Czy potrzebujemy nowej Wisłockiej?

Czy potrzebujemy nowej Wisłockiej?

Czy potrzebujemy nowej Wisłockiej?

Dr Andrzej Depko,
prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej
Nie potrzebujemy nowej Wisłockiej, ponieważ zmieniły się czasy. W latach 60. i 70. kobieca seksualność była osadzona gdzieś między obowiązkiem a grzechem. Pozycja kobiety była bardzo niska, pod wieloma względami niezmieniona od XIX w. Kobiety mało wiedziały o swojej seksualności i nie oczekiwały w tej sferze niczego ponad to, co dostawały od partnerów. Autorka „Sztuki kochania” pokazała im, że seks jest również dla nich. Od wydania książki sytuacja bardzo się zmieniła: kobiety są wyemancypowane, świadome swojej pozycji społecznej, swojego ciała, potrzeb i oczekiwań. Mają dostęp do wielu publikacji, zarówno polskich, jak i zagranicznych, do wiedzy zgromadzonej w internecie. Nie potrzeba obecnie kogoś tak rewolucyjnego jak Wisłocka.

Anna Jurek,
edukatorka seksualna, Fundacja Nowoczesnej Edukacji SPUNK
Seks otacza nas dziś ze wszystkich stron, z prawie nagimi piersiami stykamy się nawet w reklamach dachówek. Tymczasem resort edukacji wprowadza nową podstawę programową, za pomocą której będzie się tłoczyło młodzieży do głów, że stosowanie antykoncepcji jest przejawem niedojrzałości emocjonalnej. Nie chciałabym dorastać w takich czasach i współczuję ogromnej rzeszy młodych ludzi, która właśnie teraz dojrzewa i wchodzi w dorosłość. To, czego im potrzeba, to rzetelna wiedza dotycząca seksualności. Rozmowy o emocjach i związkach: romantycznych oraz intymnych, hetero- i homoseksualnych. Namysł nad tym, jaką dziewczyną czy chłopakiem warto być. Kompletna informacja o antykoncepcji i chorobach przenoszonych drogą płciową. Marzą mi się zastępy współczesnych Wisłockich obojga płci, mądrze towarzyszących młodzieży w okresie dorastania: pytających, słuchających, prowokujących do myślenia, przekazujących i porządkujących wiedzę.

Magdalena Kunz,
aktywistka feministyczna
Ze wznowieniem książki Wisłockiej, której popularność dodatkowo pompuje film, jest taki problem, że nie towarzyszy mu zastrzeżenie, że to dokument historyczny. Obrazuje on światopogląd i stan wiedzy z lat 70., zdewaluowany przez współczesną medycynę, np. w kwestii rzekomych negatywnych psychologicznych i fizjologicznych skutków aborcji. Tymczasem w Polsce nie ma żadnej edukacji seksualnej, rodzice nie są przygotowani do odpowiadania na pytania dzieciaków, które wkrótce zaczną albo już zaczęły być aktywne seksualnie, szkoła i instytucje wychowawcze także. Jest tabu i twarde porno w internecie. Mam poważną obawę, że wiele osób, również dorosłych, sięgnie po książkę Wisłockiej jak po podręcznik, podczas gdy utrwala ona masę szkodliwych wyobrażeń o seksie jako przestrzeni męskiego przywileju i przemocy, o męskiej niezdolności do kontroli własnego popędu czy kobiecej współodpowiedzialności za gwałt.

Violetta Ozminkowski,
autorka książki „Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki”
Wisłocka, która nauczyła Polaków kochać, była jedyna i niepowtarzalna. Myślę, że moja książka, na motywach której został napisany scenariusz do filmu „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”, bardzo tę postać przybliżyła i pokazała, że seks to nie rozmowa o pozycjach i najnowszych gadżetach, tylko o miłości. Coraz trudniej nam mówić o uczuciach, a właśnie o tym pisała Wisłocka. Uczyła nas również, że jeżeli na czymś bardzo nam zależy, możemy to osiągnąć, bez względu na przeszkody. Możemy być z niej dumni, tak jak Amerykanie są dumni z Kinseya. „Dała radę” w walce z partią i z pruderią swoich czasów.

Wydanie: 5/2017

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy