Skazani na ciężkie muzea

Skazani na ciężkie muzea

Nic dziś nie pozostało z gadania, że nie oddamy nawet guzika Brukseli, PiS wycofuje się z kontrowersyjnych przepisów dotyczących sędziów Sądu Najwyższego. Nie ma jednak powodu do triumfu, to stara taktyka dwa kroki do przodu, jeden do tyłu. Zdumiewające jest nie to, że PiS spada poparcie społeczne, ale że spada tak wolno i niezdecydowanie. Twardy elektorat tej partii to ok. 25%, reszta – elektorat miękki, ludzie niepewni. Ciekawią mnie ci twardzi. To, co wyznają, politycznie bliskie jest wierze religijnej. Partia lub prezes musieliby zrobić coś niewyobrażalnie strasznego, by ten elektorat zmiękł. Różne małe okropieństwa wybaczy im bez mrugnięcia okiem. Czym one bowiem są wobec dobroci „dobrej zmiany”? A częścią tej „dobrej zmiany” jest likwidacja demokracji liberalnej, dzięki temu będzie sprawiedliwej. I jest zakompleksiona duma narodowa, zaspokajana przez nieustanne pieszczoty narodowe. Znaczenie ma też charyzma prezesa, niepojęta dla mnie, ale żywa. I 500+. Ale kto wie, czy nie najważniejsze jest „to coś” trudno uchwytne, ton rozmowy z elektoratem, to jakby przytulanie do piersi tych, którym gorzko na duszy. Przytulają prezes i ojciec dyrektor. Jeden do jednej piersi, drugi do drugiej. Czy to wystarczy PiS, by wygrać wybory parlamentarne? Mam nadzieję, że nie. Musi coś jeszcze się wydarzyć, co zniechęci do partii tych wahających się. Na razie kolejne afery kumulują się i zaczynają ważyć.

Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher powiedziała, że w Kongresie istnieje wielka sympatia dla Polski, ale jest jedna rzecz, która może zepsuć te stosunki – to zamach na wolne media. „Ostrzegam, bo jestem szczera”. To ważne, bo PiS śmiertelnie boi się Stanów, to ma być nasz główny sojusznik. Inna sprawa, że sam Trump chętnie by ograniczył wolne media w USA. Pani ambasador przyjaźni się z prezydentem. Trump jako obrońca wolnych mediów w Polsce to dosyć osobliwa figura. W Polsce da się teraz żyć dzięki temu, że są wolne media, programy TVN działają jak odtrutka. Są rewersem telewizji publicznej, też w pewien sposób tendencyjne, ale mówią moimi myślami. Jak być obiektywnym, gdy jest wojna? Czy prawda z tej okazji jednak gdzieś nie umyka?

Narozrabiałem, pisząc, że do warszawskiej szkoły podstawowej im. Bartoszewskiego chodzą dzieci pisowców, i wycofuję się rakiem. Liczba mnoga była nie na miejscu, była błędem. A czasy takie, że to może zaszkodzić szkole, bardzo zacnej, jednej z najlepszych w stolicy. Marzę, by moje dzieci do niej chodziły, ale jest na drugim końcu miasta.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 49/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 49/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Komentarze

  1. ireneusz50
    ireneusz50 5 grudnia, 2018, 16:16

    w Polsce nie ma partii z poważnym, twardym elektoratem, bo tez i nie ma partii która nie byłaby agenturą obcych.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy