PRL bez teczek

PRL bez teczek

Prof. Słabek co chwila zaskakuje czytelnika spostrzeżeniami, które idą na przekór obiegowym opiniom

Kiedy przed rokiem przygotowywałem do publikacji drugie wydanie „Stalinizmu w Polsce”, w posłowiu wyraziłem ubolewanie z powodu braku prac z zakresu historii społecznej Polski Ludowej. Okazało się, że już dojrzewa, że lada dzień ukaże się taka praca, i to o wielkiej wadze poznawczej, w wymiarze fundamentalnym. Podkreślić należy bardzo bogate podstawy źródłowe tej pracy, solidny, wręcz pedantyczny warsztat naukowy. Zauważmy: prof. Henryk Słabek obszedł się bez archiwum IPN, bez „teczek” ogłaszanych dziś jako niezbędne i główne źródło wiedzy o PL. Odniosłem wrażenie, że praca na tym zupełnie nie ucierpiała.
Słabek pisze historię społeczeństwa w Polsce Ludowej w dwojakim tego słowa znaczeniu. Jest to historia zarówno przemian strukturalnych tego społeczeństwa, jak też kształtowania się jego postaw wobec rzeczywistości oraz głębszych, kulturowych znaczników standardu cywilizacyjnego, a więc stosunku do pracy, do narodu, do religii, do „innych”. Cztery czynniki w tym obrazie wywierają na przemiany wpływ najsilniejszy.

Geopolityka wyznaczyła warunki:

miejsce w świecie, terytorium, ustrój polityczny. Bezlitośnie mówi o tym Churchill: „Narody, które okazały się niezdolne do obrony swego kraju, muszą przyjąć rozsądną miarę wskazówek postępowania od tych, którzy je uratowali…”. W tym kontekście Słabek zastanawia się, co mogło skłonić Stalina do tak szczodrej dla Polski opcji granicy zachodniej. Dodam od siebie przez niego zdaje się przeoczoną okoliczność, że jeszcze w początkach 1944 r. na szczytach radzieckiej hierarchii rozważano opcję zdecydowanego okrojenia terytorialnego Polski, mniej więcej w duchu propozycji Churchilla (duże straty na wschodzie i mały przyrost na zachodzie). Jest o tym mowa w tzw. memoriale Iwana Majskiego. Zmiana zatem nastąpiła latem 1944 r., kiedy zaczęły się krystalizować perspektywy przemian ustrojowych w Polsce.
Drugim czynnikiem wpływającym na tę społeczną historię – w ujęciu Słabka – były niespotykane w takim wymiarze od wieków migracje, istna wędrówka ludów. Zwraca uwagę na fakt rzadko dostrzegany: po wojnie blisko 3 mln Polaków wróciło do kraju z Zachodu, a tylko 2 mln ze Wschodu. Do tego doszły ogromne migracje między regionami oraz między wsią i miastem. Dopiero trzecim co do siły i skutków w tym ujęciu (tak to przynajmniej odczytuję) czynnikiem zmian była polityka ówczesnego państwa, wszystkie podejmowane przez nie reformy. Na to nawarstwił się jeszcze czynnik czwarty – dziedzictwo kulturowe przeszłości zarówno z 20-lecia międzywojennego, jak i odleglejszej. Rezultat był rewolucyjny. Słabek z rzadka, ale używa dla jego opisania i oceny tego terminu.
Tu dygresja: autor co chwila zaskakuje czytelnika spostrzeżeniami, które idą na przekór obiegowym opiniom. Wszędzie pisze się i mówi, że u schyłku wojny grabiła przede wszystkim dzicz wschodnia, czyli Armia Czerwona. Słabek ze źródłami w ręku spokojnie informuje: lud polski dzielił się wówczas na tych, którzy radowali się z wyzwolenia, na tych, którzy opłakiwali konsekwencje wschodniego kierunku tego wyzwolenia, i na tych wreszcie, którzy korzystając z momentu, rabowali, co i kogo się dało. Takich zaskoczeń w tej książce co nie miara.
Henryk Słabek z wielką wyrazistością ukazuje i zarazem wyjaśnia pewien paradoks dziejów Polski Ludowej. W historii politycznej cezura 1956 r. oddziela wyraźnie złe, ponure czasy stalinizmu od pomyślniejszego pod wieloma względami okresu „popaździernikowego”. W historii społecznej oczywiście ta różnica też jest obecna, ale ogólny obraz rysuje się mniej jednoznacznie. Przed 1956 r. sytuacja społeczna kształtuje się pod wpływem odniesienia do stanu sprzed wojny. Mimo politycznych ekscesów i terroru przebudowa ustrojowa, a przede wszystkim

likwidacja wiejskiego przeludnienia

zyskują poparcie, mają licznych beneficjantów. Po 1956 r. odniesienia przedwojenne stopniowo słabną, zwłaszcza w mieście. Rośnie wykształcenie, a z nim aspiracje i krytycyzm, pojawiają się zarzewia buntu. Słabek zauważa: „Jest to krytycyzm specyficzny, zmierza przede wszystkim do wyegzekwowania w praktyce socjalistycznych obietnic”.
Ciekawe i ważkie są też jego obserwacje korelacji między przebudową struktur społecznych a zmianami w postawach i obyczajach. Analizuje przemiany miar prestiżu, które stopniowo wysuwają na wsi na czoło społecznej hierarchii „dobrego gospodarza”, a w przemyśle robotnika aspirującego do innej niż robotnicza profesji i sytuacji. Autor przyjął trochę niecodzienną kolejność, najpierw zajmuje się chłopami, później chłoporobotnikami (bardzo inspirujący rozdział!), na koniec inteligencją. To wyeksponowanie chłopów wydało mi się konsekwencją pewnej sympatii do wsi wyczuwalnej w całym naukowym pisarstwie Słabka, ale po zastanowieniu się znalazłem też bardziej racjonalne dla tej preferencji uzasadnienie. Chłopi (przede wszystkim ci, którzy wieś opuszczali, ale i ci, którzy na niej pozostali) w przemianach Polski Ludowej mieli miejsce szczególne, byli ich najbardziej masowymi beneficjantami i zarazem oparciem.
W rozdziałach poświęconych inteligencji i szerzej warstwie „białych kołnierzyków”, rosnącej w liczbę i znaczenie, Słabek najwięcej miejsca poświęca intelektualistom, ich romansom, a później burzliwym rozwodom z marksizmem i komunizmem. To ciekawy głos w trwającej dyskusji, w której ostatnio ważko zapisała się książka Marci Shore. Dla mnie jednak ważniejsze, bo unikatowe w dzisiejszych debatach, jest to, co Słabek ma do powiedzenia o całej reszcie tej wykształconej już w PRL warstwy, o jej postawach wobec ówczesnego państwa, o związkach z innymi warstwami społeczeństwa. A powiedział wiele i ważkiego.
Zastanawiając się nad motywami, jakie skłaniały znaczną część inteligencji do czasowej lub trwałej akceptacji Polski Ludowej, rozróżnia motywacje ideologiczne

(nawrócenie na nową wiarę)

i realizm polityczny. Chwilami jednak nadmiernie i jednostronnie przypisuje ten realizm głównie katolikom w rodzaju Stanisława Stommy. Moim zdaniem było to znacznie szersze zjawisko w całym powojennym 40-leciu. Po 1945 r. większość pepeesowców wchodzących w przymierze z PPR kierowała się nie tylko lewicowymi, ale też realnopolitycznymi motywami. Sam wstępowałem wtenczas do PPS pod silnym wpływem książki Juliana Hochfelda „My socjaliści”, której podtytuł brzmiał „Z pozycji realizmu socjalistycznego”.
Wykładając dzieje społeczne Polski Ludowej, prof. Słabek nie ominął żadnej lub prawie żadnej ciemnej strony. Jednak bilans tych dziejów, tak jak został przedstawiony, jest dodatni. W czasy, kiedy regułą dziejopisarstwa – jeśli owa nazwa do tej paplaniny pasuje – o PRL jest wyklinanie i obrzydzanie, wpisał się książką, która chce i pomaga tamten okres, społeczeństwo i państwo zrozumieć.

Henryk Słabek, O społecznej historii Polski 1945-1989, Książka i Wiedza, Warszawa 2009

Wydanie: 23/2009

Kategorie: Książki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy