Sępy ścierwojady

Zapiski polityczne
31.07.2003 r.

Wśród polskich ptaków nie ma w zasadzie sępów, jeśli nie liczyć sokołów należących – wedle ornitologów – do podobnej rodziny. Z sępami mamy różne ponure skojarzenia, czerpane raczej z literatury, gdyż w naturze nie można ich spotkać. Są to ptaki bardzo pożyteczne ze względów sanitarnych, a w pewnych krajach bywają nawet czczone jako ptaki święte, choć noszą niezbyt mile brzmiącą nazwę ścierwojadów. Natomiast w Polsce pojawiła się ludzka odmiana tego gatunku, czyli ludzie-ścierwojady. Podobnie jak ich ptasie pierwowzory ludzie-ścierwojady też żywią się padliną, tyle że ich pożyteczność wydaje mi się mniej oczywista, a to głównie dlatego, iż trudno o obiektywną ocenę tego, co naprawdę jest zgniłe i nadające się na pokarm dla naszych sępów ścierwojadów, a co wiecznie wygłodniałe sępy same kwalifikują jako nadające się na ich pokarm. Staje się nim przeważnie to, czego owe sępy nie lubią ze względów politycznych, a nie tylko to, co obiektywnie powinno być uznane za ścierwo.
Sporo takich sępów trafia do Sejmu, przeważnie w szeregi partii opozycyjnych, ale ich prawdziwym żerowiskiem są media, wśród których nie panuje równość. Są media wysokiej klasy zatrudniające mądrych i uczciwych autorów. Tam ścierwojady mają małe szanse powodzenia. Takim wzorcowym organem medialnym jest niewątpliwie „Polityka”, która swój autorytet zawdzięcza M.F. Rakowskiemu. Redaktor ten potrafił, mimo złej koniunktury dla uczciwych mediów w okresie PRL, nadać „Polityce” to utrzymujące się do dzisiaj piętno powagi i rzetelności. Nie każdy musi lubić „Politykę”, ale nikt chyba, jeśli myśli uczciwie, nie może zaliczyć „Polityki” do grona ścierwojadów.
Toteż pismo ma spory nakład, będący premią za rzetelność i powagę w traktowaniu trudnych i jakże często bolesnych spraw politycznych i nie musi się ścigać z innymi, drukując paszkwile, fałszywe sensacje czy wręcz kalumnie.
Przykładem organu szukającego powodzenia u czytelników w drukowaniu napaści, pomówień i kłamstw o ludziach politycznie wrogich wydawcom tej gazety jest tygodnik „Wprost”, gdzie każdy ścierwojad, im bardziej śmierdzącym pokarmem lubi się żywić, tym większe uznanie zdobędzie u redaktorów.
Przykładem pisma ongiś bardzo rzetelnego i obiektywnego, do którego ścierwojady nie miały nigdy dostępu, było „Życie Warszawy”. Gazeta ta jeszcze przez jakiś czas po prywatyzacji utrzymywała dawny poziom, ale spadając systematycznie coraz niżej, pod względem nakładu, nabierała dość szybko ścierwojadowego charakteru.
Ta ustawiczna pogoń za wielkością nakładu lub rozmiarem widowni czy też „słuchalni” stacji radiowych straszliwie degeneruje różne media i toruje drogę autorom coraz to gorszego gatunku, mającym bardzo niewiele do powiedzenia i szukającym środków utrzymania, niejako specjalizując się w odżywianiu siebie i swoich rodzin cuchnącym ścierwem, jakie udaje się im wyszukiwać lub nawet wymyślać na scenie politycznej. Bo co jest jeszcze charakterystyczne dla tego gatunku sępów, to udowodniony po tysiąc razy fakt, iż oni mogą żywić siebie i swoje rodziny ścierwem wirtualnym, wymyślonym przez nich samych i podanym do publicznej wiadomości w artykułach i felietonach.
Warto tu dodać, że w szeregi ścierwojadów medialnych pcha często tych autorów – zasługujących przez sporą część ich życia na zaliczenie do rodziny sępów ścierwojadów – zwyczajna nieudolność życiowa bądź zawodowa. Znam taki przykład, nazwiska nie wymienię, człowieka, który na drodze naukowej nie osiągnął poważnego uznania, więc wyżywa się w pisywaniu paszkwili na ludzi lewicy, co jest zapewne obronną reakcją na kult Józefa Stalina i całej tej totalitarnej formacji, jaki towarzyszył temu autorowi w młodości i zapewne był mu obcy, ale liczą się fakty.
To też jest charakterystyczne. Polityczne ścierwojady medialne odreagowują często własną fatalną bądź rodzinną niechlubną – w odczuciu społeczeństwa polskiego – przeszłość własną lub środowiska, w jakim wzrastali. To bardzo łatwo spotykane zjawisko, iż w rodzinach wręcz ludobójczych stalinowców czy też wysokich rangą dygnitarzy totalitarnego reżimu, w jakim Polska tkwiła przez długie dziesięciolecia, wyrastali ludzie o nieposzlakowanej postawie życiowej, odważni w głoszeniu sprzeciwu wobec swojego rodzinnego środowiska.
Gdy jednolitość obozu totalitarnego zaczęła się kruszyć, środowisko „moczarowsko-grunwaldzkie” wykorzystywało w walce z tymi odstępcami od stalinowskiej wiary argumenty antysyjonistyczne, które – nie zapominajmy o tej niezbyt wesołej prawdzie – miały dobry, życzliwy odbiór w dość szerokich kręgach społeczeństwa. Ta sprawa szerokiej akceptacji „antysyjonizmu” – tak to w uproszczeniu nazwijmy – jest do dzisiaj albo przemilczana, albo zakłamywana przez ludzi parających się opisywaniem przeszłości, wśród których dominują – jak na razie – postawy polityczne, często sprzeczne z postulatem rzetelności zawodowej naukowców.
Najwięcej ścierwojadów spotyka się jednak w mediach prywatnych o małym kręgu odbiorów, co sprawia, że trafiają tam bardzo tanie reklamy, a to daje niskie płace autorów, przeto silą się, jak mogą na schlebianie najszerszym kręgom ludzi wyraźnie poszkodowanych przez tzw. transformację ustrojową i plotą – jak Piekarski na mękach – niebywałe androny polityczne i gospodarcze, byle tylko powiększyć nakłady pism lub widownie telewizyjne czy owe „słuchalnie” prywatnych, lecz ubogich w rozum i forsę mediów.
Prawidłowość jest taka: im słabszy autor, im biedniejsze lub pazerniejsze jest medium, któremu służy, tym więcej smrodu w publikacjach. Równie źle, a może nawet gorzej jest w Sejmie RP. Tam poważni niegdyś ludzie, których psychikę zdegenerowała totalna klęska wyborcza w roku 2001, prześcigają się w wyszukiwaniu prawdziwego lub produkowaniu wirtualnego ścierwa politycznego czy też gospodarczego. Nie jest zatem dalekie od prawdy moje powtarzane często pod adresem części klubów sejmowych oskarżenie, iż obecna opozycja za sprawą rozżalenia po przegranej lub też swoich własnych wad moralnych źle służy Rzeczypospolitej, a nawet działa jawnie i wrednie na jej szkodę.

 

Wydanie: 32/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy