Pociągiem na safari

Pociągiem na safari

Przyjaciele namówili mnie na osobliwą eskapadę, czyli zwiedzanie Afryki Południowej za pomocą (sic!) pociągu. Ponieważ w drodze z Warszawy do Johannesburga zaginął mój bagaż, przeto początek afrykańskiej podróży odbyłem ubrany w tweedową marynarkę, flanelowe spodnie, białą koszulę i krawat we wzór klasyczny.
Nasz środek lokomocji, czyli pociąg turystyczny Express Shongololo, składał się z siedmiu wagonów sypialnych, w każdym było pięć przedziałów dwuosobowych i dwa jednoosobowe plus łazienki. Były również wagony restauracyjne i klubowe oraz lory z samochodami terenowymi. Pociąg jechał głównie nocą. Rano po śniadaniu wsiadało się do samochodów i wyruszało na całodniowe eskapady w interior.
Zaczęliśmy od safari w Parku Narodowym Krugera. To największy taki teren w RPA i jej symbol. Ciągnie się 400 km z północy na południe i 70 km ze wschodu na zachód. Na tym obszarze (wielkości Walii) żyje 147 gatunków ssaków, w tym lwy, lamparty, słonie, hipopotamy i bawoły oraz mnóstwo innych zwierząt, ptaków i owadów. Jako pierwsza pojawiła się żyrafa, dorodny samiec, który poczuwszy zapach ludzi, odwrócił się zadem i płynnie odgalopował. Widzieliśmy też antylopy gnu i elandy oraz wiele innych gatunków, których nie zdołałem rozpoznać. Na drzewach siedziały radośnie skrzeczące małpy, od czasu obrzucając spragnionych wrażeń turystów zgniłymi owocami i pestkami.
Odwiedziliśmy również Swaziland, będący ostatnim naprawdę tradycyjnym królestwem afrykańskim. Szczególną atrakcją Swazilandu jest zachowanie dawnych rytuałów (na przykład malowanie narzeczonej czerwoną ochrą w czasie ceremonii zaślubin).
Trafiliśmy też do wiosek zuluskich w prowincji KwaZulu-Natal znanej z licznych miejsc bitew z czasów wojen burskich. Cahakaland to jedna z takich zrekonstruowanych wiosek odtwarzających dawny tradycyjny sposób życia Zulusów. Dziś goście mogą obejrzeć pokazy wykuwania włóczni, warzenia piwa czy tradycyjnych tańców. Z tej wycieczki przywiozłem sobie typowe nakrycie głowy zuluskiego wojownika, wykonane ze skór małpy i antylopy, które po moim powrocie do Warszawy wywołało prawdziwe poruszenie wśród znajomych pań. Sam nie wiem – zazdrość to, li zachwycenie?
W Narodowym Parku Słoni Addo, 72 km od Port Elizabeth, mieszka ok. 300 słoni należących do genetycznie izolowanej grupy, wskutek czego są one mniejsze od innych przedstawicieli swego gatunku na kontynencie afrykańskim. Miałem tam okazję oglądać całe rodziny tych ogromnych ssaków taplających się w gliniastych sadzawkach, aby pozbyć się insektów. Przewodnikiem w takim rodzinnym stadzie jest zawsze najstarsza samica, która prowadzi grupę od wodopoju do wodopoju i zna wszystkie słoniowe żerowiska.

Wydanie: 21/2002

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy