Pomyśl, nim pożyczysz

Uwaga na łatwe kredyty!.

Ze spłacaniem kredytów konsumpcyjnych mamy sześć razy więcej kłopotów niż z kredytami mieszkaniowymi

Przysłowiu: “Dobry zwyczaj nie pożyczaj” warto zaufać. Jeżeli planujemy wydatki, lepiej finansować je z pieniędzy własnych, a nie pożyczanych od banku czy firmy kredytowej. Niekiedy jednak trzeba skorzystać z kredytu.
Największym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa finansowego są kredyty konsumpcyjne zaciągane na rozmaite pilne potrzeby (prezenty świąteczne, okazyjny zakup, wyjazd wakacyjny, ale i koszty leczenia). Ze spłatą dużych kredytów mieszkaniowych, często angażujących oszczędności całego życia, problemy ma, jak oblicza Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową, zaledwie co 50. Polak. Z regulowaniem znacznie mniejszych kredytów konsumpcyjnych – aż co dziewiąty. I kłopoty te niestety rosną. Kryzys finansowy, niepewne zarobki i zaległości płatnicze pomiędzy firmami sprawiły, że w 2010 r. już co siódmy rodak nie spłacał terminowo kredytu konsumpcyjnego (13,5%).

Jakoś nie będzie

Dlaczego jednak wystarcza nam pieniędzy na regulowanie wysokich rat kredytów mieszkaniowych, a mamy trudności z konsumpcyjnymi? Po części wynika to z faktu, że kredyty mieszkaniowe wynoszą po kilkaset tysięcy złotych. Przy takich sumach nasza zdolność kredytowa jest badana przez bank nadzwyczaj dokładnie, a najważniejsza forma zabezpieczenia – hipoteka ustanowiona na kupionej nieruchomości – stanowi realne zagrożenie, że jeśli przestaniemy płacić raty, bank odbierze nam dom czy mieszkanie. Możemy więc żyć o chlebie i wodzie, ale zrobimy wszystko, żeby regulować spłaty w terminie.
Kredyty konsumpcyjne są niższe (od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych), łatwiej więc dostać pożyczkę na zakupy świąteczne niż na mieszkanie, a tym, którzy nie płacą rat, nie grozi, że szybko znajdą się pod mostem.
W rezultacie do kredytów konsumpcyjnych podchodzimy nieco bardziej niefrasobliwie, na zasadzie: jakoś to będzie. Za rzadko zapala nam się czerwone światełko skłaniające do myślenia w rodzaju: “Nie bierzmy tego kredytu, w końcu da się bez tego żyć, w Polsce wciąż tli się kryzys, sytuacja jest niepewna, firma, w której pracujemy, ma kłopoty, możemy zostać na lodzie”.

Co nam grozi?

Takie patrzenie na świat przez zbyt różowe okulary może sprawić, że napytamy sobie biedy. Parę kredytów na głowie, setki tysięcy złotych długu i miesięczne raty znacznie przekraczające wysokość dochodów – to niewesoła codzienność wielu ludzi, oznaczająca życie nie tylko w biedzie, lecz także pod presją. Banki wcale nie potrzebują bowiem straszaka w postaci hipoteki, by radzić sobie za spóźniającymi się pożyczkobiorcami. I bez tego umieją sprowadzać na nich dotkliwe kłopoty.
Jeśli więc nawet zaciągnęliśmy któryś z kredytów konsumpcyjnych, reklamowanych jako “bez poręczycieli i zabezpieczeń” (w praktyce nie ma kredytów w ogóle pozbawionych zabezpieczeń), nie znaczy to, że nie poniesiemy konsekwencji za poślizgi w regulowaniu zobowiązań. Musimy się liczyć z wpisaniem naszych danych do rejestru Biura Informacji Kredytowej czy Bankowego Rejestru Klientów Niesolidnych, co może uniemożliwić nam wzięcie jakiejkolwiek pożyczki nawet przez 10 lat. Będzie nas nękać firma windykacyjna. Sąd na wniosek kredytodawcy wyda nakaz zapłaty, zobowiązujący nas do uregulowania wszelkich zaległości. Jeśli i wtedy będziemy się opóźniać, do akcji wkroczy komornik, który zajmie nasze pobory, samochód, cenniejsze rzeczy, a nawet – uwaga – spróbuje w ostateczności sprzedać nasze mieszkanie na poczet długu. Wreszcie bank może wytoczyć nam sprawę o wyłudzenie kredytu.

Zawsze to nasz problem

Lepiej więc być mądrym przed szkodą. Ludzie, którzy wpadli w tarapaty kredytowe, zarzucają bankom, że za łatwo pożyczały im pieniądze. Doradca dzwonił, zachęcał, kusił, namawiał – ale gdy tylko powinęła im się noga, z banku natychmiast zażądano karnych odsetek i przyśpieszonej spłaty całej należności. Pretensje wyrażane pod adresem banków z powodu zbyt łatwego uzyskiwania kredytów są jednak bezprzedmiotowe. W interesie banków leży zarówno rozwijanie akcji kredytowej (na tym przecież zarabiają), jak i skuteczne ściąganie przeterminowanych należności. Nam wolno żądać od banku absolutnego przestrzegania wszelkich warunków umów oraz przepisów prawa bankowego – ale nie możemy się domagać, by bank zrezygnował z wykorzystywania tych procedur przeciwko nam.
Pamiętajmy, że zgodnie ze starą maksymą, jeśli jesteśmy winni bankowi kilka milionów złotych, jest to już problem banku, a nie nasz (o słuszności tych słów można się było przekonać, obserwując rozmaite działania ratunkowe podjęte po wybuchu kryzysu finansowego w 2008 r.). Jeśli jednak jesteśmy winni kilka czy kilkanaście tysięcy złotych – tak jak w przypadku kredytu konsumpcyjnego – jest to tylko i wyłącznie nasz problem.

___________________________________

OPINIA EKSPERTA.

Tadeusz Mosz
publicysta ekonomiczny prowadzący program telewizyjny “Plus-minus”

Jeśli oferowany kredyt określa się jako tani, muszą w tym tkwić jakieś pułapki. Takie jak wysokie oprocentowanie albo kosztowne zabezpieczenie hipoteką. Nam może się wydawać, że oprocentowanie jest niskie, np. 10%, ale jeśli tyle się pobiera miesięcznie, to w roku wychodzi ponad 100%. Trzeba więc bardzo dokładnie przeczytać to, co jest napisane w umowie, zwłaszcza małym drukiem, i dokładnie sobie przeliczyć, ile nas taki kredyt będzie kosztować w skali roku. Otrzymałem wiele listów od telewidzów, którzy skarżyli się na “łatwe” i “tanie” kredyty i czuli się oszukani. Jeden z klientów policzył, że jego kredyt miał oprocentowanie 134% w skali roku. Ale na początku ci poszkodowani wcale nie wiedzieli, że tyle będą musieli zapłacić za pożyczkę, nie policzyli wszystkich kosztów, np. manipulacyjnych za przyjście pracownika do domu, za przyniesienie gotówki itd.
Oczywiście mam zdecydowanie większe zaufanie do banków niż do instytucji parabankowych, które są instytucjami podwyższonego ryzyka. Jeśli już byłbym zmuszony prosić o pożyczkę, skierowałbym się do banku, ale raczej unikam kredytów, zwłaszcza konsumpcyjnych.

Wydanie: 50/2010

Kategorie: ABC BANKOWOŚCI, czesc I

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy