Poprawność

Poprawność

Każda wspólnota społeczna, partia polityczna czy nawet nieformalna grupa towarzyska otacza się kokonem swoistej poprawności. Składa się na nią zbiór podzielanych poglądów, gustów i preferencji. Pozwala ona nie tylko na pogrążenie się w słodkim samozadowoleniu – to nie moje widzimisię, MY tak myślimy – także na zachowanie jedności, ale przede wszystkim na odróżnienie się i odrzucenie innego. Owa poprawność ma swoje daleko posunięte konsekwencje, których przykładem, graniczącym z karykaturą, a więc tym bardziej wartym analizy, jest wersja pisowska. W co, by pozostać poprawnym, wierzyć winien każdy poddany prezesa?

Oczywiście w zamach smoleński. Rosjanie i Tusk zacierają ślady. Jednak od lat nad odkryciem prawdy pracuje komisja (obecnie podkomisja) pod światłym przywództwem Antoniego Macierewicza. Fakt, że rewelacje ogłaszane przezeń od czasu do czasu są sprzeczne, a niekiedy wręcz fantastyczne (czy ktoś pamięta jeszcze ową trójcę, która przeżyła katastrofę, albo sztuczne mgły rozsiewane na rozkaz Putina?), nie ma najmniejszego znaczenia. Drogi do prawdy bywają kręte i skomplikowane, ale prędzej czy później wyjdzie ona na jaw na pohybel Tuskowi i Kremlowi.

Drugim pewnikiem jest wielkość polityczna zmarłego tragicznie Lecha Kaczyńskiego. Może nie jest on jedynym wielkim przywódcą od czasów Piłsudskiego, jak w niepohamowanym lizusostwie zapewniał nas niedawno pan prezydent Duda, ale na pewno należy mu się wieczny spoczynek na Wawelu, nie wspominając nawet o setkach pomników w całej Rzeczypospolitej, szkół i instytucji ku czci czy konkursów rozpisywanych wśród dzieci na wizerunek i czołobitne życiorysy.

Leszek Miller twierdził wprawdzie, że po tym się ocenia mężczyznę, jak kończy, a prezes Jarosław jest w pełni lat twórczych i broń Boże niczego złego mu życzyć nie należy, ale każdy pisowiec już dzisiaj wie, że nie tylko jest nieomylny, ale także błyskotliwy, pełen męskiego uroku, spolegliwy, uduchowiony, wierny i kochający zwierzęta.

Polskie mass media pozostające w większości pod kontrolą wrogich ośrodków niemieckich, amerykańskich czy rosyjskich robią wszystko, aby oczernić nasz kraj, a w szczególności umniejszyć i zohydzić jego nowogrodzkie władze. Nie na darmo minister Piotr Gliński mógł przedstawić litanię epitetów, jakimi się obraża ludzi dobrej woli. Przy okazji nieustannych ataków na PiS plugawi się szczytną historię narodową, której jedynym obrońcą pozostał już tylko niezłomny i prawdomówny IPN, zrzeszający najwybitniejszych znawców dziejów ojczystych i piętnujący zdrajców wraz z ich resortowymi dziećmi po piąte pokolenie.

Opozycja, ulica i zagranica (Bruksela przede wszystkim) powiązana jest tysiącem finansowych i towarzyskich, korupcyjnych układów i układzików, które rzucają wyznawcom prezesa kłody pod nogi, powodują z palca wyssane europejskie zastrzeżenia, dążą do uniemożliwienia reform i zrujnowania wspólnego dobra Lechitów, podszczuwają przeciw Polsce kogokolwiek tylko można, na czele z Izraelem i antyfaszystami.

Niepodległa Polska powstała w roku 2015 itd.

Problem w tym, że chociaż poziom intelektualny niektórych notabli PiS, z profesorami niestety na czele (Pawłowicz, Legutko, Terlecki, Gowin, Gliński), budzić może daleko idące niepokoje, nie jest owa partia gronem bezrozumnych, zglajchszaltowanych ciemniaków. Nie są to w większości ludzie ślepi i kompletnie oderwani od rzeczywistości. Zdarzają się wśród nich, jak zresztą w każdym środowisku, jednostki inteligentne, kompetentne i rozumne. Prywatnie, na boku, kiedy nikt niepowołany usłyszeć ich nie może, śmieją się więc w kułak ze spiskowych teorii Macierewicza (nie zdziwiłbym się, gdyby to samo robił ich autor). Rozumieją doskonale, że Lech Kaczyński był politykiem, jakich wielu, i żadnego prochu nie wymyślił, a na Wawel zaprowadziły go tylko miłość braterska i mętne kalkulacje niezbyt lotnego kardynała. Wiedzą, bo sami złoszczą się na nią okropnie, że telewizja państwowa jest tylko nieuczciwą tubą propagandową władzy, a jeśli pisowskie pisma nie mogą pozyskać czytelników, to tylko ze względu na miernotę swoich dziennikarzy, a nie z winy obcego kapitału. Opowiadają między sobą złośliwe anegdoty o prezesie i dawno włożyli między bajki zdradę elit i spiski masońskie.

Ale poprawność zobowiązuje. Cóż więc pozostaje? Kłamstwo. Nie sądzę, by kłamali z lekkim sercem. Nawet pan Gowin głosuje, ale się nie uśmiecha. Kiedy jednak wszedłeś między wrony, musisz poprawnie krakać. Zresztą powoli wszystko się zaciera. Dziecko może by jeszcze spostrzegło, że król jest nagi. Samemu królowi dawno już to wyszło z głowy. Kiedy więc pan premier Morawiecki kłamie jak najęty, to w gruncie rzeczy wcale nie kłamie, tylko wyraża się poprawnie. Poprawni są też panowie Czarnecki, Cymański, Ziobro. A dobrze i słusznie jest być poprawnym.

Tak powstaje w Polsce nowy etos, który jak wszystko co nowe, od szkoły, poprzez traktor, po elektroluks, Kościół z radością pobłogosławi.

Wydanie: 49/2018

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy