Przyszłość widzę w jasnych barwach

Przyszłość widzę w jasnych barwach

Dziś w kolarstwie nie ma cyborgów wygrywających wszystkie wyścigi

Czesław Lang – ur. 17 maja 1955 r. Były kolarz torowy i szosowy. Wicemistrz olimpijski w wyścigu indywidualnym na szosie (Moskwa 1980 r.). Dwukrotny medalista w drużynie szosowych mistrzostw świata (brąz 1977 r. i srebro 1979 r.). Wielokrotny mistrz Polski i zwycięzca Tour de Pologne w 1980 r. Pierwszy zawodowiec w polskim kolarstwie, startował we włoskich teamach GIS Gelati-Campagnolo, Carrera-Inoxpran, Del Tongo-Colnago, Malvor-Sidi-Colnago. Od 1993 r. dyrektor generalny Lang Team i Tour de Pologne.

Panie Czesławie, po chudszych latach teraz, m.in. dzięki panu, obserwujemy w Polsce kolarski bum. Wielu ludzi siada na rower, by przejechać się dla przyjemności, ale także wielu młodych chce zostać drugim Kwiatkowskim lub Majką.

– Rzeczywiście długo czekaliśmy na bum na kolarstwo. Od 21 lat organizujemy Tour de Pologne w nowej formule. Zawsze dążyliśmy do tego, aby ten wyścig był lokomotywą polskiego kolarstwa. Nie wszyscy to rozumieli. Często spotykaliśmy się z krytyką – po co taki wyścig, skoro nie mamy kolarzy. Zawsze podkreślałem, że jeżeli będziemy mieli dobry teatr, doczekamy dobrych aktorów. I kolarze są tymi aktorami. Złożyło się na to wiele czynników. Cierpliwość, promocja w mediach, organizowanie imprezy na najwyższym poziomie, zapraszanie najlepszych ekip do Polski. Dzięki temu nasi kolarze mogą zobaczyć światową czołówkę i uczyć się od niej. Nigdy nie zapominaliśmy też o dzieciach i młodzieży. Od 14 lat organizujemy Nutella Mini Tour de Pologne. To wspaniała promocja kolarstwa i jazdy na rowerze wśród dzieci. Wszystko to przynosi efekty. Dodatkowo w światowym kolarstwie postawiono sobie ambitny cel, żeby nie stosować dopingu i wyrównać szanse. Dziś ten, kto jest młody i pracowity, może zostać kapitanem, tak jak Michał Kwiatkowski czy Rafał Majka. To konsekwencja strategii, którą przyjęliśmy ponad 20 lat temu.

Każdy sympatyk kolarstwa wymieni bez wahania nazwiska naszej najlepszej trójki: Michał Kwiatkowski, Rafał Majka i Przemysław Niemiec. Czy mógłby pan pokrótce ich scharakteryzować?

– Michał Kwiatkowski to kolarz, który świetnie jeździ na czas, broni się w górach, także wysokich, potrafi pięknie finiszować. Odpowiadają mu jednodniowe klasyki, co pokazał w Belgii i Holandii. A udowodnił w Ponferradzie, gdzie we wspaniałym stylu zdobył tytuł mistrza świata. Kolarz, który odkrywa siebie, robi systematycznie postępy. Stać go na wszystko – na wygrywanie wyścigów jednodniowych, na walkę na wyścigach etapowych. Nie mówimy tu na razie o największych tourach, ale jeśli będzie się tak rozwijał, nie wiadomo, co jeszcze nam pokaże.
Rafał Majka – wybitny kolarz na toury największe i te trochę mniejsze – jak choćby Tour de Pologne. Jest świetnym góralem i broni się w jeździe na czas. Udowodnił to właśnie podczas Tour de Pologne w 2014 r. wspaniałą postawą na czasówce w Krakowie. Potrafi i lubi walczyć na etapowych wyścigach.

Wreszcie Przemysław Niemiec – także świetny góral, odpowiadają mu dłuższe wyścigi. Ma podobną charakterystykę do Majki. Dużo jeszcze przed nim, długo ścigał się w niższych kategoriach. W World Tourze jest od kilku lat i jeszcze nie pokazał wszystkiego, ciągle zdobywa doświadczenie.

Potencjał naszego kolarstwa nie kończy się na tej trójce. Są jeszcze: Maciej Bodnar, Michał Gołaś, Bartosz Huzarski, Maciej Paterski, Michał Podlaski, Paweł Poljański i Bartłomiej Matysiak.

– Do listy tych wspaniałych, młodych zawodników można jeszcze dopisać nazwisko Łukasza Wiśniowskiego. Wszyscy zasługują na ogromne pochwały. Świetnie się rozwijają i co chwilę słyszymy o sukcesie któregoś z nich. Do tego dodajmy młodych polskich kolarzy w zagranicznych szkółkach, którzy cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Widać, że jest potencjał, są ogromne możliwości. To wielka radość, że mamy nie tylko dwóch-trzech kolarzy, ale całą rzeszę, która przebija się do światowej czołówki.

Pańskie spojrzenie na nasze kolarstwo dzisiaj i w przyszłości.

– Jestem przekonany, że to początek dobrego czasu dla kolarstwa. Rośnie zainteresowanie, są sukcesy, ruszył Narodowy Program Rozwoju Kolarstwa, mamy coraz więcej szkółek, w których uczą się młodzi zawodnicy. Ci, którzy odnoszą sukcesy, dają nie tylko przykład, ale i nazwisko, wsparcie dla takich szkół. Wiele osób jest zaangażowanych w pracę na rzecz kolarstwa. Wierzę, że dzięki sukcesom zawodników wszystkim będzie łatwiej – organizatorom, klubom. Wierzę, że to się przełoży na większe zainteresowanie sponsorów i mediów. Przyszłość widzę w jasnych barwach – kolarstwo powinno dostać większy zastrzyk finansowy, aby mogło się rozwijać od samego początku, od samego dołu. Poprzez różnego rodzaju imprezy, poprzez wspieranie klubów, najzdolniejszej młodzieży, dofinansowanie trenerów. To przyniesie efekt.

W prywatnej rozmowie powiedział pan, że cieszy się przede wszystkim z tego, że kolarstwo odzyskuje swój blask, że powróciła jego magia.

– Od kilku lat obserwujemy wyrównanie szans w kolarstwie. To efekt coraz skuteczniejszej walki z dopingiem. Dziś nie ma cyborgów, które wygrywają wszystkie wyścigi. Kolarstwo stało się nieprzewidywalne, a dzięki temu ciekawsze i właśnie magiczne. Popatrzmy choćby na Tour de Pologne w 2014 r., kiedy Rafał Majka wygrał cały wyścig różnicą ośmiu sekund. A dwa lata wcześniej Michał Kwiatkowski przegrał z Moreno Moserem zaledwie o pięć sekund. Na starcie staje ok. 180 kolarzy i każdy marzy o tym, żeby się pokazać, żeby wygrać etap, a nawet klasyfikację generalną. To jest piękne, bo każdy chce coś zrobić, żeby wygrać.

Nie mogę nie zadać pytania o różnicę między dzisiejszym kolarstwem a tym z czasów, kiedy pan je uprawiał.

– Różnic jest wiele. Sprzęt, organizacja, ubiór, dieta. Kiedy ja uprawiałem kolarstwo, właściwie nie istniała świadomość wpływu odżywiania na formę, na zdrowie. Dziś mamy wszechobecną technologię, zaplanowane programy treningowe, z pomocą komputera można sobie ustawić progi tlenowe. Wszystko jest wyliczane, kalkulowane i analizowane. Za moich czasów człowiek sam musiał poznać swój organizm i wiele rzeczy odkrywać intuicyjnie. A dziś podczas wyścigu każdy ma słuchawki, kontakt z dyrektorem i dostaje wskazówki, jak jechać. Tego akurat nie pochwalam. Technologia wkroczyła do całego sportu, także do kolarstwa. Mamy rowery, które ważą po 6 kg (kiedyś co najmniej o 2 kg więcej – przyp. red.), tunele aerodynamiczne, specjalne stroje. Technika, trening i odżywianie – to się zmieniło radykalnie. Jak dzień i noc.

Foto: PixathlonReporter

Wydanie: 14/2015

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy