Sławek

Sławek

Był dziennikarzem kompletnym, autorem reportaży radiowych, telewizyjnych, filmów dokumentalnych

Imieniny obchodził oczywiście 1 września, jako Bronisław. Licznie odwiedzali go w tym dniu starsi i młodsi przyjaciele. Wbrew pozorom zdrobnienie Sławek wzięło się nie od imienia serialowego bohatera, ale od skrótu Bronisława. Tak nazywali go przyjaciele.

Dzieciństwo i młodość na krakowskim Kazimierzu miał ubogie. Może dlatego bardzo cenił sobie finansową niezależność, osiągniętą dzięki zapobiegliwości żony Hanki i własnej pracy w ciągu ostatniego ćwierćwiecza, głównie przy serialu „Malanowski i Partnerzy”.

Do swoich osiągnięć na ekranie miał dystans. Bardzo poważnie traktował natomiast osiągnięcia w Polskim Radiu Kraków, gdzie pracował do drugiej połowy lat 90. Szczególnie cenił sobie przyjaźń z Jackiem Stworą i innymi tuzami ówczesnej rozgłośni. Od połowy lat 70. do wiosny 1991 r. pracował w Ośrodku Telewizyjnym na Krzemionkach. Był m.in. kierownikiem redakcji codziennego programu informacyjnego „Kronika Krakowskiej TV”. Od 1984 r. jako zastępca redaktora naczelnego ds. artystycznych. To Sławek był pomysłodawcą zatrudnienia na Krzemionkach jako głównego reżysera Kazimierza Kutza, do czego w 1985 r. trzeba było przekonać krakowski komitet PZPR. Okres od drugiej połowy lat 80. do 1993 r. to najlepszy czas Telewizji Kraków. Przede wszystkim dzięki Kazimierzowi Kutzowi i Sławkowi. Wtedy powstały najlepsze spektakle Teatru Telewizji, kabarety, koncerty. Rocznie Kraków przygotowywał ich ponad 120 godzin. Plus 100 godzin publicystyki i informacji.

W lutym 1990 r. Kazimierz Kutz został nowym szefem ośrodka. Miesiąc później wezwano go do nowego komitetu partii, czyli siedziby Solidarności. Zażądano nie tylko natychmiastowego odwołania Sławka z funkcji zastępcy naczelnego, ale również wyrzucenia go z pracy. Po powrocie na Krzemionki wzburzony (a to bardzo delikatne określenie) Kazimierz Kutz poprosił go do siebie i przy nim zadzwonił do prezesa Andrzeja Drawicza. Ten odpowiedział, żeby Kutz napisał wniosek o zwolnienie zastępcy, a on schowa go do szuflady. Jednak wiosną 1991 r. najpierw odwołano Kutza, a chwilę później Sławek został zwolniony przez wiceprezesa Radiokomitetu Marka Markiewicza (kolegę Cieślaka z Łodzi) na wniosek kolegi z Krzemionek, nowego naczelnego Telewizji Kraków, Artura Janickiego. Zarejestrował się wtedy jako bezrobotny, przez pewien czas w kiosku krakowskiego Domu Turysty sprzedawał czekolady, gumy do żucia, zegarki. Przytuliła go Telewizja Katowice, w której poprowadził teleturniej o reklamie. Banicja z Krzemionek nie trwała długo. Jedną z pierwszych decyzji Krzysztofa Jasińskiego, od 1993 r. nowego dyrektora, było powołanie Sławka na szefa reklamy.

Był dziennikarzem kompletnym. Autorem reportaży radiowych, telewizyjnych, filmów dokumentalnych. Prowadził programy publicystyczne i wielkie koncerty. Pisał artykuły.

Lata 1997-2005 to posłowanie z ramienia SLD. Przekonaniom lewicowym przez pamięć o ubogim dzieciństwie pozostał wierny do końca. Pod koniec rządów SLD przewidywał, że lewica przez wiele lat będzie zmarginalizowana i stanie się partią 40-60 jedynek na listach, z najwyżej kilkunastoprocentowym poparciem. Był sybarytą, cenił dobre towarzystwo, jedzenie, napitki. Kochał słodycze, przede wszystkim lody. Najchętniej z bitą śmietaną i świeżymi owocami. Jego rajd z choinką 24 grudnia 2000 r. pod prąd w okolicach placu Szczepańskiego w Krakowie został przez kolegów z ław sejmowych potraktowany jako udany początek kampanii sejmowej, po której w 2001 r. Cieślak odnowił swój mandat. A ponieważ nie ma wroga gorszego niż partyjny kolega na liście wyborczej, został karnie przesunięty na dalekie miejsce. Za swój największy sukces podczas drugiej kadencji uważał uchwalenie w 2005 r. ustawy o kinematografii, która powoływała Polski Instytut Sztuki Filmowej i do dzisiaj zapewnia finansowanie produkcji filmów. W 2005 r. Sławek został uhonorowany medalem Gloria Artis.

Był człowiekiem spełnionym rodzinnie i zawodowo. Spłodził syna – i dwie córki – zbudował dom, zasadził niejedno drzewo.


Z Gilem na obozie ZMS

Kiedy Sławka wyrzucono z krakowskiej telewizji, honor nie pozwolił mu prosić o pomoc. A przecież dobrze znał byłego przewodniczącego Zarządu Regionu Małopolska NSZZ Solidarność i posła Mieczysława Gila. Razem jeździli na obozy do ośrodka Związku Młodzieży Socjalistycznej w Kobyle-Gródku, dzisiaj Gródku nad Dunajcem, i wspólnie codziennie na porannych apelach śpiewali „Jesteśmy gwardią proletariackich mas”. Była między nimi tylko taka różnica, że Cieślak miał na sobie koszulkę z napisem „Ratownik WOPR”, a Gil, jako instruktor ZMS, białą koszulę i czerwony krawat.

LK


Fot. archiwum TVP/Forum

Wydanie: 20/2021

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy