Represje wyceniane na milion

Represje wyceniane na milion

Proces w Nowym Sączu miał uwiarygodnić opinię IPN o „Ogniu” jako o bohaterze. Ale tak się nie stało

Przez ponad rok Sąd Okręgowy w Nowym Sączu rozpatrywał pozew Zbigniewa Kurasia, syna dowódcy oddziału partyzanckiego w latach 1945-1947, Józefa Kurasia „Ognia”. Kuraś junior domagał się 1 mln zł odszkodowania za represje, które dotknęły jego ojca w związku z działalnością na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego, oraz 50 tys. zł na zbudowanie mu pomnika.

Tłum dziennikarzy przybyłych z całej Polski kłębił się w poniedziałek, 11 lutego, w nowosądeckim sądzie, na parterze ustawiono kamery stacji telewizyjnych. Wszyscy wiedzieli, że ten proces jest bardzo ważny i chodzi tu nie tylko o 1 mln zł, ale również o interpretację powojennej polskiej historii. Czy „żołnierz wyklęty”, mający na koncie wiele morderstw, kradzieży i gwałtów może być uznany za kogoś, kto działał na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego, i zostać zaliczony do osób represjonowanych, co otwiera jego rodzinie drogę do starania się o zadośćuczynienie i odszkodowanie?

Siedząc przed salą sądową, dyskutowaliśmy z kolegami dziennikarzami i nikt nie był w stanie przewidzieć, co zadecyduje sędzia Anna Pater. Wszyscy zgadzali się, że jako sędzia jest w dramatycznej sytuacji, chyba nie śpi po nocach, bo ten wyrok może być najtrudniejszym w jej życiu. Z jednej strony, jest pod niesłychanym naciskiem Instytutu Pamięci Narodowej i prawicowych mediów, a z drugiej, mieszkańcy Podhala dobrze wiedzą, ile wycierpieli przez „Ognia”. Jeżeli przyzna odszkodowanie, to IPN ją wyświęci, ale górale z Waksmundu, Gronkowa czy Klempachów jej tego nie wybaczą. Jeżeli nie da odszkodowania, mieszkańcy Podhala pochwalą jej orzeczenie, ale IPN i Zbigniew Ziobro, pochodzący z niedalekiej Krynicy-Zdroju, rozliczą ją z tego. Wszyscy jej współczuliśmy.

Trudno zrozumieć, dlaczego w niesłychanie trudnej sprawie, którą interesuje się cała Polska, przewodniczący wydziału karnego nie zarządził orzekania w składzie trzech sędziów, na co pozwalają przepisy. Dlaczego jedną kobietę postawiono w tak dramatycznej sytuacji? Sama miała zadecydować o wyroku, który bez względu na to, jaki będzie, zostanie natychmiast skrytykowany przez stronę przeciwną.

Proces toczył się z wyłączeniem jawności na wniosek syna „Ognia”, który najprawdopodobniej bał się, że na sali sądowej pojawią się rodziny osób pomordowanych przez jego ojca. Podczas zorganizowanej przez IPN w marcu 2017 r. w Nowym Targu konferencji kilkaset osób buczało: „Bandyta!”, gdy tylko prelegenci wymawiali słowa „Józef Kuraś” lub „Ogień”. W czasie niektórych mszy patriotycznych też buczano, gdy padało z ambony to nazwisko. Teraz mogło być podobnie.

W tym procesie podjęta została próba zaliczenia Józefa Kurasia do osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległości państwa polskiego, bo to dawało podstawy do odszkodowania. Dla górali jednak uznanie „Ognia” za osobę represjonowaną to już było za wiele. Dlatego pół Podhala czekało z zapartym tchem na ten wyrok.

Gdy wszyscy zostali wpuszczeni na salę sądową, bo zgodnie z procedurą ogłoszenie wyroku musiało nastąpić w sposób jawny, sędzia Anna Pater oznajmiła, że Sąd Okręgowy w Nowym Sączu oddala wniosek Zbigniewa Kurasia o odszkodowanie, uznając, że nie znajduje on uzasadnienia w przepisach dotyczących osób represjonowanych.

Patriota?

W pozwie Zbigniewa Kurasia o przyznanie 1 mln zł odszkodowania pełnomocniczka mecenas Anna Bufnal z Gdyni napisała: „Józef Kuraś był osobą charakteryzującą się niezwykłym patriotyzmem. Główną ideą, która mu przyświecała, a także całej jego grupie, była walka o prawdziwie niepodległą, niezależną od komunistów Polskę. O ich intencjach świadczyły ulotki rozwieszane wiosną 1945 r. na Podhalu, w których partyzanci deklarowali – »Walczymy o Orła, o Koronę dla Niego, naszym hasłem Bóg, Ojczyzna, Honor«. Podkreślić należy, że Józef Kuraś nie walczył o własny interes, lecz interes wszystkich Polaków”.

Do tego „Ogień”, ten wielki patriota, miał być uwielbiany przez ludność: „Partyzanci byli gospodarzami na terenach, które znajdowały się pod ich kontrolą. Nie ciążyli na miejscowej ludności, środki niezbędne na utrzymanie głównie pozyskiwali z konfiskat w sklepach państwowych, kasach kolei, spółdzielniach, ośrodkach wypoczynkowych, posterunkach MO i UB. Część zdobytych towarów przekazywano także wprost dla miejscowych. Ludność Podhala miała w grupie »Ognia« oparcie i ochronę przed samowolą UB i zarządzeniami władz. (…) Józef Kuraś swoją działalność wykonywał z uszanowaniem dla miejscowej ludności”.

W pozwie nie ma nic o Polakach, Słowakach i Żydach zamordowanych przez oddział „Ognia”, o kradzieżach, gwałtach, terroryzowaniu całych miejscowości. Żadnej zbrodni, żadnego nazwiska, same laurki, wszędzie tylko Bóg, honor i ojczyzna. To dzięki walce Kurasia ze Słowakami udało się utrzymać obecną granicę Polski ze Słowacją.

Pani mecenas napisała w imieniu Zbigniewa Kurasia, że wszystkimi materiałami stanowiącymi dowody na przedstawioną przez nią działalność „Ognia” dysponuje Instytut Pamięci Narodowej i tam sąd powinien się zwrócić. Tak też postąpiła sędzia Anna Pater. Zadała IPN kilka prostych pytań, m.in. czy działalność Kurasia w powojennej partyzantce była walką o niepodległą Polskę, czy był on przez ustrój komunistyczny represjonowany, a potem został zamordowany. Chciała konkretnych dowodów, przesłania kopii dokumentów. Sąd nie może się opierać wyłącznie na opiniach.

Pytania były bardzo proste i jasne, ale widocznie okazały się dla IPN zaskoczeniem, bo bardzo długo sąd w Nowym Sączu nie dostawał odpowiedzi. Dopiero po kilku ponagleniach nadeszła z IPN opinia o „Ogniu” sporządzona przez dr. Macieja Korkucia, autora książki o Józefie Kurasiu. Sąd nie ujawnił jej treści ze względu na wyłączenie jawności procesu, ale pełnomocniczka syna „Ognia” była nią zachwycona. Dziesięć dni przed ogłoszeniem wyroku powiedziała dziennikarzom: „Jeśli chodzi o opinię Instytutu Pamięci Narodowej dotyczącą działalności Józefa Kurasia »Ognia«, jest ona wyczerpująca w sposób całościowy. To niezwykle kompletne, kompleksowe ujęcie tematyki, wszelkich wydarzeń historycznych, które miały miejsce w latach 1945-1947. Opinia dr. Macieja Korkucia odpowiada na wszelkie pytania sądu”.

Nie wiemy, co dr Maciej Korkuć napisał, bo jego opinia nie została ujawniona, w każdym razie sądu nie przekonała. W uzasadnieniu wyroku sędzia Anna Pater powiedziała: „Materiały dostarczone przez IPN miały charakter ogólny. Nie uzyskano danych, które mogłyby pozwolić sądowi na ustalenie stanowczych, kategorycznych i samodzielnych ustaleń oceniających, czy charakter działań Józefa Kurasia »Ognia« to była działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego, czy też stanowiła ona zaprzeczenie tego rodzaju działalności”.

Represjonowany?

Sędzia wyjaśniła podczas uzasadnienia wyroku, że wobec „Ognia” nie toczyło się żadne postępowanie, które zakończyłoby się wydaniem orzeczenia. Nigdy nie był aresztowany, pozbawiony wolności, przesłuchiwany ani torturowany. Dochodzenie odszkodowania i zadośćuczynienia jest możliwe tylko w wypadku osób, które zostały pozbawione wolności lub życia przez organy władzy komunistycznej i przepisy te trzeba stosować ściśle, nie rozszerzając ich na potrzeby jakiegokolwiek postępowania.

Z powodu utajnienia procesu nie wiemy, jakie IPN dostarczył dowody na represjonowanie „Ognia”, na czym miało ono polegać. W jednym zdaniu sędzia Pater wspomniała, że po wojnie Kuraś był przez krótki czas funkcjonariuszem MO i UB w Nowym Targu, a IPN prowadzi śledztwo w sprawie jego udziału w organach władzy ludowej. Nie dodała wprawdzie ani słowa komentarza, ale można przypuszczać, co miała na myśli. Może to Józef Kuraś represjonował innych jako pracownik organów bezpieczeństwa publicznego, a potem, gdy był w lesie, ze swoim oddziałem partyzanckim terroryzował całe Podhale?

Od 21 stycznia 2016 r., a więc od trzech lat, krakowski oddział IPN prowadzi śledztwo o sygnaturze S77/15/Zk w sprawie zbrodni komunistycznej przeciwko ludności, polegającej na udzielaniu przez Kurasia, funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej i Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, pomocy NKWD w dniach od 29 stycznia do 12 kwietnia 1945 r. „w bezprawnych pozbawieniach wolności obywateli polskich w związku z ich przynależnością do Armii Krajowej”. Nikt w IPN nie potrafił mi powiedzieć, kiedy to śledztwo się zakończy, mam zatelefonować pod koniec roku. Trudno o jakikolwiek komentarz. IPN ma bardzo dużo czasu.

Zamordowany?

W pozwie wniosek o odszkodowanie i zadośćuczynienie poparty jest twierdzeniem, że to komunistyczny system totalitarny odpowiada za śmierć „Ognia”. Gdyby nie był prześladowany przez aparat bezpieczeństwa, nie popełniłby samobójstwa i dzisiaj cieszyłby się dobrym zdrowiem. Warto zacytować fragment tej prawniczej argumentacji: „Zasadzka i chęć zatrzymania »Ognia« w dniu 21 lutego 1947 r. była związana z jego działalnością niepodległościową, a nie z czynami kryminalnymi. Nie ulega wątpliwości stwierdzenie, że samobójstwo Józefa Kurasia było bezpośrednio spowodowane represjami organów ścigania. Gdyby nie dążenie komunistów do likwidacji Zgrupowania »Ognia«, nie odebrałby sobie życia”.

Gdyby więc nie represje ze strony władzy ludowej, Józef Kuraś ze swoimi ludźmi mordowałby kolejne osoby, nakładał haracze, napadał na poczty, banki, spółdzielnie, urzędy i posterunki milicji. Nie znamy argumentów dr. Korkucia, w każdym razie sąd w Nowym Sączu nie zgodził się z takim uzasadnieniem przyczyn śmierci „Ognia”.

Sędzia Pater powiedziała, że 21 lutego 1947 r. ludzie „Ognia” zostali otoczeni przez wojsko i wezwani do poddania się. Niektórym jego podwładnym udało się zbiec, Kuraś na ucieczkę nie miał już szans i dokonał samopostrzelenia. Nie chciał się poddać, a więc jego śmierć „nie była efektem działania organów ścigania czy wymiaru sprawiedliwości, a była efektem określonej decyzji podjętej przez niego samego”.

Liczą się fakty

To miał być bardzo ważny proces dla IPN, sprawa precedensowa, na którą dzieci innych „wyklętych” mających krew na rękach mogłyby się powoływać w staraniach o odszkodowania. Jeśli „Ogień” zostałby uznany za osobę represjonowaną przez system totalitarny, inni również mogliby żądać pieniędzy. Dzięki wyrokowi sędzi z Nowego Sącza do tego nie doszło.

To miał być proces o znaczeniu historycznym. Pełnomocniczka Zbigniewa Kurasia powiedziała dziennikarzom, że „postępowanie sądowe ma potwierdzić, że »Ogień« swoimi uczynkami zasłużył na miano bohatera narodowego”. Być może według niej obecnie nie historycy, lecz sądy mają się zajmować historią, a IPN wydawaniem wyroków.

Na szczęście Sąd Okręgowy w Nowym Sączu nie dał się namówić na zajmowanie się interpretowaniem historii. Sędzia Anna Pater nie uwzględniła w orzeczeniu żadnych materiałów będących tylko opiniami, żądała przedstawienia faktów. Zadała IPN proste pytania, na które nie dostała konkretnych odpowiedzi.

Pełnomocniczka mecenas Anna Bufnal nie kryła zaskoczenia wyrokiem, bo „pozostaje on w absolutnej sprzeczności z treścią opinii przygotowanej przez Instytut Pamięci Narodowej”, i zapowiedziała odwołanie do sądu wyższej instancji.

Zbigniew Kuraś po ogłoszeniu wyroku nie odezwał się do dziennikarzy ani słowem. Wyszedł z sali rozpraw z poczuciem krzywdy, choć powinien mieć pretensje nie do sądu, ale do historyków z IPN i prawników, którzy wmówili mu, że jego ojciec był bohaterem, dobrodziejem, męczennikiem, osobą represjonowaną i milion synowi się należy.


Po procesie powiedzieli:
Kazimierz Czubernat, nowotarżanin, syn „Płomienia”, żołnierza oddziału partyzanckiego Armii Krajowej dowodzonego przez mjr. Juliana Zapałę, wcześniej z tego oddziału zdezerterował „Ogień”
Dlaczego proces odbywał się przy drzwiach zamkniętych, czego sąd się obawiał? Prawdy? Dlaczego w charakterze świadków nie wezwano mieszkańców Nowego Targu i okolicznych wsi? Cała moja wiedza o „Ogniu” pochodzi od ojca i jego kolegów, którzy przychodzili do naszego rodzinnego domu w Nowym Targu. Nigdy nie słyszałem, aby ktokolwiek mówił o „Ogniu” dobrze. Mordował ludzi dla własnego zysku, czasem z kaprysu. Wchodził ze swoimi ludźmi do wsi, żądał okupu i krzyczał: „Nam się należy!”. Zabijał z byle powodu. Dla mnie jest rzeczą niepojętą, że syn takiego człowieka wystąpił o 1 mln zł odszkodowania. Żenujące są też te książki IPN, pomniki i tablice poświęcone „Ogniowi”, te msze patriotyczne dla przyjezdnych, bo nie bierze w nich udziału nikt z mieszkańców Podhala. Czy można robić świętego z kogoś, kto tyle krzywdy ludziom tu wyrządził? Nigdy tego nie zrozumiem.

Stanisław Rokicki, mieszkaniec Nowego Targu, którego teść Władysław Zegardowicz „Kukułka” miał na „Ogniu” wykonać wyrok śmierci za opuszczenie stanowiska bojowego i spowodowanie śmierci kolegów
Jak można mówić o odszkodowaniu dla syna tego bandziora? Moja żona Zofia jest córką Władysława Zegardowicza „Kukułki”, którego po wojnie Józef Kuraś, już jako kierownik Urzędu Bezpieczeństwa, aresztował i wysłał na Sybir za działalność w Armii Krajowej. Na szczęście teściowi udało się stamtąd uciec i pieszo wrócił z Syberii do Nowego Targu.

Dr hab. Stanisław Kołodziejski, archeolog specjalizujący się w epoce średniowiecza i kastellolog, badacz zamków, mieszkaniec Krościenka nad Dunajcem
Mój dziadek Franciszek Kołodziejski mieszkał w Krościenku. Po wojnie do naszego domu weszło trzech żołnierzy w mundurach i powiedzieli dziadkowi, że jest bolszewikiem. Dziadek był bardzo lubiany i szanowany w całej wsi, założył tu spółdzielnię rolniczą i to było wystarczającym powodem, że musiał zginąć. Moja babcia obserwowała wszystko z drugiego pokoju i widziała, jak dziadek mówił do ogniowców, że przed wojną służył w legionach Piłsudskiego, nie był nigdy bolszewikiem. Strzelili mu w głowę, gdy szukał w szufladzie dokumentów legionowych. Teraz syn człowieka wydającego wyroki śmierci chciał, by polskie państwo wypłaciło mu odszkodowanie za ojca? Rany Boskie!

Bartłomiej Kuraś, stryjeczny prawnuk Józefa Kurasia „Ognia” (wypowiedź dla portalu wPolityce.pl)
Wyrok Sądu Okręgowego w Nowym Sączu jest groteskowy i kuriozalny. Kuriozalny, bo zawarto w nim stwierdzenie, że Józef Kuraś nie działał na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. To pokazuje, że sądy są dalej komunistyczne. Nikt nie potrafi zrobić z tym porządku, więc będą ogłaszać takie wyroki, jakie im odpowiadają. „Ogień”, gdziekolwiek jest pochowany, przewraca się w grobie!


Komentarze z portalu WP.pl
Brawo sąd! Synalek powinien siedzieć cicho jak mysz pod miotłą i modlić się, żeby ludzie zapomnieli o bandyckich wyczynach jego ojca. Szczyt bezczelności z tymi jego żądaniami! Niech uważa, bo potomkowie bestialsko zamordowanych przez tatusia zaczną domagać się odszkodowania i zadośćuczynienia od synalka!

Polska to chyba jedyny kraj na świecie, gdzie z bandyty i zdrajcy robi się bohatera, a z prawdziwego bohatera zdrajcę i bandytę. Dziki to kraj i dzikie panują w nim obyczaje.

Wstydu synuś nie ma. Za bandyckie wyczyny tatusia chce naszej kasy!

Nareszcie rodziny pomordowanych przez Kurasia osób wiedzą, do kogo mają się zwrócić o odszkodowanie za najbliższych.

Chłopie, jak ci nie wstyd ludziom się na oczy pokazywać? Gdybyś miał odrobinę honoru, tobyś wystąpił o odszkodowanie dla rodzin ofiar twojego ojca.

To już bezczelność żądać 1 mln zł za śmierć ojca bandyty, który gwałcił, mordował, palił. Syn powinien schować się pod ziemię ze wstydu.

Ale czasy! Za morderstwa i bandytyzm ich potomkowie chcą odszkodowań. Koniec świata!

Sąd w Nowym Sączu jest jeszcze niezależny i pozew oddalił, ale niewykluczone, że Zbigniew Ziobro wkrótce dokona tam stosownych zmian.


Fot. YouTube.com

Wydanie: 8/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy