Prawdziwi przyjaciele

Prawdziwi przyjaciele

Psy szczekają, karawana idzie dalej. Ameryka nie chce Polski? Andrzej Duda i Mateusz Morawiecki nie będą zapraszani do USA? Ich problem, nasza pisowska władza nie daje się złamać. Rex Tillerson może sobie dzwonić do Dudy, ile chce, ambasador USA w Warszawie może nagrywać filmiki z apelami o poprawienie ustawy o IPN, a Donald Trump może deklarować, że najważniejszym sojusznikiem USA jest Izrael. Polska nie zrezygnuje z ustawy, z ukarania Jana Tomasza Grossa i różnych banderowców. O!

Poza tym Polska ma prawdziwych przyjaciół, którzy potrafią docenić jej pisowskich przywódców. I jest miło. Oto bowiem „w dowód uznania wybitnych zasług w budowaniu politycznych i społecznych kontaktów węgiersko-polskich marszałkowie Sejmu i Senatu Marek Kuchciński i Stanisław Karczewski zostali uhonorowani Wielkimi Krzyżami Orderu Zasługi Węgier”.

Ceremonia odbyła się w siedzibie parlamentu w Budapeszcie. Odznaczenie nadał i wręczył marszałkom prezydent János Áder, w ślad za propozycją przewodniczącego węgierskiego parlamentu László Kövéra, na wniosek premiera Viktora Orbána. Czy to nie piękny dowód sympatii i poważania?
Węgrzy nie tylko dali order, ale i wygłosili laudację. László Kövér o Marku Kuchcińskim mówił tak: „Uczestniczył w pracach związkowych legendarnej Solidarności, wziął czynny udział w tworzeniu i kolportowaniu literatury zwanej przez władze nielegalną, ale w rzeczywistości oznaczającej wolność, a po zmianie ustroju podjął się poważnej roli w życiu kulturalnym swojego rodzinnego miasta”. Poza tym od wielu lat jest zaangażowany w budowę Europy Karpat: „Marszałek Kuchciński dobrze wie, że Karpaty łączą. Łączą obszary, kraje i ludzi. W osobie Marka Kuchcińskiego Węgry znalazły prawdziwego przyjaciela, który udowadnia swoimi słowami i czynami, że wspólna środkowa Europa ma przed sobą przyszłość”. Jaki wizjoner! Geremek przy Kuchcińskim to taki mały żuczek!

Wsłuchajmy się zresztą w słowa Marka Kuchcińskiego: „Jesteśmy posłańcami i zarazem twórczymi kontynuatorami tej wielkiej sprawy, która rozpoczęła się przed tysiącem lat. Kontynuatorami dzieła i tradycji dawnych dynastii – Piastów, Arpadów i Andegawenów, Jagiellonów i Batorych. Rozpoznaliśmy signum temporis. Zrozumieliśmy, że nasza przyjaźń i współpraca, a zwłaszcza znaczenie polityczne, mogą być wzmocnione współpracą w całym makroregionie środkowoeuropejskim”.

Prawda, że gdy się tego słucha, serce rośnie? Zwłaszcza to signum temporis… Rozpoznane.

Pewnie więc dlatego Polska powołuje do życia Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka. Żeby – jak deklarują przedstawiciele władzy – przekazać młodym pokoleniom znaczenie tradycji polsko-węgierskiej, wzmacniać współpracę i nawiązywać kontakty pomiędzy przedstawicielami młodego pokolenia, „w szczególności w dziedzinie kultury i sportu, wspierania współpracy naukowej, inicjatyw oraz projektów naukowych i oświatowych mających na celu wzajemne poznanie języka, kultury, historii i polityki obu państw, wspierania wzajemnej myśli innowacyjnej polsko-węgierskich organizacji kulturalnych oraz finansowania lub dofinansowania przedsięwzięć na rzecz współpracy polsko-węgierskiej, a także analizy przemian politycznych, gospodarczych i społecznych w Europie wpływających na bezpieczeństwo i rozwój Rzeczypospolitej Polskiej i Węgier oraz całego naszego regionu”.

„Żeby Polacy i Węgrzy mogli się spotykać i lepiej poznawać”, instytut ma już 60 mln zł. Ech, wracają czasy socjalistycznej przyjaźni.

Wydanie: 11/2018

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy