i innych środków, żeby powstrzymać zepsucie moralne i głoszenie niepopularnych tez.
Sierż. Jacek Żebryk np. ściga internautów, którzy na forach internetowych nazywają polskich żołnierzy na misjach wojskowych bandytami. Kiedy prokuratura w Poznaniu umorzyła sprawę Anny Łojewskiej, działaczki społecznej, która nazwała weteranów misji wojskowych „mordercami niewinnych cywilów”, sierż. Żebryk nie krył oburzenia. Twierdził, że „ta decyzja może zostać odebrana jako przyzwolenie na bezkarne obrażanie ludzi, którzy na zagranicznych misjach ryzykują własne życie i zdrowie”.
Szkoda, że nie zabrał głosu, kiedy Sąd Okręgowy we Wrocławiu umorzył sprawę jego kumpla po fachu. Marcin K. jest zawodowym żołnierzem. Uczestniczył w misjach wojskowych w Iraku i w Afganistanie. W kwietniu 2013 r. pod artykułem o koczowisku Romów na wrocławskim osiedlu Marcin K. napisał: „Z chęcią dołożę się do benzyny, by te lepianki spalić. Przynajmniej będzie gdzie się wybrać na spacer”. Bohater Marcin K. nie zdążył spalić wrocławskich Romów, ale wcześniej został odznaczony Gwiazdą Iraku. Nawet nie pytam za co. Arab, Cygan, Żyd, komuch czy inny pedał to w niektórych kręgach w Polsce symbol zła, które można za przyzwoleniem społecznym opluć, spalić czy zastrzelić.
Generalnie wciąż nie wypada u nas źle mówić o trepach wojskowych i innych mundurowych dziwolągach. Ostatnio doszedł do tego nowy zbiorowy wirus umysłowy – kult „żołnierzy wyklętych” propagowany bezmyślnie przez media, IPN i oficjalne struktury władzy. Dzięki temu w jednym szeregu stają dostojnicy kościelni, przedstawiciele administracji państwowej, skinheadzi z ONR, faszyści z NOP i lokalni działacze PiS. Taka ładna gromadka patriotyczna. Szkoda, że oficjalna lewica milczy na ten temat i jak w wielu innych sprawach nie ma w tej kwestii własnego, niezależnego zdania. Wygląda to tak, że oficjalny system pogardza lewicą, jej wartościami, ludźmi i tradycją, ale działacze SLD wciąż chcą być przez niego akceptowani i nie pozwalają sobie na jakiekolwiek działania, które mogą być uznane za postawę antysystemową. To jest fragment większego problemu: czy lewica zamierza w ogóle budować jakąkolwiek własną wizję Polski i Europy, czy też chce być doklejona do panującego systemu konserwatywno-neoliberalnego.
Po medialnej histerii związanej z Trynkiewiczem rozpętała się ze zdwojoną siłą kampania nienawiści przeciwko Rosji. Powiedzenie publicznie czegoś dobrego o Rosji może być obecnie odebrane wręcz jako prowokacja albo przejaw dywersji antypatriotycznej.
Abstrahując od niezwykle złożonej sytuacji na Ukrainie, która w polskich mediach prezentowana jest w czarno-białych barwach, warto, aby elita władzy dbała o polską rację stanu zamiast realizować swoje ideologiczne uprzedzenia. A racją stanu są dobre stosunki ze wszystkimi sąsiadami Polski. W tym z takimi potęgami jak Niemcy i Rosja. Ignorowanie olbrzymiego rynku rosyjskiego i potencjału gospodarczego Rosji jest działaniem na szkodę polskich obywateli. Ale co tam obiektywne interesy i racjonalne analizy. Ważniejsze są emocjonalne histerie i zbiorowe wymachiwanie szabelką, kiedy brakuje innych argumentów. Zachód zachowuje dyplomatyczną wstrzemięźliwość i robi interesy z Rosją, w Polsce natomiast najchętniej postawiono by na granicy z Ukrainą czołgi skierowane przeciwko Moskwie.
W naszym kraju bardzo łatwo zyskać opinię osoby kontrowersyjnej. Wystarczy prezentować inne poglądy niż te dominujące w tłumie urabianym przez telewizję i brukowce. Podobnie łatwo można zostać radykałem – trzeba mieć tylko, jak twierdził Erich Fromm, jakiekolwiek własne poglądy na sprawy społeczne. Polacy lubią przebywać w tłumie i nie chcą się z niego wyróżniać – to daje im poczucie bezpieczeństwa i pozwala ukryć kompleksy. W ten sposób stadne poglądy dominują nad wszelką krytyczną refleksją. Czasem jednak trzeba powiedzieć, że król jest nagi, aby mogły zajść jakiekolwiek zmiany i pojawiły się lepsze rozwiązania.

Wydanie: 11/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy