Nie wraca się z reguły do lektur szkolnych, czytane za wcześnie nudziły i źle się teraz kojarzą. A jednak wróciłem do „Chłopów” Reymonta, w papierowej wersji nie dałbym rady, słucham, znakomicie czyta Marek Walczak. Zaskoczenie, jaka to wspaniała proza poetycka, gęsta i mięsista. W pełni zasłużona Nagroda Nobla. Jak w roku 1924 zareagował Reymont na wiadomość, że dostał Nobla? Wpadł w rozpacz. Pisał w liście do znajomego: „Okropne! Nagroda Nobla, pieniądze, sława wszechświatowa i człowiek, który bez zmęczenia wielkiego nie potrafi się rozebrać. To istna ironia życia. Urągliwa i prawdziwie szatańska”. Nie pojechał po odbiór nagrody, nie miał siły, umarł za rok. Skąd tonący w długach pisarz miał środki, by pisać czterotomowych „Chłopów”?
Reymont, dawny pomocnik kolejarza, jechał pociągiem w drugiej klasie ze znajomym dziennikarzem i jego żoną. Pod Włochami doszło do czołowego zderzenia z innym pociągiem. Był piątek 13 lipca 1900 r. Zginęło pięć osób, a ok. 40 zostało rannych – w tym pisarz. Żona znajomego zginęła. Siła uderzenia zniszczyła wagony, a w lokomotywie eksplodował kocioł parowy. Reymont doznał szoku nerwowego i urazów, ale nie tak poważnych, jak to zadeklarował. W listach do znajomych pisał o dwóch pękniętych żebrach. Wynajął adwokata i zażądał wysokiego odszkodowania od Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Tu już widnieje liczba 12 złamanych żeber. Nie była to prawda, ale tak brzmiało orzeczenie lekarskie ordynatora dr. Jana Rocha Rauma. Lekarz był wielbicielem prozy Reymonta i martwił się,








