W skrzynce do raju

W skrzynce do raju

Tylko do połowy 2014 r. policjanci z bawarskiego Rosenheim zatrzymali więcej uchodźców niż w całym poprzednim roku Korespondencja z Niemiec Markus z kolegami z komisariatu Rosenheim zlikwidowali niedawno policyjną siłownię. Wstawili tam łóżka polowe dla uchodźców. Bardzo szybko jednak to pomieszczenie okazało się za małe. W ostatnich tygodniach codziennie dochodzi do zatrzymań, wraz z ekspansją bojowników Państwa Islamskiego rośnie bowiem liczba kurdyjskich emigrantów. – Wczoraj zatrzymaliśmy konwój z 24 Kurdami. Wśród nich była kobieta z trójką dzieci, która miała przy sobie 5 tys. dol., 3 tys. euro i puszkę z biżuterią. Sprzedała cały swój dobytek, żeby uciec przed bojownikami – opowiada Markus. Jest urzędnikiem BKA (Federalnej Policji Kryminalnej) i ma 35 lat. Kilka miesięcy temu został przeniesiony z gminy Mittenwald do Inspekcji Rosenheim, która odpowiada za kontrolę najdłuższego odcinka niemiecko-austriackiej granicy, ciągnącego się między Jeziorem Bodeńskim i Berchtesgaden (650 km). Markus jest jednym z wielu policjantów, którzy mają zapobiegać nielegalnej imigracji do Niemiec osób docierających najczęściej przez Morze Śródziemne do Europy Południowej. W ostatnich tygodniach codziennie dochodzi do zatrzymań. Nie ma dnia, żeby na czołówkach zachodnich mediów nie pojawiło się co najmniej kilka wiadomości o dramatycznych losach setek tysięcy uchodźców. Groby ich krewnych nie zaczęły jeszcze porastać trawą. Oni wiedzą, że w najgorszym razie wybrali ucieczkę w śmierć, ale decydują się na to, skoro we własnym kraju żyć się nie da. Przedarłszy się do Europy, wielu myśli o azylu w państwach zapewniających godziwe warunki bytowe, np. w Niemczech. Kartoteka komisariatu w bawarskim Rosenheim, gdzie policjanci tylko w pierwszej połowie 2014 r. przechwycili ponad 5 tys. uciekinierów, jest niezwykle cennym archiwum uchodźczych doświadczeń. W rękach przemytników Jak twierdzi Markus, jego głównym zadaniem jest rozbicie gangsterskich grup, które bogacą się kosztem zastraszonych imigrantów, obiecując im względnie bezpieczną przeprawę do zamożnych krajów. – Próbujemy wyłapywać osoby przewożące uchodźców przez granicę za astronomiczne sumy – tłumaczy. Według niego, prawie każdy, kto ucieka ze swojego kraju i rozpaczliwie stara się o lepsze życie, ulega w pewnym momencie perswazji cynicznych szmuglerów. Imigranci, często chorzy i przerażeni, za obietnicę bezpiecznego przerzutu albo opieki lekarskiej są gotowi oddać wszystkie oszczędności. Przewożący ich kierowcy rzadko działają w pojedynkę, z reguły są częścią lukratywnego przemysłu przestępczego. Codziennie w sidła policjantów z Rosenheim wpadają sowicie opłacani kurierzy. Najpierw odpierają wszelkie zarzuty, utrzymując, że spotkali swoich pasażerów gdzieś przy szosie lub na stacji benzynowej, zaproponowali im pomoc i zabrali ich z litości. Funkcjonariusze jednak szybko dochodzą po nitce do kłębka, zaszyte w tapicerce dolary wyraźnie bowiem wskazują zamiary kierowców. – Kilku zatrzymanych przez nas sprawców należało do wpływowej libańskiej bandy z Berlina. To hardzi faceci, dlatego wolę nie zdradzać swojego nazwiska – mówi Markus. Niczym w soczewce Jazda na tylnym siedzeniu samochodu osobowego to luksus. Do przygranicznego komisariatu w Rosenheim trafiają uchodźcy przywiezieni w ciężarówkach, stłoczeni na powierzchniach ładunkowych bądź ukryci w ciasnych skrzynkach. Zawierając umowę z kierowcami, imigranci stają się ich zakładnikami. Przemytnicy żądają coraz więcej, po przekroczeniu każdej kolejnej granicy podbijają cenę, doskonale wiedząc, że ofiary nie mają wystarczających środków. W ten sposób uchodźcy się zadłużają i po graniczącym z cudem dotarciu do Niemiec muszą te długi odpracować, w większości przypadków nielegalnie. Bez zameldowania i ubezpieczenia nawet w wolnych z pozoru Niemczech pozostają niewolnikami przemytników. Według Markusa, przeprawa z Syrii lub Erytrei do RFN kosztuje od 3 tys. do 30 tys. dol. Najczęściej na tę sumę składa się cała rodzina, typując jedną osobę do ucieczki. – Stojący za tym mafijnym biznesem zleceniodawcy zarabiają na nim miliony. Sami kierowcy otrzymują za przewóz kilka tysięcy dolarów – zapewnia. Swoją misję policjant dostrzega w rozbiciu patologicznego układu między przemytnikiem a uchodźcą i uświadomieniu temu ostatniemu, że jest ofiarą. Markus pracuje nocą, przeważnie na obszarze sięgającym nie dalej niż 30 km od granicy. Zatrzymuje się przy autostradzie A8 lub A93 i… czeka. Jego służbowy samochód jest nieoznakowany. Ma dużą moc, by w razie konieczności ścigać

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2014, 43/2014

Kategorie: Świat