Republika Weimarska czai się za rogiem

Republika Weimarska czai się za rogiem

Kryzys coraz głośniej puka do drzwi. Impreza na „Titanicu” jeszcze trwa, ale niektórzy już czują lekki przechył. Im bardziej zagrożenie bezrobociem i biedą będzie rosło, tym szybciej będą się pojawiać różni domorośli zbawcy ojczyzny. Po odejściu z PiS posłanki Kempy i schowaniu się pod skrzydła pozbawionego charyzmy Ziobry nową gwiazdą w drużynie prezesa Kaczyńskiego stała się w ostatnich tygodniach niejaka Krystyna Pawłowicz. Mająca podobno jakiś tytuł naukowy, co tylko ilustruje fakt, że formalne wykształcenie traci w Polsce znaczenie, a oficjalne tytuły nie idą w parze z wiedzą i inteligencją.
Warto przyjrzeć się posłance Pawłowicz, bo wkrótce może się pojawić wielu takich jak ona uzdrowicieli Polski. Na razie monopol na uzdrawianie zagubionych dusz mają prezes Kaczyński i znachor Rydzyk, którzy chętnie zafundowaliby Polakom zbiorową psychoterapię, ale niedługo mogą mieć sporą konkurencję. Pawłowicz głośno mówi to, co wielu głosujących na PiS myśli po cichu.
Np. „Mam nadzieję, że Unia Europejska się rozleci”. Na sugestię, że kryzys jest ogólnoeuropejski, odpowiada: „Ale co mnie obchodzi Hiszpania? Mnie obchodzi Polska. Nie interesują mnie inne kraje”. A co będzie po rozpadzie UE? To dla mózgowców z PiS jest proste: „Rozpad UE to byłaby ruina, ale szok mógłby być impulsem dla Polski. Koniec Unii mógłby uaktywnić potencjał, który drzemie w Polsce i Polakach. Rodacy przestaliby uciekać z Polski”. XIX-wieczny nacjonalizm i kompletne oderwanie od realiów współczesnego świata ubabrane zaściankowo-klerykalnym sosem. To jest cała oferta posłanki Pawłowicz i jej podobnych.
Skala problemów, jakie czekają Polskę w najbliższym roku, jest olbrzymia. Czas będzie sprzyjał różnym populistom i sprzedawcom prostych rozwiązań. Platforma Obywatelska prawdopodobnie nie przetrwa kryzysu w takiej formie jak obecnie. Problemem realnym politycznie jest, kto przejmie jej wpływy. Na razie wszystko wskazuje na PiS i nacjonalistyczną prawicę. Taktyka „twierdzy obronnej” (obrona suwerenności, niepodległości, tradycji i religii) może przyciągnąć część zagubionego społeczeństwa. Do tego dojdą hasła „zaprowadzenia porządku”, „rozliczenia europejskich złodziei”, „końca tolerancji dla bandytów i zboczeńców”. Republika Weimarska czai się za drzwiami, a brunatne zagrożenie faszyzującymi nastrojami wykluwa się w cieniu kryzysu.
Jedyną siłą, która może powstrzymać tę brunatną falę, jest lewica. Dziś jednak siły postępowe w Polsce nie są ani organizacyjnie, ani programowo zdolne do skutecznego blokowania faszyzującego zagrożenia. David Ost opisywał w „Klęsce »Solidarności«”, jak lewica, wyrzekając się swojego klasowego języka i zapominając o problemach wykluczenia społecznego w polskim kapitalizmie, umożliwiła przejęcie przez prawicę dużej części ludzi pracy i klas ludowych (wcześniej było to udziałem prawicowo-populistycznej AWS, teraz prawicowo-autorytarnego PiS). Te refleksje znów stają się aktualne. Na poziomie ideowym obrona przez lewicę bezpieczeństwa socjalnego i upominanie się o ludzi zagrożonych bezrobociem i ubóstwem mogą uchronić ich przed wpadnięciem w pułapkę prawicowych populistów. Z kolei na poziomie taktycznym SLD musi wchodzić w sojusze z różnymi środowiskami i ruchami społecznymi, które chcą skutecznie przeciwstawiać się nacjonalistycznej i faszyzującej zarazie. Chowanie głowy w piasek jest niewskazane. Udawanie, że to nie nasz problem, zazwyczaj w przeszłości źle się kończyło dla demokracji i rozbitej lewicy.
Druga strona czuje wiatr w żaglach. „Prawdziwi Polacy” już szykują się do bandyckich wybryków
11 listopada. Zarówno w Warszawie, jak i we Wrocławiu skrajna prawica przy wsparciu kiboli zamierza organizować marsze nienawiści skierowane przeciwko lewicy, mniejszościom etnicznym, zwolennikom otwartej i różnorodnej Europy. „Prawdziwi patrioci” będą wyzywać swoich rodaków za to, że mają inne przekonania. Nie można milczeć w takich momentach. Zamiast jednak prowokować konfrontację z nacjonalistycznymi osiłkami 11 listopada, lepiej włączyć się w ogólnoeuropejską akcję obchodów Międzynarodowego Dnia przeciwko Faszyzmowi i Antysemityzmowi. Tak się składa, że przypada on dwa dni wcześniej – 9 listopada, w rocznicę „nocy kryształowej”. Tego dnia przez Europę przejdą masowe demonstracje przeciwników skrajnej prawicy. SLD wraz z lewicą pozapartyjną powinien w geście solidarności z europejskimi antyfaszystami zorganizować w przestrzeni publicznej zdecydowany sprzeciw wobec przejawów rasizmu i nacjonalizmu. Nie może być akceptacji dla cichych sojuszów działaczy PiS z organizacjami jawnie rasistowskimi, faszyzującymi kręgami kiboli czy agresywnymi nacjonalistami. Lepiej dziś dmuchać na zimne, niż obudzić się pod ciężkim butem prawicowych ekstremistów.

Wydanie: 34/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy