Śląski węzeł gordyjski

Śląski węzeł gordyjski

Jerzy Gorzelik potrafi do maksimum wykorzystać uzależnienie posła Tomczykiewicza od porozumienia PO z Ruchem Autonomii Śląska

Czym jest Ruch Autonomii Śląska? Zakamuflowaną opcją niemiecką, jak chcą niektórzy, czy też, zdaniem innych, reprezentacją polityczną Ślązaków? A może prawda jest bardziej prozaiczna – RAŚ to zgrabny pomysł marketingowy na wykorzystanie wyborczej i politycznej niszy na Górnym Śląsku?
RAŚ czerpie poparcie na Śląsku z dwóch grup. Pierwsza, zdecydowanie głośniejsza, to zwolennicy istnienia narodowości śląskiej. Idea odrębnego narodu śląskiego zrodziła się ok. 120 lat temu jako reakcja części środowisk śląskich na Bismarckowski kulturkampf. Po I wojnie światowej działacze ruchu śląskiego opowiedzieli się po stronie Niemiec. Ruch narodowości śląskiej odżył po roku 1989, ale nie jest jednolity. Dzisiaj dla wielu Ślązaków śląskość stanowi element ich polskiej tożsamości. Druga grupa to zwolennicy przywrócenia przedwojennej, anachronicznej w dzisiejszych realiach społeczno-politycznych, autonomii województwa śląskiego. Sentyment ten wynika również z prawdziwego poczucia krzywdy żywionego przez wielu mieszkańców regionu. Przemysł ciężki Górnego Śląska był przez wiele lat podstawą polskiej gospodarki. Reforma Balcerowicza doprowadziła do kryzysu w regionie i utraty wielu miejsc pracy, a co za tym idzie – do zubożenia licznych rodzin. Ta baza wyborcza umożliwiła Ruchowi Autonomii Śląska wdarcie się na polityczne salony w regionie.

Z MARGINESU NA SALONY

Przez wiele lat RAŚ był tylko barwnym marginesem życia politycznego na Śląsku. Przełom nastąpił, gdy na scenie politycznej pojawili się: sprawny socjotechnik, przywódca RAŚ Jerzy Gorzelik oraz… szef śląskiej Platformy Obywatelskiej, obecny wiceminister gospodarki, poseł na Sejm Tomasz Tomczykiewicz.
Wybory samorządowe w 2010 r. przyniosły ruchowi trzy mandaty w Sejmiku Województwa Śląskiego, ale rzeczywisty wpływ na władze samorządowe województwa autonomiści śląscy zyskali dzięki koncepcji politycznej wymyślonej i zrealizowanej przez Tomasza Tomczykiewicza. Przez drugą połowę poprzedniej kadencji sejmiku śląskiego funkcjonowała tam koalicja PO-SLD. Dzięki temu porozumieniu Tomczykiewiczowi udało się zlikwidować bunt części działaczy PO pod wodzą marszałka województwa Janusza Moszyńskiego. Zdawać więc się mogło, że po wyborach dojdzie do ponowienia koalicji, lecz tak się nie stało. Jednym z powodów zerwania porozumienia była postawa ówczesnego szefa śląskiego SLD, Zbyszka Zaborowskiego (wtedy wicemarszałka województwa, dziś posła na Sejm), który każdy, nawet najmniejszy konflikt wewnątrz zarządu województwa przekładał na język sporu politycznego rozstrzyganego przez kierownictwa partii.
Ważniejszy jednak okazał się pomysł posła Tomczykiewicza, by na współpracy z RAŚ zbudować regionalną tożsamość PO. To był fundament ideologiczny nowego porozumienia, ale zdecydowały także względy praktyczne. Niektórym politykom PO wydawało się, że łatwiej będzie współpracować w sejmiku z dwiema małymi grupami radnych z RAŚ i PSL (trzeci koalicjant) niż z silnym klubem radnych SLD (SLD-owcy w sejmiku województwa stanowią trzecią siłę polityczną). Po doświadczeniach ze współpracy z Zaborowskim miało to niebagatelne znaczenie. Jednak sojusz z RAŚ był – i nadal jest – mocno kontestowany wewnątrz PO. Dyscyplina partyjna powoduje, że publicznie działacze regionalni nie wypowiadają swoich obiekcji, warto natomiast zwrócić uwagę, że uroczystą sesję Sejmiku Województwa Śląskiego z okazji 90. rocznicy powrotu Górnego Śląska do Polski (na żądanie RAŚ nazwanego przyłączeniem) prezydent Bronisław Komorowski spędził… w gabinecie wojewody śląskiego, manifestując w ten sposób swoją niechęć do koalicjanta.
Wbrew zgłaszanym wątpliwościom Tomasz Tomczykiewicz postawił na swoim. W konsekwencji zawartego porozumienia Jerzy Gorzelik został członkiem zarządu województwa odpowiedzialnym za kulturę.

Pochwała kulturkampfu

Po dwóch latach funkcjonowania koalicji wygląda na to, że największe korzyści czerpie z niej Ruch Autonomii Śląska. Co prawda, ławka personalna RAŚ okazała się dosyć krótka, ale w jednej sprawie Jerzy Gorzelik oraz jego koleżanki i koledzy dowiedli dużej skuteczności. Osoby rekomendowane przez RAŚ znalazły się w kluczowych placówkach kulturalnych województwa. W dodatku druga osoba odpowiedzialna za kulturę w zarządzie województwa, wicemarszałek Aleksandra Gajewska-Przydryga z PO, jest bardziej zajęta realizowaniem się w swoim zasadniczym zawodzie, tj. aktorstwie. W ten sposób Jerzy Gorzelik stał się swego rodzaju regionalnym celebrytą. Okazał się też całkiem sprawnym politykiem. Na tle innych regionalnych działaczy jego gwiazda jaśnieje pełnym blaskiem, niekoniecznie proporcjonalnie do rzeczywistego poparcia społecznego. Gorzelik potrafi do maksimum wykorzystać uzależnienie posła Tomczykiewicza od porozumienia z Ruchem Autonomii Śląska.
Ilustracją pozycji Gorzelika i słabości regionalnej struktury PO stał się konflikt wokół scenariusza stałej wystawy dotyczącej historii Górnego Śląska, która ma się znaleźć w Muzeum Śląskim. Wytyczne sugerowały reinterpretację wielu elementów historii Górnego Śląska na sposób, który polskie spojrzenie odsuwał na drugi, a może i trzeci plan. Według owych wytycznych kulturkampf z końca XIX w. był elementem niemieckiej racji stanu i katalizatorem śląskiej kultury (w konsekwencji w roku 2012, w polskim muzeum jego antypolski charakter można by uznać za uzasadniony). Trzy powstania śląskie w nowym ujęciu jawią się jako wydarzenia przede wszystkim niszczące istniejący (w domyśle słuszny) porządek społeczny. Jeśli chodzi zaś o okres powojenny, pomija się milczeniem rolę wojewody Jerzego Ziętka. Dla autorów wytycznych i scenariusza wystawy industrializacja pod koniec XIX w. i przed I wojną światową to rozwój cywilizacyjny regionu, a po II wojnie w zasadzie jedynie dewastacja środowiska naturalnego.

Gorzelik stawia na swoim

Upublicznienie wytycznych wywołało burzę. Skrytykował je formalny przełożony kierownictwa Muzeum Śląskiego, marszałek województwa i działacz PO, Adam Matusiewicz. Takie podejście nazwał w wywiadzie prasowym „skrajnie proniemieckim” i powołał pełnomocnika, który w jego imieniu miał się zająć wystawą. Tymczasem dyrektor muzeum, uchodzący za człowieka Gorzelika Leszek Jodliński, odmówił współpracy z pełnomocnikiem i zabronił wpuszczania go do budynku muzeum. Co więcej, za pieniądze z kasy muzeum zamówił ekspertyzę prawną, z której wynikało, że jego przełożony, marszałek województwa, nie ma prawa narzucać mu nadzorcy w postaci pełnomocnika. Zaskoczony Matusiewicz publicznie zapowiedział zmianę dyrektora muzeum, jednak na zapowiedziach się skończyło. Dyrektor Jodliński pozostał na stanowisku. Wśród działaczy śląskiej Platformy mówi się, że Gorzelik za plecami swojego nominalnego szefa odwołał się do posła Tomczykiewicza, który nakazał Matusiewiczowi zmianę zdania. Jakich argumentów użył Gorzelik, nie wiadomo, ale można domniemywać, że zagroził zerwaniem koalicji, a taki scenariusz jest dla Tomczykiewicza zabójczy. Rozpad koalicji oznacza bowiem dla lidera śląskiej PO konieczność przyznania się przed Donaldem Tuskiem do kompromitującej porażki.
Dziś wielu regionalnych działaczy PO chętnie zrezygnowałoby ze współpracy z Ruchem Autonomii Śląska. Co więcej, PO ma badania opinii społecznej, które wskazują, że śląska Platforma za współpracę z RAŚ płaci spadkiem poparcia. Poseł i lider Tomasz Tomczykiewicz odmawia jednak dokonania zmiany, tymczasem na zapleczu świstak z Ruchu Autonomii Śląska spokojnie zawija czekoladki w sreberka.
Na postawione na początku pytanie o charakter RAŚ trudno dzisiaj jednoznacznie odpowiedzieć. Warto natomiast pamiętać, że nie tak stabilne systemy zostały już rozsadzone przez niekontrolowaną realizację politycznych ambicji.

Wydanie: 50/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy