Kiedy SLD naprawdę zauważy kobiety?

Kiedy SLD naprawdę zauważy kobiety?

Julia Kubisa z Porozumienia Kobiet 8 Marca odpowiada Piotrowi Gadzinowskiemu

Z zainteresowaniem przeczytałam felieton Piotra Gadzinowskiego „Znak pokoju” („P” nr 14). Rzeczywiście środowiska wolnościowe, lewicowe, feministyczne nie są zorganizowane tak jak środowiska po prawej stronie. Ma to kilka przyczyn. Pierwsza jest taka, że na tym polega charakter naszych środowisk – na pluralizmie, w związku z czym żaden układ wodzowski nie ma tu szans, choć szanse mają koalicje, wspólne fronty, porozumienia itd. Jesteśmy ludźmi myślącymi samodzielnie, co odróżnia nas od środowisk ojca Rydzyka.
Cechą charakterystyczną naszych organizacji i grup jest znacznie szersze postrzeganie działalności politycznej i publicznej niż tylko w kontekście partyjnym. Stąd wielkie wśród nas zainteresowanie trzecim sektorem – mamy przekonanie, że działając w organizacjach pozarządowych, zakładając własne organizacje, mamy realny wpływ i możliwości poprawy sytuacji innych ludzi. Zależy nam głównie na polepszaniu sytuacji ludzi potrzebujących, mniej za to na władzy sprawowanej za pomocą działalności partyjnej. Patrząc na aktywność członków Młodzieży Wszechpolskiej, Młodych Konserwatystów czy KoLibra, można zauważyć, że w dużej mierze ich organizacje są szkółką przygotowującą do działalności w samorządzie czy Sejmie. W przypadku środowisk wolnościowych, feministycznych więcej uwagi poświęca się realnym działaniom, a mniej obsadzaniu stanowisk wiceprzewodniczących i sekretarzy – nasza działalność nie jest obliczona na bycie trampoliną do Sejmu.
Pan Gadzinowski pisze, że środowiska feministyczne i wolnościowe chętnie krytykują SLD, oszczędzając krytyki Unii Pracy czy SdPl. Sam jednocześnie sobie odpowiada na pytania o powód – to zaledwie dwa lata temu właśnie lewicowy marszałek odmówił zajęcia się ustawą antyaborcyjną.
Widzimy, że SLD się zmienił – są nowe władze, jest nowy wizerunek partii. Jednak dlaczego mamy prezentować przyjazne i bezkrytyczne nastawienie wobec partii, która dopiero kilka tygodni temu ogłosiła swoje stanowisko w sprawie aborcji? Dlaczego mamy wierzyć w dogłębną zmianę, jeśli na stronie SLD, będącej wizytówką partii, nie ma nic na temat równouprawnienia, z wyjątkiem raportu posłanki Izabeli Jarugi-Nowackiej. Ten raport wygląda bardziej jak listek figowy, a szumnie brzmiący link www.kobietysld.pl nie działa. Nie znajdziemy też słowa o kobietach czy równouprawnieniu w manifeście SLD prezentowanym w wyborach 2005 (choć odpowiedni akapit o równouprawnieniu znalazł się w deklaracji programowej). I wreszcie animowana prezentacja na stronie głównej, gdzie znalazły się postulaty obrony wartości III RP, konstytucji, członkostwa w UE, a nawet prawa mniejszości, natomiast zabrakło slajdu z równouprawnieniem.
Co roku organizując Manify i wiece w Warszawie, zapraszamy wszystkie partie polityczne z lewej strony sceny politycznej, oferując im możliwość przemówienia. Co roku przedstawicielki i przedstawiciele SLD z tej możliwości korzystały/korzystali. W tym roku zadecydowałyśmy, że głos na Wielkim Marszu Solidarności Kobiet zabiorą jedynie organizatorki. I ciekawa rzecz, nie pojawiła się żadna większa partia polityczna. Czy znaczy to, że udzielacie nam swojego poparcia tylko wtedy, gdy możecie się sfotografować z mikrofonem w ręku? Mam nadzieję, że nie.
Mam nadzieję, że SLD na poważnie weźmie swoją niedawną deklarację dotyczącą aborcji. Mam nadzieję, że sprawa równouprawnienia nie pozostanie niszową kwestią realizowaną jedynie przez posłanki Jarugę-Nowacką i Senyszyn. Mam nadzieję, że w końcu wszyscy członkowie i członkinie SLD będą prezentować wspólny front w sprawie nie tylko aborcji, lecz także innych problemów kobiet w Polsce i że przede wszystkim będą traktować to poważnie. Do tej pory można jednak było odnieść wrażenie, że sprawy równouprawnienia są traktowane przez SLD powierzchownie – najlepszym przykładem jest poprzednia kadencja Sejmu, zaniechanie poprawy sytuacji kobiet w zamian za poparcie biskupów dla UE, widoczny brak przekonania do urzędu Pełnomocniczki ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn itp., a potem, już w czasie obecnej kadencji, milczenie Sojuszu, z wyjątkiem posłanek Jarugi-Nowackiej i Senyszyn. Milczenie przerwane dopiero kilka tygodni temu przez przewodniczącego Olejniczaka. Ale to nie wystarczy, by odbudować tak podkopane zaufanie wielu kobiet. Mówiąc krótko, ludzie chcą widzieć, że wam zależy – wam jako partii, a nie tylko dwóm posłankom.
W obecnej sytuacji politycznej potrzebna jest koalicja różnych środowisk, nie tylko by sprzeciwić się klimatowi i działaniom rządu, ale także, a może przede wszystkim, by pracować w perspektywie długofalowej – nie tylko tej, ale i następnych kadencji parlamentu. I oczywiście nie chodzi o napisanie kolejnej deklaracji programowej z okrągłymi zdaniami, ale o próbę zmiany klimatu społecznego, o wprowadzenie myślenia gender mainstreaming do różnych sfer życia publicznego. Chodzi po prostu o to, żeby zmienić powierzchowne i gołosłowne deklaracje w sensowną praktykę.
Julia Kubisa
Porozumienie Kobiet 8 Marca, Fundacja MaMa
doktorantka w Instytucie Socjologii
Uniwersytetu Warszawskiego

Wydanie: 16/2007

Kategorie: Opinie
Tagi: Julia Kubisa

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy