Jak sytuacja na Ukrainie wpływa na naszą gospodarkę?

Jak sytuacja na Ukrainie wpływa na naszą gospodarkę?

Janusz Piechociński,
wicepremier, minister gospodarki, lider PSL
Ukraina jest dla Polski ważnym partnerem w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego. W 2013 r. dostarczono z jej terytorium do naszego kraju ok. 3,8 mld m sześc. gazu ziemnego. To prawie 40% dostaw realizowanych w ramach kontraktu jamalskiego i ok. 24% krajowego zużycia. Jednak obecnie intensywność wzajemnych relacji nieco osłabła. W ciągu pierwszych dwóch miesięcy tego roku obroty z Ukrainą spadły o 10%. Kluczowa dla naszych kontaktów jest niewydolność ukraińskich służb, których pracownicy od trzech miesięcy nie otrzymali normalnych uposażeń. Drugą przyczyną jest rosnąca inflacja. Ukraiński bank centralny ogłosił, że niebawem kurs hrywny może osiągnąć 12-16 hrywien za dolara (obecnie ok. 9 hrywien, przyp. red.). Po stronie naszych przedsiębiorców nie ma szczególnie niepokojących sygnałów. Nie ma też zagrożeń dla dostaw gazu i ropy, apeluję jednak do osób biorących udział w debacie publicznej o niewywoływanie napięcia np. rozważaniami, czy należy wstrzymać mały ruch graniczny między obwodem kaliningradzkim a Polską. Kilkakrotnie przeżywaliśmy już gorsze chwile w kontaktach z sąsiadami i mamy scenariusze na takie sytuacje. W przypadku wstrzymania dostaw gazu możliwe jest przekierowanie części strumienia na wejście w Wysokoje, na granicy polsko-białoruskiej (ok. 2 mld m sześc. na rok) oraz wykorzystanie dopływu tego paliwa z Niemiec (2,3 mld m sześc. na rok).

Wojciech Olejniczak,
europoseł SLD
Teraz jest trudny moment, bo do kłopotów politycznych w dziedzinie eksportu mięsa do Rosji doszło embargo na wieprzowinę w związku z afrykańskim pomorem świń. Pogłębianie złych stosunków między Polską a Rosją może przynieść pogorszenie relacji gospodarczych. Pojawi się np. problem eksportu naszych owoców i warzyw, a to odbije się na sytuacji wsi. Polska powinna być ostatnim krajem, który domaga się sankcji wobec Rosji, bo one najsilniej uderzą w nas. Mogę sobie wyobrazić, że Zachód wygra wojnę gospodarczą z Rosją, ale Polska będzie ofiarą tej wojny.

Andrzej Szczęśniak,
ekspert rynku paliwowego
Dzisiaj jest histeria wojenna i piana medialna, bo Rosjanie nie mają interesu, by przerywać dostawy. Nie chcą dorabiać ideologii do umów handlowych. My natomiast dorabiamy i będzie nas to kosztowało. Po naszej aktywności na Ukrainie w 2004 r. wzrosły ceny gazu. Teraz jest podobnie i za kilka miesięcy znów przyjdą wyższe rachunki. Ze zdziwieniem usłyszałem, że premier Tusk krytykuje Niemcy za dobrą współpracę na rynku ropy i gazu, za co Rosja dostaje technologie. Po co premier tworzy sobie „drugi front”? Trzeba mieć poczucie realizmu, bo Niemcy też nas mogą „osłabić” , zwłaszcza że mówimy o stawianiu elektrowni jądrowych, czego Niemcy nie popierają. Zła polityka już nas kosztowała wiele miliardów euro. Zamiast walczyć o swoje interesy, konfrontujemy się z Rosją. Bierzmy przykład z krajów UE, a nie amerykańskiej neokonserwatywnej polityki. Nie jesteśmy kolejnym stanem USA. To chore, a nasi politycy poruszają się w wirtualnej rzeczywistości.

Andrzej Drozd,
dyrektor generalny Polsko-Ukraińskiej Izby Handlowej
W mediach mamy międlenie i przelewanie z pustego w próżne, bo sytuacja na Ukrainie różnie może się rozwinąć. Jest jednak szansa na stabilizację i duże wsparcie finansowe dla tego kraju. Jeżeli to nastąpi, skorzystają także polski biznes i rząd. Będą nowe inwestycje, bo na razie notujemy chwilowy spadek obrotów, np. w eksporcie farb, tekstyliów. Natomiast aktywa dużych graczy, którzy działają na rynku ukraińskim, takich jak PZU, PKO BP czy Barlinek, nie są zagrożone.

Maciej Piotrowski,
zastępca redaktora naczelnego portalu Port Europa
Warto zwrócić uwagę na ekonomiczne problemy polsko-ukraińskiego pogranicza, gdzie wiele osób żyje z drobnego handlu. Ruch w obie strony właściwie ustał. Ze strony polskiej mało kto jedzie – trochę ze strachu przed jakimiś zdarzeniami na drodze. Ze strony ukraińskiej mało kto przyjeżdża, bo teraz drobna wymiana przestała się opłacać. Hrywna kosztuje 32 grosze, a wcześniej 38. Handel wróci do dawnego stanu, jeśli sytuacja się ustabilizuje, bo wtedy także kontakty międzyludzkie będą lepsze i zaufanie większe.

Wydanie: 12/2014

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy