Można by powiedzieć, że to chłop do tańca i do różańca. Ale w przypadku abp. Sławoja Leszka Głódzia lepiej pasuje chłop do szklanki i do różańca. Szklanki zawsze pełnej. Ma do picia talent niezwykły. W kraju, gdzie rekordzistów w piciu gorzały jest wielu, abp Głódź ma pewne miejsce na podium. Pół litra w pięć minut to była norma. Była. Bo po operacji chyba już nie jest. Nawet w wojsku, gdzie nie wylewano za kołnierz, Głódź był prymusem. Nikt tak nie rozpił kadry jak ówczesny biskup polowy. Awans bez napicia się z Głódziem był mało realny. Ach, te biesiady w Ośrodku Szkolenia Piechoty Górskiej „Jodła” na Jamrozowej Polanie. I we wszystkich ośrodkach wojskowych w kraju. Pamiętają je przede wszystkim ci, co byli trzeźwi. I Głódziowi ciągle prali lub czyścili mundur. Muszą mieć duży ubaw, kiedy słuchają homilii zatroskanego pasterza. Udostępnij: Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook Share on X (Otwiera się w nowym oknie) X Share on X (Otwiera się w nowym oknie) X Share on Telegram (Otwiera się w nowym oknie) Telegram Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj






