Polska, czyli „ma być ból”

Polska, czyli „ma być ból”

Te wypowiedziane z zimnym gniewem słowa strażnika leśnego, który przygniatał do ziemi jednego z aktywistów broniących Puszczy Białowieskiej przed wycinką, są makabryczną metaforą politycznej teraźniejszości. Są trzysłownym nowym hymnem narodowym, zawołaniem przedpogromowym, manifestacją czasowej, ale wymiernej władzy. Są hańbiące, groźne i szczere.

Te słowa stanowią interpretacyjne podglebie i uzasadnienie bardzo wielu zjawisk o jawnie przemocowym charakterze lub, rzadziej, tylko takiej wymowie, które coraz częściej mają miejsce w Polsce, a którym władza mało, że się nie przeciwstawia, to po prostu im sprzyja.

„Ma boleć”, kiedy kolejne dziesiątki, setki osób doświadczają bezpośredniej przemocy, bo mają inny, ciemniejszy kolor skóry, bo mówią w innym języku niż polski, bo są – albo wydaje się, że są – skądinąd.

„Ma boleć”, kiedy obserwujemy skrajną niekompetencję najwyższych urzędników państwowych, lekceważących obowiązujące w Polsce prawa i obyczaje.

„Ma boleć”, kiedy policja podejmuje coraz bardziej brutalne i absurdalne interwencje przeciw manifestującym zgodnie z prawem grupom, żeby tylko nie zakłócać Jarosławowi Kaczyńskiemu zbliżania się do prawdy i przenoszenia Polski na samotną wyspę.

„Ma boleć”, kiedy rzecznik praw dziecka przygotowuje ustawę o przymusowym odosobnieniu dla kobiet w ciąży oskarżonych o spożywanie alkoholu.

„Ma boleć”, kiedy po klęsce żywiołowej na Kaszubach polski rząd nie wykorzystuje możliwości pozyskania znacznych środków pomocowych z Unii, gdyż przyjęcie takiej pomocy zaburzałoby propagandową wizję UE.

„Ma boleć”, kiedy nad obowiązującą ustawą antyaborcyjną zbierają się czarne chmury, żeby była jeszcze bardziej restrykcyjna. Kiedy wizja edukacji seksualnej i dostępności taniej antykoncepcji rozmywa się w niebycie. Kiedy apteki zaczynają stosować własne sumieniaste kryteria sprzedaży leków, w sąsiednich krajach dostępnych bez recepty.

„Ma boleć”, kiedy powracają przymiarki do odwołania rzecznika praw obywatelskich, jednej z ostatnich ostoi prawa, broniącego naszych praw w setkach kwestii.

„Ma boleć”, kiedy finansowana przez państwowe spółki Polska Fundacja Narodowa – teoretycznie powołana do kreowania pozytywnego wizerunku Polski za granicą – wydając 19 mln zł, przeprowadza ogólnopolską kampanię billboardową przeciw środowisku sądowniczemu, zasilając publicznymi pieniędzmi spółkę założoną przez najbliższych współpracowników premier Beaty Szydło.

„Ma boleć”, kiedy prokuratura na polecenie wiceministra sprawiedliwości odstępuje od wymierzenia kary za rasistowskie wystąpienia byłemu księdzu i osobnikowi palącemu kukłę Żyda na wrocławskim rynku.

„Ma boleć” każda minuta spędzona przed „odzyskaną” dobrozmianową TVP i kolejnymi wyssanymi z palca konstrukcjami informacyjnopodobnymi.

„Ma boleć”, kiedy okazuje się, że powołane nie wiadomo po co wojska obrony terytorialnej mają treningi z posługiwania się pałkami tonfa, służącymi do rozpraszania demonstracji.

„Ma boleć”, kiedy niemal 800 osób staje przed sądem za wydumane zarzuty „blokowania pasa drogi”, zaśmiecania czy używania megafonu podczas legalnych manifestacji.

„Ma boleć”, kiedy minister obrony narodowej posługuje się Ministerstwem Sprawiedliwości, żeby formułować zarzuty pod adresem Tomasza Piątka, autora książki stawiającej ministrowi Macierewiczowi niewygodne pytania o otaczanie się bardzo podejrzanymi osobami ze świata rosyjskich służb i gangów.

„Ma boleć” program Mieszkanie+, który zamiast przyczynić się do poprawy fatalnej polskiej polityki mieszkaniowej, wprowadza zapisy umożliwiające eksmisję na bruk.

„Ma boleć” każde drzewo w Puszczy Białowieskiej wycięte wbrew europejskiemu i polskiemu prawu, wbrew decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii.

„Ma boleć”, kiedy stosuje się odpowiedzialność zbiorową i obniża świadczenia emerytalne wszystkim, których uznano za służących aparatowi przemocy w PRL.

„Ma boleć” generalnie tych wszystkich, którzy przez Jarosława Kaczyńskiego nazywani byli drugim sortem, kanaliami, zdradzieckimi mordami.

Ale na Polskę „Ma boleć” nie ma zgody. To ślepa droga politycznej bezradności, która kierując się urazami i niechęcią, w całkowicie nieakceptowalny sposób dzieli nasze społeczeństwo, naruszając podstawowe, konstytucyjne zobowiązanie równego i sprawiedliwego traktowania wszystkich obywateli i obywatelek Rzeczypospolitej.

Felczeryzacja polskiej polityki źle się skończy dla samego PiS, a w nas wszystkich zostawi ślady na lata. Gniew i wściekłość, których nie da się łatwo obandażować – albo udać, że nic się nie stało – mogą się okazać dużo niebezpieczniejsze, niż dzisiaj sądzimy.

Niech Polska nie boli, jest wystarczająco dużo problemów cywilizacyjnych i społecznych do rozwiązania, żeby tak marnować ten czas.

Wydanie: 38/2017

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz
Tagi: Polska

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy