PiS jak czołg – strzela i rozjeżdża

PiS jak czołg – strzela i rozjeżdża

Żadna z propozycji PiS nie usprawnia pracy sądów, za to pozwala uzyskać na nie wpływ personalny

Sprawiedliwe sądy – tak brzmi nazwa kampanii, którą prowadzi Polska Fundacja Narodowa. Wszyscy choć trochę śledzący wydarzenia już o niej wiedzą. Że za 19 mln zł, wziętych ze spółek skarbu państwa, rozlepiła po Polsce billboardy, z których możemy się dowiedzieć o różnych niegodziwościach sędziów.

Fundacja sponsoruje także stronę internetową Sprawiedliwe sądy. To również propaganda – pod hasłem „nadzwyczajna kasta” możemy przeczytać trzydzieści parę historyjek, które łączy jedno – stawiają sędziów w złym świetle i mają przekonać, że z tą „kastą” trzeba zrobić porządek.

Historyjki są przypadkowo dobrane, od Sasa do Lasa, z różnych okresów, z roku 2009, 2012, 2016, 2017. Że pijany sędzia awanturował się w klubie, że gorzowski sąd wypuścił pedofila z aresztu albo że sędzia może bezkarnie kłamać.

Dno? Niewątpliwie. Ale wystarczyło, żeby premier Szydło, otwierając kampanię, mówiła o „patologii w systemie sprawiedliwości” i że jej rząd chce to zmienić. Na podstawie przypadkowych notatek, byle jak dobranych, wyrobiła sobie zdanie.

Jednocześnie PiS demonstrowało sondaże, w których rosła akceptacja dla „reform” w sądownictwie i spadały oceny działalności sądów. Jeżeli jeszcze jesienią 2016 r., czyli już za czasów PiS, ale przed kampanią wymierzoną w sądy, dobre oceny trzeciej władzy wystawiało 36% Polaków, to już w czerwcu – 28%. Złe natomiast skoczyły z 40% do 49%. Te dane to też element nacisku.

Tak oto możemy naocznie się przekonać, jak wygląda polska polityka. PiS wybiera sobie grupę, która przeważnie nie cieszy się wielką sympatią społeczną, propagandowo ją masakruje, a potem przeprowadza to, co chce (nie zawsze musi to być ustawa).

W przypadku sędziów punktem wyjścia było trzydzieści parę wydarzeń, różnej wagi, z ostatnich ośmiu lat. Te wydarzenia są później powtarzane – przez pisowskie media, pisowskich dziennikarzy, polityków PiS. W ten sposób do zwykłych ludzi płynie przekaz, że jest jakiś wielki problem i rząd musi go rozwiązać, a ci, co mają wątpliwości – bronią patologii.

A jak rząd musi go rozwiązać? Reformując. Co to znaczy? Wyjaśnia to Barbara Piwnik – żadna z propozycji PiS nie usprawnia pracy sądów, za to pozwala uzyskać na nie wpływ personalny. Innymi słowy – albo PiS wzorem PZPR przyjmuje, że dana instytucja jest dobra wtedy, kiedy partia rządząca ma na nią wpływ, i w ten sposób rozumie reformowanie, albo hasło reform jest tylko przykrywką operacji podporządkowania sobie trzeciej władzy.

Jak zwał, tak zwał. Efekt końcowy jest taki sam. Czy to się powiedzie?

W lipcu swoje trzy grosze do batalii PiS wtrącił prezydent Andrzej Duda, wetując dwie z trzech ustaw sądowych. A teraz ma przedstawić projekty ustaw, które ma złożyć do Sejmu. Czy są one rzeczywiście czymś nowym, czy tylko przypudrowanym tworem PiS, przekonamy się niebawem.

Jedno jest pewne – mechanizmu pisowskiej polityki, polegającej na negatywnej kampanii, Duda nie naruszy.

Ten mechanizm, jak się okazuje, jest bardzo skuteczny. W ciągu niespełna dwóch lat rządów partia Kaczyńskiego w ten sposób walczyła (i walczy) z Komitetem Obrony Demokracji, z Ryszardem Petru, z byłymi funkcjonariuszami SB, z Unią Europejską, z Niemcami, teraz potyka się z sędziami. Kto następny w kolejce? Lekarze?

Każdego, każdą grupę, która stoi mu na drodze, PiS poddaje takiej operacji. Systematycznie niszczy.

To nie jest skomplikowane. Jeśli chodzi o sędziów, grupę liczącą ok. 10 tys. osób, wystarczyło wybrać kilkadziesiąt przypadków z ośmiu lat i odpowiednio je przedstawić. Czy raczej – przedstawiać. Bo w propagandzie PiS ważne jest konsekwentne powtarzanie oskarżeń.

Takiej operacji nie przetrwa żadna grupa – ani policjanci, ani duchowni, ani lekarze, ani nauczyciele, ani politycy… Wymieniam te grupy na chybił trafił. Na każdą da się zebrać kilkadziesiąt kompromitujących historyjek, a potem już wystarczy jednostkowe przypadki rozciągnąć na całość i je powtarzać.

W państwie PiS nikt nie jest bezpieczny, każdy może zostać zniszczony. Nie ma bowiem mechanizmów, które broniłyby obywateli – z jednej strony, przed potwarzą, z drugiej, przed praniem mózgów. O jakie mechanizmy chodzi? Po pierwsze, o ogólne poczucie przyzwoitości, które nie pozwala politykom przekraczać pewnych granic. PiS zahamowań nie ma. Po drugie, o niezależne, silne media. One powinny być filtrem oddzielającym propagandę od realu, miejscem pokazywania wydarzeń w rzeczywistej skali, areną debaty. Już nie są – media w III RP, i PiS tego nie zaczęło, tylko dokończyło, zostały spacyfikowane, stały się bardziej ośrodkami propagandy niż agorą.

Po trzecie, jest jeszcze społeczeństwo, jego naturalny sceptycyzm i zdrowy rozsądek. Wiem, że to niepolityczne mówić, że suweren jest w kiepskiej formie, ale przecież gołym okiem widać, jak łatwo można dziś w Polsce opiniami i nastrojami manipulować. Kreować sensacje. Napuszczać jednych na drugich.

Takich czasów dożyliśmy.

Wydanie: 39/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy