Posemuckel jak Wąchock

Posemuckel jak Wąchock

Choć wieś Podmokle jest dla Niemców symbolem prowincji, to cywilizacji może pozazdrościć jej niejedno miasto

Któż nie zna Wąchocka, Pcimia Dolnego czy Koziej Wólki – symboli prowincji, zacofania, głupoty, końca świata. Natomiast niewiele osób wie, że w Polsce – 40 km od Zielonej Góry – leży niemiecki Wąchock – Posemuckel, czyli obecnie Podmokle Małe i Podmokle Wielkie. Podmokle Małe liczy 400 mieszkańców, oddalone o kilometr Podmokle Wielkie – 260. „Wielkie”, bo tu są ogromne gospodarstwa i wielcy gospodarze, „małe” były osadą rybacką. Pod pruskim zaborem nazywały się Posemuckel i w świadomości Niemców były synonimem prowincji, zaścianka.

Polaczyska z Posemuckel
Mieszkać w miejscu znanym z niewybrednych żartów czy kpin nie jest łatwo, nawet jeśli to przebrzmiała historia, ale mieszkańcy świetnie wykorzystują historię Posemuckel. Dyrektorka tutejszej szkoły, Elżbieta Ryczek, uśmiecha się: – Tak, wiemy, że miejscowość była znana, jestem pewna, że nie chodzi tu o prowincjonalny sposób myślenia. Ta sława dziś to nasz wabik. Kiedy szukaliśmy partnerskiej szkoły w Niemczech, napisaliśmy o Posemuckel, kilka szkół starało się o współpracę z nami. Niektórzy stukali się w czoło, że takiego miejsca nie ma, że to żart, a nauczyciele i młodzież z partnerskiego Neuruppin po wizycie u nas uznali, że to piękne miejsce. Na swoim boisku postawili drogowskaz: Podmokle Małe – 265 km.
Wraz z drugim rozbiorem Polski w 1793 r. miejscowość znalazła się pod zaborem pruskim, również po zapisach traktatu wersalskiego granica Prus z Polską znalazła się tuż za Posemuckel. W 1904 r. miał tu miejsce strajk dzieci, podobny do wcześniejszego we Wrześni, były dwie polskie szkoły z sześćdziesięciorgiem dzieci, wobec trojga w niemieckiej szkole. Uważa się, że takie położenie miejscowości i świadomość mieszkańców, którzy w 90% przyznawali się do polskości, były w dużej mierze odpowiedzialne za mało chlubną sławę. – Pamiętam, jak sąsiedzi byli w wesołym miasteczku gdzieś pod Hanowerem i tam atrakcją była „Jazda do Posemuckel”, odpowiednik kolejki wysokogórskiej – mówi 78-letni Jan Weimann. Nauczyciel z Posemuckel, Stanisław Knak, pisze w pamiętniku, że kiedy mówił, że pracuje w Posemuckel, to niemieccy koledzy krztusili się ze śmiechu, nie wierząc, że wioska o takiej nazwie istnieje naprawdę. Pan Jan wspomina, że niemieccy żołnierze na kolegów Polaków z prowincji poznańskiej mawiali kpiarsko: „Och, ty Polaczysko z Posemuckel”. W 1937 r. nazwę Posemuckel zmieniono na Posenbrück, ale bynajmniej nie ze względu na dotykanych kpinami mieszkańców. Dla nazistów nazwa Posemuckel po prostu nie brzmiała dostatecznie niemiecko.
W latach 20. na deskach pruskich teatrów ludowych chętnie grywano komedię o Posemuckel, Bertolt Brecht uwiecznił je w jednym ze swoich tekstów – jako dobry rym do słowa Buckel, czyli garb; spotkanie zadziwionego wielbłąda o dwóch garbach z „jednogarbnym” mieszkańcem Posemuckel stało się już klasyką.
Kiedy w przededniu I wojny światowej Berlinem wstrząsały polityczne skandale, wzburzeni politycy i dziennikarze krzyczeli: „To Posemuckel!”. Dla nich ta nazwa stała się symbolem zawirowań, chaosu.

Podmokle w Europie
A dziś? Podmokle Małe i Wielkie są całkiem europejskie. Świeży asfalt, nowe oświetlenie, nowa droga do szkoły, piękna ścieżka rowerowa z pieniędzy europejskich przez całą wieś, zadbane domy, za przyciętymi żywopłotami nowoczesne maszyny rolnicze stoją obok najnowszych samochodów. Tu żyje się dobrze. Wolna gospodarka pojawiła się w postaci fabryki Ikei tuż obok w Babimoście, bezrobocie w obu Podmoklach wynosi zaledwie ok. 5%. Na obrzeżach budują się nowe domy, 3 km dalej, z lotniska w Kramsku można polecieć do Warszawy albo wygodnie dojechać autostradą czy pociągiem. Dawne Posemuckel na przykład zacofania w żadnym razie dziś się nie nadaje. Przed nowoczesną szkołą widać ogrodzony, monitorowany skansen, gdzie niebawem stanie 200 maszyn rolniczych, wyremontowanych przez kilku mieszkańców Podmokli. – Staramy się dbać o tradycję, Posemuckel to tylko jeden z elementów historii – dyrektorka szkoły prezentuje zbiory szkolnej izby pamięci. Jan Weimann, któremu pokazała jego wpis do pamiętnika dzieci szkolnych z 1936 r., wzrusza się; sporo tu dokumentów, rachunków, świadectw z nazwą Posemuckel lub Posemukel, nie ma jasnej reguły pisowni tej nazwy. – Nasze wszystkie pierwszaki otrzymują kaski rowerowe, większość dojeżdża do szkoły rowerami. Dzieci chętnie uczą się gry na regionalnym instrumencie, koźle, występują w strojach miejscowych – wymienia Małgorzata Radna, nauczycielka historii. Dodaje, że są tu niebywałe warunki klimatyczne, stąd może położenie lotniska; wokół pada, a w Podmoklach świeci słońce. Po 16 latach od runięcia muru berlińskiego Podmokla stają się celem wypraw turystycznych, w końcu nie każda miejscowość może się pochwalić taką sławą i zainteresowaniem np. Wilhelma Tella, o czym można poczytać w książce „Wilhelm Tell in Posemuckel” A.D. 1987, wydanej w Niemczech.
– Traktujemy nazwę Posemuckel marketingowo, wykorzystujemy ją w promocji gminy – dodaje Elżbieta Ryczek – bo trzeba zachować dystans i humor, a kto szuka tu mostu wzdłuż rzeki, niech nas odwiedzi i sam się przekona.

 

Wydanie: 44/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Beata Dżon

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy