Polska dwóch narodów

Polska dwóch narodów

Pomoc idzie sprawnie głównie dzięki sercu Polaków. Media społecznościowe przekształciły się w wielkie tablice ogłoszeń

– W ciągu zaledwie siedmiu dni byliśmy świadkami exodusu 1 mln uchodźców z Ukrainy do krajów sąsiednich – oświadczył Filippo Grandi, szef agencji ONZ ds. uchodźców. To najszybszy exodus uchodźców w tym stuleciu. Wedle szacunków ONZ Ukrainę opuścić może nawet 5 mln osób. Tylko do Polski w ciągu pierwszego tygodnia wojny przybyło ponad 600 tys. Ukraińców. W dotychczasowej historii najwięcej przyjęliśmy Czeczeńców – 90 tys. Dla porównania liczący 3 mln mieszkańców Liban przyjął 1 mln uchodźców z Syrii, więc te 600 tys. osób to niewiele jak na 38-milionowy kraj. Co ma powiedzieć maleńka Mołdawia, gdzie przebywa już 80 tys. Ukraińców? Reszta z tego 1 mln uciekinierów trafiła na Słowację i do Rumunii. Już samo to pokazuje, że problemu uchodźców z Ukrainy każdy kraj europejski nie może traktować odrębnie.

Narodowa partyzantka pomocowa

Co zrobi w Polsce ukraińska kobieta z trójką małych dzieci, skoro nawet dla polskich maluchów brakuje miejsc w żłobkach i przedszkolach? Kto i jak zatrudni takie panie? Jak długo będziemy w stanie mieszkać na 50 m kw. z trzema obcymi osobami? A gdy użyczyliśmy Ukraińcom mieszkania, które miało być pod wynajem, jak długo będziemy w stanie utrzymywać tych ludzi, których zgarnięto z granicy z jedną walizką? Co z osobami starszymi, skoro niektórzy nasi emeryci przymierają głodem? Co z dziećmi z niepełnosprawnościami i tymi z domów dziecka, które są już w Polsce? Jasne, że na razie nie chcemy sobie zadawać trudnych pytań, pomagamy, bo tak trzeba, ale co dalej? Jak ma funkcjonować Rzeczpospolita obojga narodów? Przesada z tym określeniem? A może wcale nie? Dlaczego wciąż jeszcze nie myślimy, co będzie potem? Oddajemy Ukraińcom swoje mieszkania, ubrania, żywność, leki, serce. Egzamin z człowieczeństwa zdajemy na piątkę, co jednak z podchodzeniem do niego przez naszą administrację publiczną, bo przecież ofiarność ludzka ma granice?

To polskie serce dla Ukraińców jest nie tylko przejawem ducha solidarności, ale także konsekwencją wieloletniego budowania więzi społecznych między obydwoma krajami. Bo niemal każdy zna jakiegoś Ukraińca, jeśli nie osobiście, to ma znajomych, którzy znają. To zupełnie inna sytuacja niż w przypadku uchodźców z Afryki.

Organizacyjno-administracyjny paraliż na początku wojny nie powinien dziwić. Żadne, nawet najbogatsze państwo nie poradziłoby sobie, gdyby z dnia na dzień przybyło do niego tylu uchodźców.

Gdyby więc nie samorządy i organizacje pozarządowe oraz zwykli obywatele, gdyby nie akcje podejmowane altruistycznie, system dawno by się załamał. Jak wiele razy wcześniej – ratuje nas narodowa partyzantka, która pozwala uniknąć kryzysu humanitarnego.

Tymczasem premier Mateusz Morawiecki opowiada swoją bajkę. – Nasza pomoc Ukraińcom nie może być tylko spontanicznym odruchem serca, ale jednocześnie ona musi mieć charakter systemowy. Ona nabiera takiego charakteru, coraz bardziej systemowego – mówił 28 lutego. Jednak w drugim tygodniu wojny pomoc idzie sprawnie głównie dzięki sercu Polaków. Media społecznościowe przekształciły się w wielkie tablice ogłoszeń. Pod granicę podjeżdżają prywatne busy i autobusy załatwiane przez organizacje pozarządowe. Zabierają ludzi, wiozą do miast, gdzie są przygotowane kwatery. Polacy, którzy zupełnie za darmo wożą ludzi, dają w społecznościówkach ogłoszenia: „Wiozę z granicy trzyosobową rodzinę. Szukam mieszkania”. Po kilku minutach mieszkanie się znajduje. Albo: „Mam panią w rozmiarze S, nie ma nic, jej córka też nosi rozmiar S. Pomożecie?”. Po kilku minutach znajduje się wszystko, co potrzebne. Często jednak pomagamy na hura i bez sensu, więc na stertach gniją ciuchy i żywność.

Polska – kraj tranzytowy

– W akcji uchodźczej trwa wielka improwizacja. Prawdą jest, że takiej skali działań wojennych w Ukrainie chyba nikt się nie spodziewał. Owszem, oczekiwaliśmy uchodźców, ale nie ponad pół miliona w kilka dni. Sztaby kryzysowe są przeciążone pracą. Na dłuższą metę nie da się tak funkcjonować, trzeba poważnych rozwiązań systemowych – podkreśla dr Jakub Olchowski z Katedry Bezpieczeństwa Międzynarodowego UMCS oraz Instytutu Europy Środkowej w Lublinie.

Bez zmian systemowych może bowiem dojść do sytuacji jak po ataku w 2014 r. na wschodnią Ukrainę. Wtedy bardzo wielu mieszkańców tamtych terenów przybyło do Kijowa. Oddawano im mieszkania, jak teraz to robią Polacy. Entuzjazm trwał mniej więcej rok, aż kijowianie zaczęli nazywać współbraci „tymi od Ruskich”. Wyrzucano ich z mieszkań – obecnie w Kijowie wielu bezdomnych to ci, którzy przyjechali z zajętych terenów wschodniej Ukrainy. To dlatego jak najszybciej potrzebne są rozwiązania systemowe, a nie wyjście na konferencję prasową i powiedzenie: „Róbcie”, nie dając do tego robienia rozwiązań prawnych. Prosty przykład. Resort zdrowia: „Wypisujcie Ukraińcom leki na receptę”. Lekarze: „Nie możemy tego robić, brakuje rozwiązań prawnych”.

Gdybyśmy jako państwo mieli pomysł, jak mądrze zagospodarować potencjał intelektualny Ukraińców, tych informatyków, inżynierów, naukowców, byłoby to z wielką dla nas korzyścią. Lecz od lat pomysłu nie mamy. Młody informatyk Alosza w Łodzi właśnie rozwozi jedzenie rowerem, czuje się pożyteczny. Jak wielu Ukraińców ma problem z przyjmowaniem pomocy. Pani fizyk jądrowa sprzedaje w budce przy Hali Marymonckiej na warszawskim Żoliborzu. Tak zagospodarowujemy wykształconych ludzi.

Już teraz widać, że wielu uchodźców wsiada do busów i jedzie do Niemiec i innych krajów, gdzie czekają na nich pracujący tam członkowie ich rodzin. Ale część zostanie w Polsce. Nie wyklucza tego dr hab. Agnieszka Kastory z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

– Im dłużej trwa konflikt, tym mniej osób może wrócić do Ukrainy. Dotychczasowe doświadczenie pokazuje, że im konflikt krótszy, tym więcej osób wraca do siebie. Na razie nikt nie wie, jak rozwinie się sytuacja. Jeśli Rosjanie opanowaliby wschód Ukrainy, część uchodźców pewnie nie chciałaby tam wracać. Tak samo jak do ewentualnie opanowanego przez Rosjan Kijowa. Trzeba się liczyć z tym, że jeśli dojdzie do opanowania Ukrainy, Rosjanie zamkną granice, ludzie przestaną płynąć, dlatego dziś tak się śpieszą. Musimy mieć dla nich jakiś plan. Bo na razie największą pracę wykonują samorządy, ale one są coraz biedniejsze, bo taka jest polityka tego rządu. Trzeba je jak najszybciej odciążyć. Jeśli Polak decyduje się przyjąć do siebie uchodźców, powinien wiedzieć, na jak długo, bo przecież nie w nieskończoność. Wciąż za mało wiemy, co z przedszkolami, szkołami. Rozumiem, że na początku byliśmy zaskoczeni skalą napływu uchodźców, ale już powinien być długofalowy plan – mówi Agnieszka Kastory.

Specustawa nie załatwi wszystkiego

Rząd PiS od razu po wybuchu wojny w Ukrainie zadziałał, jak trzeba. Pojawiły się bezpłatne przejazdy pociągami, szybka ścieżka w przekraczaniu granicy dla kobiet i dzieci, punkty recepcyjne. Jednak w normalnym kraju już od pierwszego dnia wojny byłaby burza mózgów na temat rozwiązań systemowych dla uchodźców. W Polsce rząd przygotował specustawę. Według projektu, aby uzyskać status uchodźcy, wystarczy stempel w dokumencie podróży, aby móc być zatrudnionym, wystarczy proste powiadomienie urzędu pracy. Ponadto Ukraińcy mają mieć dostęp do świadczeń zdrowotnych i rodzinnych. Samorządom łatwiej będzie udzielać pomocy w organizowaniu nauki w szkołach. Gminy będą wypłacać Ukraińcom jednorazowe świadczenie w wysokości 500 zł lub 300 zł na utrzymanie. Tyle że jak najszybciej powinien zostać uregulowany status osób, które opuściły Ukrainę.

– Sprawa wymaga jednak głębokich przemyśleń, bo jeśli powstanie ustawa, musi ona łączyć się z innymi uregulowaniami z tego zakresu, zarówno konwencji dotyczącej statusu uchodźców, jak i przyjętych w ramach Unii Europejskiej. Należy brać pod uwagę to, że status uchodźcy w RP ma jak dotąd niewiele ponad 1 tys. osób. Sądzę też, że niektórzy Ukraińcy będą mogli skorzystać z Karty Polaka – wylicza prof. Hubert Izdebski z Uniwersytetu SWPS, prawnik specjalizujący się w zagadnieniach prawa publicznego. – Aby dokonać przemyślanych rozstrzygnięć, trzeba policzyć, ile już jest uchodźców i ile może być takich osób, czy będą chciały zostać w Polsce, czy raczej udadzą się do innego kraju, czy może w dającym się przewidzieć czasie wrócą do Ukrainy. Bo przecież niektórzy z różnych powodów wracają. Szczególnie głębokich przemyśleń wymaga kwestia ewentualnego uproszczonego przyznawania obywatelstwa czy też jakiegoś półobywatelstwa. Tu znów trzeba łączyć prawo Rzeczypospolitej z prawem Unii Europejskiej – obywatel RP jest obywatelem Unii. Naprawdę trzeba mieć nie tylko silną wolę, ale i ogromną wiedzę oraz wyobraźnię, żeby doprowadzić do pilnie pożądanych ze względu na sytuację rozwiązań systemowych. W tej kwestii absolutnie nie powinny dochodzić do głosu różnice partyjne, bo fala wzmożonej empatii nie będzie trwać wiecznie, a uchodźcy mogą pozostać z nami na długo – konkluduje prof. Izdebski.

Dziś widać, że większość Ukraińców chce wracać do siebie. Ale kiedy to będzie możliwe: za miesiąc, rok czy za wiele lat? A co będzie, jeśli nastąpi podział Ukrainy wzdłuż linii Dniepru i mieszkańcy spoza tej linii nie będą mogli wrócić do swoich domów? O tym wszystkim trzeba myśleć. Podobnie jak trzeba myśleć o polskich szkołach, do których tylko do połowy ubiegłego tygodnia (stan na środę, 2 marca) zgłosiło się prawie 100 ukraińskich dzieci, a z danych Ministerstwa Edukacji i Nauki wynika, że na terenie RP znajduje się już ok. 200 tys. dzieci i młodzieży z Ukrainy i ta liczba będzie rosła. Polski rząd będzie więc musiał zorganizować im edukację, pomyśleć o dodatkowej subwencji, uprościć procedury oświatowe. Ponadto koniecznie trzeba zatrudnić asystentów międzykulturowych. Ale najważniejsze jest zajęcie się psychiką dzieci z Ukrainy, a nie polskim fetyszem oświatowym, czyli realizacją podstawy programowej. Receptą na braki kadrowe w szkołach ma być m.in. pozwolenie na pracę pedagogów korzystających ze świadczeń kompensacyjnych.

Specustawa pozwoli utworzyć oddziały przygotowawcze, w których uczyć się będą uczniowie z Ukrainy. Złagodzi przepisy dotyczące zatrudniania na stanowisko pomocy nauczyciela, będzie można zatrudnić osobę niemającą polskiego obywatelstwa, jeżeli zna język polski w mowie i piśmie w stopniu umożliwiającym pomoc uczniowi, który nie zna języka polskiego albo zna go bardzo słabo. Przy czym nie trzeba potwierdzać znajomości języka polskiego.

Dalej specustawa mówi, że uczniowie ukraińscy mogą korzystać z pomocy socjalnej na tych samych zasadach co uczniowie z Polski. Pieniądze na ich kształcenie będą pochodzić z rezerwy subwencji oświatowej, która może zostać powiększona o środki z budżetu państwa.

Według projektu w celu zapewnienia kształcenia i wychowania dzieciom lub uczniom będącym obywatelami Ukrainy mogą być tworzone inne lokalizacje prowadzenia zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych podporządkowane organizacyjnie szkołom. Będą w nich mogły działać także oddziały przedszkolne.

Jak konkretnie pomagać?

Jak widać, hasło Rzeczpospolita obojga narodów nie jest pustym frazesem. Już dziś trzeba zacząć myśleć o utworzeniu korytarza humanitarnego do oblężonych miast. Ukraińcy czekają kilka dni w kolejce przed granicą.

„Ważne jest, by podjąć działania zmierzające do usprawnienia i umożliwić udzielanie pomocy po drugiej stronie lub zintensyfikować działania tam, gdzie stoją kolejki. Mamy informacje, że dzieci korzystają z tej samej pieluchy przez dwa dni. (…) Osoby po przekroczeniu granicy są tak odwodnione, wycieńczone, że gdy zaczynają jeść, w pierwszym momencie to zwracają”, wypowiada się dla portalu Prawo.pl Aleksandra Ejsmont, radca prawny specjalizująca się w prawie rodzinnym, zaangażowana w pomoc uciekinierom z Ukrainy.

A premier nadal chwali się, że do Ukrainy dzięki rządowi jadą ogromne konwoje humanitarne. Jeden z internautów w niewybrednych słowach odpowiedział mu na Twitterze: „Niczego nie finansujecie! Niczego nie organizujecie! Ludzie wszystko sami ogarniają i się organizują. Nawet nie potraficie zapewnić ciągłości dostaw paliw przy tak wzmożonym ruchu, palanty!”.

Spójrzmy na koniec na uchodźców z perspektywy Rosji. Im więcej ich w krajach sąsiadujących z Ukrainą, tym dla Rosji lepiej, bo kraje te zmagać się będą z coraz większymi wyzwaniami logistycznymi i humanitarnymi. – Rzeczywiście napływ uchodźców z Ukrainy do różnych krajów jest w interesie Rosjan. Znani są przecież z manipulowania kryzysami humanitarnymi. Te manipulacje wykorzystują jako narzędzie wojny hybrydowej przeciwko Zachodowi – uważa dr Jakub Olchowski.

Tak czy inaczej, wszyscy musimy uczyć się pomagania. A ponieważ nie ma na to czasu, lepiej byłoby przelać pieniądze na konta organizacji, które na tym się znają, mają system, logistykę, wiedzą, komu i jak pomagać (piszemy o tym na s. 3). One pomogą systemowo, bez chaosu, dotrą, gdzie trzeba i z czym trzeba. Bo inaczej sprawimy więcej kłopotu niż korzyści.

 

b.igielska@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Jacek Szydłowski/Forum

Wydanie: 11/2022

Kategorie: Wojna w Ukrainie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy