Rzeczpospolita katolibpolska

Rzeczpospolita katolibpolska

To jednak dość niezwykłe, że właśnie 17 lutego odbywał się w Płocku proces trzech aktywistek: Elżbiety Podleśnej, Anny Prus i Joanny Gzyry-Iskandar, oskarżonych o tzw. obrazę uczuć religijnych, po tym jak rozkleiły na murach w okolicach płockiego kościoła naklejki z „tęczową” Maryją. Wiek XXI. Oskarżali: katolicki homofob, były proboszcz, ks. Tadeusz Łebkowski, autor pełnego homofobicznej nienawiści wielkanocnego grobu Pańskiego, oraz katolicka fundamentalistka Kaja Godek, a księdza reprezentowała prawniczka związana z Ordo Iuris, skrajną, ultrakonserwatywną formacją oplatającą cały świat, od lat niezwykle agresywnie obecną w Polsce. Ten proces nigdy nie powinien się odbyć. Ten artykuł Kodeksu karnego, art. 196, nie powinien się znaleźć w polskim prawie, nie powinien być wykorzystywany, z tego paragrafu nikt nie powinien być skazywany. Jest inaczej. To widowiskowa, metaforyczna, choć o bardzo konkretnym wymiarze – oskarżonym grozi kara nawet półtora roku więzienia! – katastrofa polskiego państwa. Tak, państwa. Katolicyzm, który z siebie wykrzesuje taką fundamentalistyczną patologię, nie jest wart nie tylko mszy, ale nawet zainteresowania. Grupy przestępcze, grupy niejawnego wpływu tak właśnie funkcjonują – nic nowego pod słońcem, że przywołam biblijną frazę z naszego, he, he, „judeochrześcijańskiego fundamentu cywilizacji”, Biblii (czyli z Księgi Koheleta). Państwo, które taki zapis w prawie wpisuje w system karny, toleruje jego istnienie i kuriozalny, wykluczający wymiar (żadne inne uczucia niż religijne – czytaj katolickie – nie są prawem chronione), pozbawia się powagi i szacunku.

Urażony ks. Łebkowski tak oto farmazonił na sali sądowej: „Ta flaga stała się symbolem obrzydliwości, zaburzeń i czynów zboczonych”. Porównał ją do hitlerowskiej swastyki.

Magdalena Majkowska z Ordo Iuris, pełnomocniczka ks. Łebkowskiego, wygłaszała przed sądem Rzeczypospolitej następujące frazy: „Czyny homoseksualne są czynami wołającymi o pomstę do nieba”. Było więc wołać do nieba, a nie do sądu świeckiego państwa. Dlaczego sąd zajął się tą sprawą? Bo Polska od lat jest w potwornej, niby niewidzialnej, a wszechpotężnej sferze wpływów politycznych tej instytucji. Mecenas Radosław Baszuk, broniący aktywistek, nazwał to precyzyjnie: „Nie o uczucia religijne w tej sprawie chodzi. Chodzi o spór, który toczy się od lat w przestrzeni publicznej, który tylko z założenia ma charakter aksjologiczny czy religijny, a jest tak naprawdę sporem o to, jak będziemy kształtować nasze życie publiczne, ład społeczny, wreszcie porządek społeczny. Mówimy o uczuciach religijnych czy o tym, jak stanowisko instytucjonalnego Kościoła, hierarchii ma wpływać na prawo i porządek społeczny?”.

W tym samym czasie, kiedy płocki sąd traci czas na wydumki polskich fundamentalistów religijnych, umiera Andrzej Dymer, ksiądz pedofil i gwałciciel, który, choć minęło 25 lat od ujawnienia jego przestępstw, nigdy nie stanął przed polskim sądem, nigdy na jego nadgarstkach ani na chwilę nie zatrzasnęły się kajdanki. Nigdy prokuraturze ścigającej z zajadłością oskarżane aktywistki (rewizje o świcie, zatrzymania, przewożenie do aresztów po Polsce, upokarzające rewizje osobiste) nie udało się nawet ujrzeć dokumentów sądów kościelnych, podobno zajmujących się sprawą. Prymas Polski Wojciech Polak skomentował śmierć Dymera i nierozstrzygnięcie jego sprawy tak: „Uważam, że niesłychana przewlekłość kościelnych procedur w sprawie ks. Andrzeja Dymera oraz brak odpowiedniego traktowania osób skrzywdzonych na wielu etapach tego postępowania nie mają żadnego usprawiedliwienia. Jest mi przykro, że nie sprostałem oczekiwaniom osób pokrzywdzonych”. Przez wszystkie te lata, przez ćwierćwiecze, żadna polska prokuratura ani żaden sąd, ani żaden policjant nie niepokoili Dymera. Jarosław Gowin, wicepremier polskiego rządu, przyznał, że wiele lat temu interweniował w sprawie Dymera. W prokuraturze? Nie. U biskupów. To przestępstwo – wiedząc o przestępstwie, nie zawiadomić prokuratury lub policji. I co? I nic. Nadzieja polskiej opozycji.

Biskupi szczecińscy od pierwszej połowy lat 90. wiedzieli o zarzutach wobec Dymera. Mimo to nigdy nie poniósł on konsekwencji. Awansował, zajmował się skutecznie finansami kurii, „troszczył” się też o nieruchomości przejmowane przez Kościół od miasta (ustaliło OKO.press). W tygodniach poprzedzających jego śmierć nadzorowane przez niego instytucje (przejęte od miasta szpital i trzy ośrodki pomocy społecznej) otrzymały dzięki zabiegom polityków PiS 10 mln zł wsparcia od państwa. Kościół otrzymuje wsparcie liczone w miliardach rocznie. Osoby stające, zresztą w imię swojego chrześcijańskiego sumienia, po stronie stygmatyzowanej grupy (środowisk LGBT+) są narażone na procesy i proceduralne, policyjno-prokuratorskie szykany. Przestępcy w sutannach są nietykalni.

To państwo nam się nie udało. To państwo jest nie do zmiany, ale do wymiany.

Zacząłem od 17 lutego. 17 lutego 1600 r. na Campo di Fiori, głównym rynku Rzymu, został żywcem spalony na stosie Giordano Bruno, za rzekome bluźnierstwa i herezje. Hierarchowie w Polsce zachowują się, jakby przez te 400 lat nic się nie wydarzyło. A państwo polskie rżnie głupa. Dlatego zakończę życzeniami: wolność dla „tęczowych” Maryjek, kajdanki dla sprawców gwałtów oraz kryjących ich przez dekady biskupów i popleczników politycznych. Polskie państwo musi wstać z kolan, na których klęczy przed Kościołem.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 9/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy