Przystanek pod specjalnym nadzorem

Przystanek pod specjalnym nadzorem

Wbrew obawom ministra terroryści tu nie zajrzeli. Były za to tłumy spacerowiczów, zabawa i przyjazna atmosfera. Czyli to, co władzę uwiera najbardziej

Na kostrzyńskim skrzyżowaniu mijanym w drodze na festiwal stoi kobieta z własnoręcznie wykonanym napisem: „Żyj w trzeźwości, wolności od nałogów i czystości przedmałżeńskiej”. Jest także cytat z Listu św. Pawła do Kolosan, w którym zawarte są powinności żony wobec męża i męża wobec żony. Woodstockowicze mijają edukatorkę z uśmiechem. Podobnie dzieje się przy parkingu, gdzie rozdawana jest „Biblia festiwalowa” z m.in. świadectwami osób nawróconych na katolicyzm. Można też dostać sam Nowy Testament – wręczają go każdemu, nawet księżom. Jeden, nieco rozbawiony, mówi: – Ale ja już mam i czytałem!

23. Przystanek Woodstock w Kostrzynie nad Odrą. Największy w Polsce festiwal to nie tylko muzyka płynąca z czterech scen i długa lista znanych wykonawców. To również ożywione dyskusje w Akademii Sztuk Przepięknych, warsztaty twórcze i przede wszystkim przyjazna atmosfera. Po prostu trzy dni dobrej zabawy. – Wielkim plusem jest różnorodność ludzi, możliwość spotkania osób rzadko spotykanych – mówi Kinga. – Tu wszyscy sobie pomagają – dodaje Ola. Duśka przyznaje, że przyjechała do Kostrzyna, żeby dobrze się bawić i przeżyć kilkudniowy survival: – Tym, którzy mi mówią, że na Woodstocku będę się taplać w błocie i bzykać, z kim popadnie, odpowiadam, że tutaj są dwie grupy ludzi: jedni chcą się bawić, a drudzy chcą to robić bez hamulców. A jak ktoś nie ma hamulców na Woodstocku, to nie ma ich i w pubie pod domem.

Dziewczyny czują się bezpiecznie. – Nie boję się kradzieży, bo najważniejsze rzeczy noszę ze sobą, a jeśli komuś się przydadzą moje brudne skarpetki, nie będą płakać – śmieje się Kinga. Ola wzrusza ramionami: – Kiedy jadę na wakacje do Barcelony i mieszkam w hostelu, też nie zostawiam tam drogich rzeczy.

Barierki niezgody

Jeszcze kilka dni przed imprezą wcale nie było pewne, że Przystanek się odbędzie. Tegoroczny – podobnie jak poprzedni – podległe PiS służby uznały za imprezę masową o podwyższonym ryzyku. Oficjalnie mówiono o zagrożeniu terrorystycznym i dlatego np. zrezygnowano… ze wsparcia niemieckich strażaków.

W tym roku po raz pierwszy w historii policja przeprowadziła symulację ewakuacji w obecności tysięcy ludzi. Kilkadziesiąt radiowozów wjechało na sygnale na teren Woodstocku. – Nagłe uruchomienie procedury ewakuacyjnej ćwiczyliśmy już wcześniej – tyle że przed rozpoczęciem festiwalu. W tym roku symulację przeprowadzono podczas imprezy, ale na zapleczu. Radiowozy nie przejechały przez pole, nie było ich widać, można było za to je usłyszeć. Niesamowite doświadczenie, bo uruchomiono wszystkie siły organizatora – a to wraz z medykami 2,5 tys. osób – oraz służby wojewody. Podczas tego krótkiego ćwiczenia wyszło, że jesteśmy profesjonalistami. Udowodniliśmy, że procedury nie istnieją jedynie na papierze – podkreśla Krzysztof Dobies, rzecznik WOŚP. Nadkom. Marcin Maludy z komendy wojewódzkiej policji przemilcza zaangażowanie organizatorów. – Policjanci, mówiąc o zagrożeniach, nie robią tego na wyrost. Nie ma lepszej recepty niż praktyka. Profesjonalizm strażaków i policjantów należy tu ocenić bardzo wysoko – zapewnia. Nie obawiali się, że gdy nagle na pole wjedzie kolumna radiowozów na sygnale, ludzie wpadną w panikę? – Ze sceny podano informację, że będzie symulacja – uspokaja. To jak układa się współpraca policji z organizatorem? – Ona wynika z przepisów i procedur – odpowiada. Oczywiście, ale jak się układa? – Pokojowy Patrol konwojuje osoby na posterunek polowy, a tam już policjanci przeprowadzają swoje procedury – tłumaczy.

Sprawa bezpieczeństwa zdominowała tegoroczny Woodstock – zwłaszcza przez barierki, którymi organizatorzy musieli otoczyć miejsca, gdzie odbywa się impreza masowa. Uczestnicy podchodzą do tego rozwiązania ze zrozumieniem, bez problemu ustawiają się do kontroli. – Nasza publiczność poddaje się wymogom, bo Jurek o to poprosił. Woodstockowicze wiedzą, że to nie nasz wymysł, nam też to się nie podoba, ale takie są przepisy. Efektem jest jednak nie zwiększone bezpieczeństwo, ale dyskomfort uczestników – podkreśla Dobies.

– Najgorzej, gdy decyzje podejmuje ktoś z dala od Kostrzyna. Barierki nie pomagają, wręcz utrudniają, wcale nie jest bezpieczniej. Bezpieczeństwo opiera się na uczestnikach – zauważa Jurek Owsiak.

– Kiedy kilka lat temu Prodigy zażądał barierek pod sceną, był to najniebezpieczniejszy moment festiwalu.

Julia do Kostrzyna przyjechała już trzeci raz. Nie widzi większych różnic, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. – Te barierki nie pełnią żadnej funkcji, są, bo muszą być. Nie sądzę, by to miało jakiś wpływ na ludzi. Jeśli ktoś szuka kłopotów, nie ma znaczenia, czy są barierki i czy jest większa ochrona. My akurat nie musimy stać pod sceną, by dobrze się bawić – deklaruje.

Drugiego dnia festiwalu Owsiak na scenie ASP mówi, że chce poprosić burmistrza o warunkowe usunięcie barierek, ale potrzebuje obietnicy uczestników, że będą przestrzegać ustalonych zasad. Tłum z aplauzem zgadza się na takie rozwiązanie. Dzień później barierki zostają usunięte.

Psy szczekają, Jurek liczy

„Dobra zmiana” na Woodstocku wiąże się nie tylko z koniecznością ustawienia barierek czy brakiem niemieckich strażaków. Już w ubiegłym roku organizatorzy nie mogli liczyć np. na przelot samolotów wojskowych. Na Przystanku jest za to były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych gen. Mirosław Różański. Jako gość ASP. Woodstockowicze chcą znać liczebność grona Misiewiczów w armii. – Jeśli są, niech jak najszybciej odejdą. Źle się dzieje, jeśli wartością nadrzędną dla kogoś jest zabieganie o względy przełożonego. Zawsze mnie to brzydziło – odpowiada generał. Odszedł z armii, ale nadal będzie się zajmował sprawami związanymi z wojskiem – zakłada fundację, która ma pomagać weteranom wojennym i ich rodzinom. Chętnie jednak wróciłby do służby. Nawet wbrew opinii żony, która siedzi na widowni.

Nie jest przekonany, czy Polacy powinni mieć swobodny dostęp do broni. – Ona nie powinna być szpanem, dzięki któremu będziemy bardziej macho – mówi.

Różański chodzi w koszulce z napisem „Jestem woodstockowym chuliganem”. Przesłanie na koszulce nosi też Owsiak. Pierwszego dnia takie: „Psy szczekają, karawana jedzie dalej”.

Na pełnych obrotach pracują policjanci. Codziennie przekazują mediom komunikaty. Przez sześć dni „Operacji Woodstock” odnotowują 153 przestępstwa, z czego 97 dotyczy posiadania narkotyków. – To nasz Pokojowy Patrol zatrzymał te osoby i przekazał policjantom. W tym roku po raz pierwszy zabrakło tej informacji w ich raporcie – podkreśla Owsiak. Przez niemal tydzień doszło do 34 kradzieży, jednego gwałtu i jednego rozboju. Są dwa zgłoszenia o fałszywym podłożeniu bomby, 127 osób pije w niedozwolonym miejscu, 48 wykroczeń dotyczy zaśmiecania, a 18 – używania niewłaściwego słownictwa. Nieszczęśliwie kończy się wyrywanie drzewa na woodstockowym polu – upada ono na namiot, a znajdująca się w nim 19-latka trafia do szpitala z urazem kręgosłupa. Policja nie zawsze jednak podaje, które przestępstwa miały miejsce na terenie imprezy. A okazuje się np., że mężczyzna został pobity w centrum miasta, nie na Woodstocku. – Te zdarzenia są związane z festiwalem, choć dzieją się poza terenem imprezy masowej. Dla policji każde zdarzenie jest bardzo ważne – przekonuje nadkom. Maludy. I w komunikatach umieszczanych na stronie internetowej KWP w Gorzowie podkreśla trud niemal 1,6 tys. mundurowych: „Policjanci wszystkich pionów w pocie czoła służą, aby zapobiegać różnym formom łamania prawa. Jeszcze dużo pracy przed nimi, ale zaangażowanie funkcjonariuszy znajduje uznanie w oczach wszystkich tych, którzy obserwują ich ciężką służbę”.
A ilu jest tych obserwatorów na imprezie? Tu zdania są podzielone. Policjanci w podsumowaniu podają, że na Woodstock przyjechało 250 tys. osób. Tymczasem Owsiak pierwszego dnia mówi o 60 tys., a trzeciego kończy na 90 tys. – Ci za barierkami to są spacerowicze, tylko sobie przechodzą – tłumaczy. Napomyka mimochodem, że na inauguracji w tym roku było tyle osób, ile na koncercie zespołu Prodigy w 2011 r. A wówczas chwalono się… 700 tys. fanów.

Tu się miga i przybija piątki

Na spotkaniach ASP nie ma łatwych pytań. Przekonuje się o tym m.in. Maciej Orłoś, z którym woodstockowicze rozmawiają o TVP i standardach dziennikarskich. Zarzucają mediom manipulacje. Orłoś przyznaje, że nie podoba mu się, gdy TVP przemilcza wyniki finału WOŚP. Stara się jednak unikać deklaracji politycznych, bo prowadzi dzienniki informacyjne. – Media publiczne nie zostały zabezpieczone dobrą ustawą przed wpływami polityków, nie zapewniono odpowiedniego finansowania. Wierzę jednak, że mogłyby działać skuteczniej, bardziej elegancko, zgodnie z etyką dziennikarską – mówi. Okazuje się, że młodzi ludzie nie przeoczyli również obniżenia poziomu oferty TVP, np. braku „Wielkiej gry” czy „Miliarda w rozumie”.

Wśród gości jest też rzecznik praw obywatelskich. – Kiedy umawialiśmy się z Jurkiem na to spotkanie, nie wiedzieliśmy, że sytuacja w sądownictwie tak bardzo się zmieni. Sąd nie może myśleć w kategoriach, czy wyrok spodoba się ministrowi sprawiedliwości, czy spotkają go za to jakieś sankcje. Gdy na salę rozpraw wchodzi polityka, to wychodzi z niej prawo – zaznacza Adam Bodnar. W ASP Bodnar występuje razem z sędzią z Katowic Jarosławem Gwizdakiem, który zauważa: – Dzieje się coś złego. Budzi się demon polskiego buntownika, ale w tym złym znaczeniu, który mówi: pokażemy im, co potrafimy, i zrobimy na złość.

W namiocie warsztatowym woodstockowicze migają piosenkę „Niedziela będzie dla nas”. Olgierd Kosiba, twórca platformy Migaj.eu, jest na festiwalu po raz pierwszy. Warsztaty języka migowego prowadzi z Adą, Judytą i Olą. Czy obawiał się przyjechać? – Czego tu się bać? Przybijano nam piątki. Atmosfera cudowna. Ludzie chętni, by się uczyć. To był dla nas zaszczyt, że mogliśmy poprowadzić te warsztaty. W przyszłym roku będziemy na całym festiwalu – deklaruje.

Na głównej drodze na terenie festiwalu na krawężnikach siedzą osoby oferujące gratisowe przytulanie. Są poza tym księża, którzy… myją nogi woodstockowiczom. Też za darmo. Spacerowicze uśmiechnięci, nie ma nawet śladu agresji. Ani na polu, ani w pociągach jadących do Kostrzyna. Policja doliczy się później 296 takich składów, regularnych i specjalnych.

Błaszczak pod grzybek

Pozytywne nastawienie zauważa Filip Chajzer, jeden z gości ASP.

– Rozmawiałem z woodstockowiczami i nikt nie używał negatywnych określeń wobec partii rządzącej. Co więcej, chętnie widzieliby na festiwalu samego ministra Błaszczaka – zwłaszcza pod grzybkiem – mówi. Grzybek to prysznic ustawiony niedaleko Dużej Sceny, pod którym woodstockowicze schładzają się, tańczą i rzucają do błota.

Nie wszyscy podzielają ten pozytywny klimat. W autobusie z Kostrzyna do Gorzowa mieszkaniec okolic głośno zastanawia się, po w Polsce ten Woodstock. – Potwory chodzą, chleją i można być zgwałconym. Tam prostytutki powinny stać – dzieli się spostrzeżeniami nieco starsza pasażerka. Gdy wysiada z autobusu, wyrzuca pustą puszkę po piwie.

Robert Biedroń przyjechał z – jak sam mówi – pierwszym dżentelmenem Słupska, czyli swoim partnerem. To jedno z najbardziej obleganych spotkań w ASP – widzowie szczelnie wypełniają namiot, a kolejne tysiące osób oglądają rozmowę na zewnątrz, na telebimie. Woodstockowicze pytają o politykę krajową. – Kiedy wprowadzono 500+, byłem jednym z pierwszych, którzy powiedzieli, że ten program jest potrzebny. Widzę w Słupsku, że przywraca on ludziom godność. Może nie taką, jakiej ja poszukiwałem. Dzisiaj PiS mówi: my wam przywracamy godność, dajemy 500+, ale odbieramy wolność – tłumaczy Biedroń. Piotr Kraśko, moderator dyskusji, stara się wyciągnąć od niego deklarację startu w wyborach na prezydenta kraju, jednak ten dyplomatycznie unika odpowiedzi. Próbują też woodstockowicze: – Panie prezydencie, Robercie, ja bez żadnego trybu. Załóż partię i zostań naszym prezesem!

W końcu Biedroń ulega: – Dobra, umówmy się, że jeśli odrobicie lekcję demokracji, pójdziecie na wybory samorządowe, będziecie interesowali się, jak pracują posłowie, to was nie zawiodę.

W przerwie ASP, tuż przed spotkaniem z Biedroniem, Owsiak przypomina słowa posłanki PiS Krystyny Pawłowicz, według której na Woodstocku zmuszają do przejścia na islam, promują wartości satanistyczne, więc nie warto wspierać WOŚP, bo to lewackie pranie mózgu. Julia – podobnie jak pozostali na ASP – jest zniesmaczona tą wypowiedzią: – Jeśli ktoś chce przejść na islam, zrobi to i bez Woodstocku. Jakoś nikt nie atakuje tutaj księży i zakonnic.

Opinia posłanki boli także Owsiaka, więc proponuje, by spróbowała seksu: – Poczuje pani motyle w brzuchu, rozluźnione plecy, kwiat we włosach, a przez to w głowie też się może poukładać.

Obecni reagują śmiechem, ale rzeczniczka PiS Beata Mazurek nazywa uwagę Owsiaka zezwierzęceniem i zapowiada wyciągnięcie konsekwencji prawnych. Owsiak odpisuje na Facebooku, że czeka na sprawę sądową: „Jako terapeuta będę szczęśliwy, że przy okazji media pochylą się i poniosą w świat pomysł na terapię seksem”. W końcu jednak, po krytycznych uwagach również ze strony swoich zwolenników, posłankę publicznie przeprasza. Pawłowicz nie czuje się usatysfakcjonowana.

Wydanie: 33/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy