Rezolutne Zosie

Opowiadała mi jakiś czas temu pani, która pracuje na Mazurach w urzędzie zatrudnienia, o takim przypadku. Zgłosił się do niej młody człowiek z prośbą, żeby znalazła mu pracę, i to obojętnie jaką, bo ma żonę i spodziewają się dziecka. I podobno miał w oczach taką determinację, że zaczęła dzwonić po znajomych zakładach i robotę znalazła.
Po trzech miesiącach zatelefonował do niej kierownik warsztatu z pytaniem, czy nie wie, co się stało z tym młodym człowiekiem, bo kiedy chciał go właśnie awansować i zwiększyć mu wynagrodzenie, ponieważ okazał się bardzo pracowitym i pojętnym robotnikiem, ten przepadł jak sen jakiś złoty. Odszukała jego adres i pojechała zobaczyć, co za nieszczęście się wydarzyło. Zapukała do drzwi, otworzył je nasz znajomy, weszła do pokoju i zobaczyła ze zdumieniem, że na szafce koło telewizora stoi nowe piękne wideo, a młoda para ogląda właśnie film ze Schwarzeneggerem. On swój cel w życiu już osiągnął. A jak potem zarabiał na wypożyczalnię kaset, już nie dociekała.
Piszę o tym, ponieważ słyszę teraz, że nie opłaca się bezrobotnym pracować przy zbiorach truskawek. A jakiś właściciel pieczarkarni na Pomorzu chce ją zlikwidować, ponieważ nie może nająć ludzi do sezonowej ciężkiej pracy mimo że wszędzie dookoła popegeerowska bieda. Owszem, zgłaszają się Ukraińcy, ale tych nie może zatrudnić, bo mamy bezrobocie.
Żyje w naszym kraju pokaźna liczba osób, dla których praca jest czymś wyjątkowo uciążliwym i gdyby nawet minister Hausner jednego dnia znalazł robotę dla 17%, to i tak jedna trzecia nie przyszłaby do pracy.
A z czego żyją? Jedni z zasiłków, drudzy uprawiają dziecioróbstwo – też podobno opłacalne – a jeszcze inni kłusują i kradną kable. I dlatego nie zdziwiła mnie historia, którą ostatnio usłyszałem od Krzysia Piaseckiego z Krakowa. Otóż zatrzymał się w jakimś zajeździe w okolicach Kielc, żeby pożywić się przed dalszą drogą. Na sali byli tylko: on, kelnerka i barmanka. Zamówił, czeka i słyszy taką rozmowę:
– Zosiu, przyjdź dzisiaj wieczorem, bo będę miała więcej gości, to mi pomożesz.
– Nie przyjdę, pani kierowniczko!
– Zapłacę ekstra.
– Nie przyjdę.
– Przecież ciągle narzekasz na brak pieniędzy, a jak jest okazja, to mi odmawiasz.
– Bo ja, pani kierowniczko – odpowiedziała rezolutna Zosia – pracować mogę, ale zap… nie będę!

Wydanie: 25/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy