Seks wiara, Bóg mara

Seks wiara, Bóg mara

Polski Kościół jest nie tylko obok swoich wiernych, ale również obok nauczania papieża Franciszka

Jarosław Makowski – filozof, teolog i publicysta. Opublikował m.in.: „Kobiety uczą Kościół” (2007) i „Wariacje Tischnerowskie” (2012). Pracuje nad nową książką poświęconą społecznemu nauczaniu papieża Franciszka.

Prowadzi blog: www.makowski.blog.polityka.pl.

Nadąża pan za polskimi biskupami?
– To biskupi mają problem z dotrzymaniem kroku swoim wiernym i – szerzej – polskiemu społeczeństwu, z towarzyszeniem ludziom w ich codziennych troskach. Wszystkie badania pokazują, że nasze społeczeństwo jest bardziej liberalne i dużo łagodniejsze w traktowaniu nauczania kościelnego – także jeśli idzie o sprawy związane z moralnością, której biskupi poświęcają większość uwagi – niż próbuje nam wmówić duża część hierarchów i księży. By nie być gołosłownym, nieco danych: 89% Polaków, według sondaży IBRIS dla „Rzeczpospolitej”, popiera ratyfikację konwencji antyprzemocowej; 71% społeczeństwa popiera in vitro (jak wynika z sondażu zrealizowanego przez Millward Brown dla „Faktów” TVN); 75% rodzimych katolików popiera antykoncepcję. Widać jak na dłoni, że pryska mit o Polaku – konserwatywnym katoliku. Będąc kiedyś w Rzymie, słyszałem takie powiedzenie o Włochach, które dobrze oddaje także naturę Polaków: „Jesteśmy katolikami, ale nie jesteśmy fundamentalistami”.
Tacy są Polacy?
– Tak! W sferze prywatnej, w codziennych zmaganiach z życiem bez problemu dopasowują wymogi religijne, jakie stawiają im biskupi, do własnego poczucia tego, co dla nich dobre, pożyteczne, przyzwoite. Sęk w tym, że ten rodzaj autentyczności, który praktykują w życiu prywatnym, puszczając mimo uszu kościelne pouczenia, wciąż jeszcze nie przekłada się na życie publiczne. Nadal jest tak, że przejmujemy się opinią innych: co na to, że żyję na kocią łapę, powie proboszcz lub ciocia? Dlatego tak dużo w naszym życiu publicznym hipokryzji – także na gruncie politycznym, gdzie dominują albo cynicy jak Jacek Kurski, albo grzeszni moraliści jak Adam Hofman. W jakimś sensie taki rodzaj hipokryzji to spadek po edukacji i – anachronicznej – strategii duszpasterskiej. Mąż w domu może być seksistą, bo zupa była za słona, ale kiedy nadchodzi niedziela, zakłada garnitur, krawat, żonę bierze pod rękę, pakuje do auta dzieci i jako kochająca się rodziną udają się na mszę. Także po to, by pokazać się sąsiadom.

Antyklerykalni, ale nie antychrześcijańscy

A biskupi? Dlaczego nie nadążają za społeczeństwem? Co im się stało?
– To, że świat, który zbudowali, w którym czuli się bezpiecznie i nad którym, jak sądzili, sprawują kontrolę, nagle zaczął im się wymykać z rąk. A ludzie zaczęli się emancypować. Hierarchowie tracą poczucie zarządzania i – już w tym nowym świecie, świecie płynnej nowoczesności – własnego bezpieczeństwa. Ten świat wymykający się im z rąk najlepiej na rodzimym gruncie widać, gdy przyglądamy się kresowi kościelnej biowładzy.
To znaczy?
– Kościół w Polsce organizował – moje i pana – przygody ciała. Tym bardziej, im bardziej nie mieliśmy tego świadomości. Panował nad naszymi ciałami od chwili narodzin (chrzest) po śmierć (katolicki pochówek).
A nad duchem?
– Nad duchem już dawno nie panuje. Oczywiście, z punktu widzenia religijnego, Kościół nie potrzebuje innej władzy nad człowiekiem niż władza nad jego duchem. Ale z punktu widzenia instytucji, kiedy już stracił władzę nad duchem człowieka, jedyną, która mu pozostała, jest ta nad ludzkim ciałem. Sprawuje ją głównie poprzez symbole, narracje, instytucje i, ostatecznie, prawo. Dlaczego Kościół mówi „nie” konwencji antyprzemocowej i ustawie o in vitro, a gender przedstawia jako diabła wcielonego? Właśnie dlatego, że są to obszary, nad którymi – jak mu się wydawało – panuje.
A tymczasem koniec z panowaniem.
– Ludzie mówią: idziemy swoją drogą. I okazuje się, że wprowadzenie konwencji antyprzemocowej nie powoduje, że biali, konserwatywni i heteroseksualni katolicy porzucają swoje żony i przechodzą na gejostwo… I te wszystkie lęki, które do tej pory organizowały kościelno-medialne duszpasterstwo, przestają straszyć. Puff – i balon pęka, jak po przekłuciu go szpilką. A kiedy Kościół traci moc, która wiązała się z biowładzą, czyli zarządzaniem za pomocą państwa i ustaw, zostaje pustka. I ta pustka jest najbardziej dojmującym doświadczeniem, odsłaniającym to, w jak poważnym kryzysie jest polski katolicyzm.
Kryzys kryzysem, ale wypowiedzi, że Bronisław Komorowski nie jest już katolikiem, bo podpisał złą ustawę, i nie wolno dać mu komunii, swoje robią.
– Ta agresywna retoryka wobec byłego prezydenta jest dowodem słabości i kryzysu. Kiedy nie panujesz nad rzeczywistością, zaczynasz krzyczeć. Obrażasz, potępiasz. To przejaw nie siły, lecz słabości. Przejawem słabości jest również to, że kilku księży, którzy w geście solidarności stanęli przy Bronisławie Komorowskim przyrównanym w katolickiej rozgłośni do Hitlera, wzywa się na dywanik jak uczniaków. Tymczasem ci księża zachowali się po prostu przyzwoicie.
Przejaw słabości wiary czy biskupów?
– Polscy katolicy nie są ślepi. Widzą, że Kościół chce być nauczycielem moralności, ale sam ma dziś duży problem z wiarygodnością. Potępia stosujących in vitro, natomiast nie rozliczył się ze skandali pedofilskich. Nawołuje do uczciwości, lecz nie rozliczył się z Komisji Majątkowej. Mówi o biednych, ale ochoczo przyjmuje pieniądze z Funduszu Kościelnego. Krótko mówiąc: biskupi nakładają na ludzi ciężary, których sami nie mają zamiaru dźwigać. Jeżeli sądzą, że ludzie tego nie widzą albo nie rozumieją – to są w błędzie. Ludzie rozumieją, co więcej – oceniają i to ich irytuje. Zmieniła się perspektywa. Kościół, który był jedyną instytucją roszczącą sobie prawo do wyznaczania norm, mówienia, co dobre, a co złe, stracił monopolistyczną pozycję. W dobie społeczeństwa sieciowego proponowany przez Kościół system hierarchiczny już nie działa. Ale żeby była jasność – uważam, że w Polsce będzie szerokopasmowy internet w każdej wiosce, będą drogi, mosty, multimedialne muzea, będziemy jeździć po całej Europie, natomiast dalej będziemy odmawiać różaniec i modlić się przy kapliczce w swojej wsi. Jedno nie kłóci się z drugim, potrzeba duchowości i religijności jest czymś absolutnie naturalnym. A Polacy zaczynają być antyklerykalni, ale nie antychrześcijańscy.

Cywilizacja troski

Skąd więc to oderwanie biskupów od rzeczywistości? Dzisiejsza Polska to kraj z takimi problemami jak bezrobocie, rozpad więzi społecznych, wykluczenie wielkich grup. A biskupi na okrągło: in vitro i gender. O co w tym chodzi?
– Gdybyśmy słuchali tylko polskich biskupów, żylibyśmy w przekonaniu, że 90% treści Biblii dotyczy seksu. Tymczasem, jeżeli weźmiemy Biblię do ręki, zobaczymy, że może 1% dotyczy seksu, a reszta wykluczenia, niesprawiedliwości, równości, szacunku dla drugiego człowieka… Proszę zobaczyć, co się dzieje – polski Kościół jest nie tylko obok swoich wiernych, ale również obok nauczania papieża Franciszka. Papież znosi dychotomię, którą ustanowił Jan Paweł II, mówiąc: cywilizacja śmierci kontra cywilizacja życia. Franciszek mówi: cywilizacja chciwości kontra cywilizacja solidarności. Cywilizacja odrzucenia kontra cywilizacja troski. To zupełnie nowa optyka! Polscy biskupi dlatego tak traumatycznie przeżywają pontyfikat Franciszka, że burzy on dotychczasowy model myślenia. Oni od Jana Pawła II nauczyli się teologii ciała w wersji negatywnej – „nie” dla antykoncepcji, „nie” dla seksu przedmałżeńskiego, „nie” dla in vitro. Ciągle tylko: „nie”. A gdzie nauczanie pozytywne? Przecież Ewangelia to Dobra Nowina, a nie Zła Nowina…
Matka Polka, Maryja, pigułki antykoncepcyjne…
– Wszystko się obraca wokół VI przykazania i wartości rodzinnych. Natomiast Franciszek mówi: rodzina przegra, jeśli nie będzie sprawiedliwości. Rodzina będzie przeżywała trudności, jeżeli nie stworzymy dogodnych warunków do tego, żeby partnerzy mogli żyć razem, godziwie zarabiać, posyłać dzieci do szkoły. Obecny papież przynosi doświadczenie z Ameryki Łacińskiej, które jest zupełnie inne niż doświadczenie Europy Środkowej. W Ameryce Łacińskiej fundamentalne pytanie, które ludzie sobie zadawali, nie jest pytaniem europejskim, zachodnim: czy Bóg istnieje? Tam ludzie pytali: czy Bóg się o mnie zatroszczy? A więc: czy jutro będę miał pracę? Czy będę miał za co posłać dzieci do szkoły? Nieprzypadkowo jednym z kluczowych pojęć w słowniku Franciszka jest troska. O drugiego człowieka, o wspólnotę, o społeczeństwo.
A obrazem, który zapadł w pamięć, jest stary samochód papieża. I przecież widać, że także w Polsce czeka się na takich właśnie duszpasterzy. Skromnych, żyjących ze swoim ludem. Mit dobrego księdza jest żywy: ks. Kaczkowski, siostra Chmielewska… Widzimy, jakim szacunkiem są darzeni. Dlaczego biskupi nie potrafią tego wykorzystać?
– Jeżeli celem jest walka o władzę i jej utrzymanie, a nie o dobro wspólne, głoszenie Kościoła ubogiego i dla ubogich, to wybór jest prosty – trzeba promować typ katolicyzmu, który stawia na posłuszeństwo, opiera się hierarchii. Natomiast gdyby biskupi słuchali swojego zwierzchnika…
…walczyliby o rząd dusz, a nie ciał.
– Jak niewiele trzeba! Ten Franciszek, który nie potrzebuje komnat ani drogiego samochodu i zachowuje się skromnie, po prostu normalnie, nagle jest uwielbiany!
Przez kogo?
– Paradoksalnie nie przez tych, którzy są najbliżej, czyli prałatów z Kurii Rzymskiej, cały ten staff otaczający papieża… Franciszek jest dużo bardziej uwielbiany przez prostych katolików, przez tych, którzy mają różne kłopoty, wahania, nawet przez ateistów, niż przez tych, którzy wciąż krzyczą, że są jedynymi gorliwymi katolikami na tej ziemi. Jak choćby Tomasz Terlikowski i cała ta ekipa.
Modląca się i wykluczająca „niewiernych”…
– Życie religijne jest gdzie indziej! Siostra Małgorzata Chmielewska, ks. Kaczkowski, ks. Lemański, setki księży i zakonników, którzy pracują z ludźmi – to oni budują religijność, która cały czas jest Polakom potrzebna.

Franciszkowe lustro

Radio Maryja jest takim Kościołem, który mówi do biednych, zajmuje się najbardziej pokrzywdzonymi i odrzuconymi.
– Ono wykorzystuje biednych. Wykorzystuje pokrzywdzonych, zepchniętych na margines, by wykluczać, złorzeczyć, poniżać. To paradoksalne, że ksiądz dyrektor Radia Maryja, który opływa w luksusy i bardziej sprawdza się w biznesie niż w duszpasterstwie, wszystko to zawdzięcza wdowiemu groszowi. Kościół Radia Maryja to nie jest Kościół ubogi papieża Franciszka. To dwa zupełnie inne Kościoły. Tu jest walka o władzę, o wpływy, właśnie poprzez ten wdowi grosz, a tam jest Kościół, który mówi słowami papieża, że trzeba odrzucić ten dziki kapitalizm, że ten typ ekonomii zabija – nie może być tak, że kiedy upadają banki, ludzie płaczą, a kiedy umiera nasz sąsiad, nikt się tym nie interesuje. Nie słyszałem u ks. Rydzyka, by mówił o biednych, wykluczonych. Za to ciągle słyszę, że trzeba zwiększyć mu częstotliwości, że Kościół toruński jest w potrzebie i trzeba więcej datków, że ci, którzy obecnie rządzą Polską, to zdrajcy i sprzedawczyki.
Pokazuje się wroga.
– Kościół toruński zarządza strachem i tworzy poczucie wykluczenia. Oczywiście gdyby państwo wzięło na siebie obowiązek złagodzenia skutków transformacji, ks. Rydzyk nie odniósłby takiego sukcesu. Skoro państwo odpuściło, bo uznaliśmy, że państwo opiekuńcze jest przeżytkiem, nie dziwmy się, że ludzi wykluczonych przejmuje taki hochsztapler duchowy jak ks. Rydzyk. Stroi się w piórka świętoszka pod przykrywką katolicyzmu, a przecież zaproponował rodzaj duchowości oparty na zawiści, na odbieraniu innym godności, na odbieraniu prawa do bycia dobrym patriotą, Polakiem i katolikiem tylko z powodu innych przekonań. To jest czyste bałwochwalstwo. A nie widzę, by polski Kościół uważał, że to dla niego jakiś rodzaj zagrożenia.
On uważa, że Franciszek jest większym zagrożeniem.
– Paradoksalnie dziś największym oponentem polskiego Kościoła jest papież Franciszek – oczywiście nie wprost i nie celowo. Ale jeśli popatrzymy na jego nauczanie, na sposób mówienia i traktowania drugiego człowieka, szczególnie tego z innej parafii ideowej, różnica staje się oczywista. Przypomnę jego słynną wypowiedź: kim ja jestem, żeby oceniać geja? Przypomnę, że przyjął transseksualistę na audiencji, że rehabilituje teologię wyzwolenia. Jeżeli przystawimy lustro Franciszkowe do polskiego Kościoła i biskupi w nim się przejrzą – to nie wyglądają za dobrze.
Czy jest szansa, że Franciszek odciśnie na polskim Kościele swoje piętno? Choćby polityką kadrową?
– Na ostatnim konsystorzu nie było nominacji kardynalskich dla Polaków. To jest jakiś sygnał. Ale druga rzecz – wydaje mi się, że papież uruchamia ważniejszy proces, zaczyna wprowadzać otwartą dyskusję. Polscy biskupi nie są na nią gotowi. A Franciszek mówi: posłuchajmy ludzi, zapytajmy ich, co myślą. I stawia prowokujące pytanie: może rozwodnikom należy dać komunię? Bierze byka za rogi, uruchamiając otwartą i szczerą dyskusję w Kościele.
Coś, co było w ogóle nieobecne w polskim Kościele.
– Innymi słowy, jeżeli widzę zmiany, które zapoczątkował Franciszek, to w emancypacji laikatu. W słowach: nie bójcie się wprowadzać raban do Kościoła. To jest ten znak nadziei. Plus polityka kadrowa, plus to, co stanie się za rok, kiedy przyjedzie na Światowe Dni Młodzieży. To, co tutaj powie, i jak jego mowa zostanie przyjęta przez młodych i przez biskupów.

Gdzie nie ma państwa, jest Kościół

Polski Kościół łaknie dobrych układów z władzą. A politycy… Dla mnie symboliczne było wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego na Jasnej Górze, podczas pielgrzymki Radia Maryja. On tam się czuł niemal kardynałem! Powoływał się na Wyszyńskiego, wystawiał biskupom cenzurki.
– To oczywiście zabójcze nie dla Jarosława Kaczyńskiego ani dla państwa, ale dla Kościoła. Bo robi on z niego świeckiego prymasa. A robi dlatego, że tęskni do powrotu do biowładzy, do tego, żeby mieć „swojego” prezydenta, premiera, żeby mieć wpływ na państwo, na jego aparat przymusu, na stanowienie prawa.
Kaczyński mu to da?
– Kaczyński jest cynicznym politykiem, wie, że dziś potrzebuje poparcia Kościoła, by sięgnąć po władzę. Dlatego kusi biskupów obietnicą władzy. Ten sam Kaczyński mówił kiedyś, że najprostsza droga do dechrystianizacji Polski wiedzie przez ZChN. Dziś najprostsza droga do dechrystianizacji Polski wiedzie przez PiS. Gdyby Jarosław Kaczyński był dobrym katolikiem, pobożnym chrześcijaninem, dziś jako pierwszy dążyłby do odsunięcia Kościoła od władzy. Sobór miał całkowitą rację, mówiąc, że autonomia służy i państwu, i Kościołowi. Że Kościół nie potrzebuje niczego innego prócz liberalnej demokracji, żeby w sposób wolny mógł głosić swoje przesłanie. A nawet takie bzdury, jakie ostatnio wygłaszał abp. Jędraszewski, że powstanie warszawskie było po to, żeby nie było in vitro.
Polskiemu Kościołowi pozostanie więc rola kustosza tradycji? Gdy jest Wielkanoc, musimy poświęcić jajeczko, gdy jest Wigilia – śpiewać kolędy i iść na pasterkę? Tylko tyle?
– Aż tyle! Rytuały to coś, co jest niezbędne w życiu każdego człowieka i każdej społeczności. Dziś jedyną instytucją, która nam to zapewnia, jest Kościół katolicki. Bo nie ma państwa! Nieprzypadkowo ludzie, jeśli chcą się zorganizować, a w ich miejscowości albo dzielnicy nie ma świetlicy społecznościowej, idą do parafii, bo tam jakaś salka się znajdzie. Wszędzie tam, gdzie państwo wycofało się z tworzenia dobrego społeczeństwa, w to puste miejsce wszedł Kościół. Ze swoją infrastrukturą, proboszczami i nauczaniem. Oczywiście znam wielu proboszczów, którzy bywają lepszymi społecznikami niż lokalny burmistrz czy prezydent. I ten Kościół w osobach setek wikarych, zakonników, sióstr zakonnych robi mnóstwo fantastycznych rzeczy dla wspólnego dobra. Natomiast biskupi… Jestem zły, że oni tę pracę u podstaw niweczą.

Wydanie: 34/2015

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy