Polityczne studio nagrań

Polityczne studio nagrań

Dlaczego politycy chodzą do restauracji i dają się nagrywać jak dzieci? Prawdziwa odpowiedź na takie pytanie może być zaskakująca. Otóż zdecydowana większość polityków uważa, że prowadzenie poufnych rozmów we własnych gabinetach jest dla nich jeszcze bardziej niebezpieczne niż wyjście do lokalu. Dlaczego? Bo myślą, że są w tych swoich gabinetach podsłuchiwani. Przez kogo? Przez rozmaite służby, opozycję czy konkurencję, jaką mają wewnątrz instytucji. Czy taki stan ducha polskiej klasy politycznej i biznesu jest wytworem wybujałej wyobraźni lub zbiorowej paranoi? Niewykluczone, ale z uwagi na masowość poglądu o powszechnej inwigilacji szukałbym jakiegoś bardziej racjonalnego wyjaśnienia. Dlaczego od wielu lat tak rozpowszechnione jest przekonanie o masowych podsłuchach, choćby telefonów komórkowych? Gdyby nic w tym nie było, to przecież sami pracownicy służb nie ulegaliby psychozie.

Co takiego się stało przed paroma dniami? Interpretacji jest tyle, ile grup interesu pragnących coś skubnąć z okazji, jaka im spadła ze stołu w restauracji.

Gdyby wierzyć histerycznym opisom nawet nie samych wydarzeń, ale ich konsekwencji, to weszliśmy w taki stan zapaści państwa polskiego, że tylko totalne zmiany mogą nas z tego bagna wyciągnąć. Budowanie atmosfery końca świata i manipulowanie stanem ducha Polaków ma jednak oprócz wybuchu histerii jeszcze tę cechę, że jeśli po upływie tygodnia czy dwóch świat ciągle się kręci we własnym rytmie, to ci, którzy wystrzelili z armat pociski największego kalibru, mogą polec od zwykłej procy. No bo co widać, gdy osłabł pisk okołotaśmowy? Że państwo jest i działa. Może i kulawo, ale kiedy było pokazowo sprawne? Wiele u nas trzeba zmienić, wymienić albo poprawić, ale z pewnością nie pod dyktando służb czy ludzi, którzy nawet dla nie tak dużego biznesu zrobią wszystko. Bez względu na koszty społeczne. A swoje, delikatnie mówiąc, kontrowersyjne działania ozdobią jeszcze sztandarami walki o wolność słowa i standardy demokracji!

Każdemu wolno robić głupstwa. Ale też nic nie zwalnia nas od myślenia, czy chcemy iść w takim orszaku. Mamy teraz sezon na nagrania. Telenowela z podsłuchami będzie miała swoją widownię. Dużą widownię. A to otwiera pole do popisów opozycji i daje szansę na odkucie się tym mediom, które już niczego nie wycisną z matki Madzi. Interes dalej więc będzie się kręcił. Od podsłuchów do podsłuchów.

Z tego, co piszę, w najmniejszym stopniu nie wynika poparcie dla różnych słów, które płyną z taśm.

I nie jest to też obrona PO. Bo kłopoty tej partii z kadrami dopiero są przed nią. To, co wylało się z taśm, to ledwie wierzchołek góry lodowej. Problem największy jest jednak jeszcze w czymś innym. Jeśli nagrywaczy było wielu i działali hurtowo, to żadna z partii, które są w parlamencie, nie może spać spokojnie.

Wydanie: 26/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy