Kto za to zapłaci?

Kto za to zapłaci?

Najważniejsze jest, kto zatrzyma spiralę zbrojeń i odwróci bieg spraw. W pierwszej kolejności należy zamrozić nominalne wydatki wojskowe

Skoro nie znajdzie się nieodzownych środków na restrukturyzację gospodarki w sposób chroniący ludzkość przed przegrzaniem klimatu ani w cięciu wydatków budżetowych na inne cele, ani w dodatkowym zadłużaniu państw i spychaniu finansowania podejmowanych działań na przyszłość, ani w absolutnym zwiększaniu opodatkowania ludności i biznesu na bieżąco, to skąd brać na to pieniądze? Banki centralne mają je „drukować”, jak to śmiało – i słusznie – czyniły w walce z pandemicznym kryzysem? Nie, zwłaszcza że koszty ścierania się z COVID-19 karłowacieją w porównaniu z finansowym wymiarem długookresowej, liczonej na dekady i pokolenia, walki ze zmianami klimatu. Ale są na to pieniądze. My je mamy i wystarczy tylko przełożyć je z jednej kieszeni do drugiej.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, powiada mądrość ludowa. Otóż tym czymś złym jest gigantyczne marnotrawstwo środków publicznych na zbrojenia i inne wydatki wojskowe. Oczywiście w krajach zachowujących się agresywnie są one określane jako godna dobrej sprawy obrona narodowa… Cały świat wydaje na cele wojskowe ok. 2 bln dol. rocznie, to jest 2,35% światowego produktu brutto. Nawet w 2020 r., kiedy jego wartość spadła o 4,4%, wydatki militarne wzrosły o 2,6%. Najwięcej wydają Stany Zjednoczone – w 2020 r. 778 mld dol. (3,7% PKB), co stanowi 39% światowych wydatków na te cele. To aż trzykrotnie więcej niż Chiny, które wydały 252 mld (1,8% PKB). Wyróżniły się one jako jedyny kraj spośród tych najbardziej znaczących, gdyż nie zwiększyły swoich relatywnych obciążeń wojskowych, utrzymując je na takim samym poziomie wobec PKB jak rok wcześniej. Na trzecim miejscu są Indie z wydatkami w wysokości 72,9 mld (2,9% PKB), potem Rosja wydająca przez rok tyle, ile Amerykanie przez miesiąc, bo tylko (albo aż, jak kto woli) 61,7 mld (4,3% PKB), a na piątym miejscu Wielka Brytania z kwotą 59,2 mld (2,2% PKB).

W sumie wydatki piątki krajów łożących bezwzględnie najwięcej na militaria wynoszą aż 62% światowych wydatków wojskowych. Gdy spojrzeć nieco wstecz, to według danych Banku Światowego w ciągu ostatnich pięciu lat udział wydatków wojskowych w PKB wzrósł w Indiach oraz w krajach członkowskich NATO – w USA i Wielkiej Brytanii, a szczególnie w Polsce, bo u nas aż o ponad 0,3 pkt proc. – nie zmienił się w Chinach i spadł w Rosji.

Dwa biliony dolarów… To dużo. Jest z czego czerpać niezbędne środki na walkę z prawdziwie śmiertelnym wrogiem, jakim jest ocieplanie klimatu. Dwie ważkie kwestie – od strony politycznej i ekonomicznej – trzeba tutaj natychmiast wyjaśnić. Po pierwsze, ogromna część wydatków zbrojeniowych (zdecydowana większość) nie wzmacnia międzynarodowego bezpieczeństwa, odwrotnie – osłabia je. W ciągu minionego ćwierćwiecza, począwszy od 1996 r., wydatki militarne prawie się podwoiły i wcale nie czujemy się z tego powodu bezpieczniej. Zależność jest właśnie taka: im więcej pieniędzy idzie na wojsko, tym jest mniej bezpiecznie; niejeden lokalny konflikt zbrojny został sprowokowany z myślą o przetestowaniu kolejnych śmiercionośnych wdrożeń. Niejednemu też starciu na czas nie zapobiegnięto, choć leżało to w zasięgu polityki i dyplomacji, ale nie było na rękę potężnym, wpływowym lobby militarno-przemysłowym i ich politycznym poplecznikom, przed czym już dawno temu przestrzegał amerykański prezydent Dwight Eisenhower, skądinąd doświadczony generał. Napięcia polityczne, niekiedy grożące konfliktem militarnym, ze zwiększaniem wydatków wojskowych częściej rosną, niż słabną. To polityka.

Po drugie, zwolennicy wysokiego poziomu wydatków militarnych argumentują, że nakręcają one koniunkturę gospodarczą i dają zatrudnienie pracującym w sektorze wojskowym i jego zaopatrzeniu, w otoczeniu usługowym, a także zwiększają dochody fiskalne państwa. To prawda, ale podobne efekty przynosi wydatkowanie publicznych pieniędzy na ochronę środowiska. W tym przypadku też działają zwiększające zatrudnienie i produkcję mechanizmy popytowe oraz keynesowski mnożnik inwestycyjny, tyle że wskutek tego nikt nie umiera, a ratuje się niejedno życie. Mając do wydania miliard – dolarów czy juanów, euro czy rubli, złotych czy funtów – z podobnym makroekonomicznym rezultatem, jak wydając je na wojsko, można przeznaczać je na przeciwdziałanie ocieplaniu klimatu. To ekonomia.

Mogą o tym jeszcze nie wiedzieć Greta Thunberg i idące w jej ślady miliony młodych ludzi, ale powinni o tym wiedzieć politycy podejmujący decyzje w imieniu tych milionów. Tylko gdzie są odważni politycy, którzy z otwartą przyłbicą wołają o odwrócenie coraz bardziej nakręcanej spirali zbrojeń? Teraz już nie jest ważne, kto i dlaczego zaczął ją napinać; niech to rozstrzygają analitycy i historycy. Teraz najważniejsze jest, kto ją zatrzyma i odwróci bieg spraw, tak jak udało się to pokolenie temu, po zakończeniu pierwszej zimnej wojny. Wydatki wojskowe w latach 1990-1996 spadły o około pół biliona dolarów – z ponad półtora do nieco ponad biliona. Wtedy było to możliwe, bo byli tacy mężowie stanu jak Michaił S. Gorbaczow i Helmut Kohl, działali politycy tej klasy, co George H.W. Bush i François Mitterrand, którzy w imię interesu publicznego, rozwoju i pokoju mieli odwagę przeciwstawić się lobby militarno-przemysłowemu w swoich krajach i na arenie międzynarodowej, blokując wyścig zbrojeń.

Wtedy było to możliwe, jest możliwe i teraz. Przede wszystkim teraz jest to konieczne. Nie ma innego sensownego sposobu sfinansowania gigantycznych wydatków na ochronę środowiska naturalnego i stabilizację klimatu, jak przesunięcie na te pożyteczne cele bilionów marnotrawionych na militaria. W pierwszej kolejności należy zamrozić nominalne wydatki wojskowe. Dwa biliony dolarów na te cele to aż nadto; wystarczy! Przy zachowaniu aktualnego poziomu nominalnego obciążenie podatników odczuwalnie spadnie zarówno realnie w związku z wysoką stopą inflacji, jak i względnie w stosunku do rosnącej wartości produkcji i zwiększających się dochodów. Gdy w ślad za rozumnymi działaniami poprawi się też klimat polityczny, można będzie, tak jak po przełomie politycznym lat 80. i 90., ciąć absolutne wydatki militarne, aby było z czego finansować to, co bez wątpienia poprawi klimat.

Nie da się ściąć wydatków wojskowych z roku na rok o cały 1 pkt proc., ale jest to wyobrażalne w ciągu jednego dziesięciolecia. Jeśli przyjąć, że realne tempo wzrostu światowej gospodarki w trzeciej dekadzie XXI w. wyniesie skromne 2,5% rocznie, to startując z poziomu PKB wynoszącego w 2020 r. ok. 85 bln dol. (według rynkowych kursów walutowych), w 2030 r. wyniósłby on 109 bln dol. (w cenach stałych z 2020 r.). Gdyby do tego czasu zredukować wydatki wojskowe o 1 pkt proc., zmniejszając je o jedną dziesiątą punktu rokrocznie z obecnych 2,35 do 1,35% światowego produktu brutto, to za dziesięć lat z tego tylko tytułu można by wyzwolić ponad bilion dolarów rocznie. Innymi słowy, gdyby udział wydatków wojskowych w 2030 r. wyniósł 2,35% wartości światowej produkcji, dałoby to 2,56 bln dol., natomiast w nakreślonym tu scenariuszu odwrócenia spirali zbrojeń, przy udziale wynoszącym tylko 1,35% produktu brutto, jest to 1,46 bln.

W sumie scenariusz redukcji wydatków wojskowych wyzwoliłby w całej dekadzie lat 20. XXI w. aż 5,54 bln dol. Inteligentne przesunięcie takiej masy pieniędzy na kontrolowanie zmian klimatycznych byłoby zbawienne. Wciąż nie jest na to za późno. Trzeba to głośno postulować, a nie tylko krytykować polityków, że nic nie robią. Opinia publiczna musi usłyszeć, że to, co jest konieczne, jest zarazem możliwe, ale możliwe w ten konkretny sposób. Bez wskazania twardych źródeł finansowania batalii protesty motywowane autentyczną ekologiczną troską nabierają znamion populizmu.

Grzegorz W. Kołodko, Świat w matni. Czwarta część trylogii, Prószyński i S-ka, Warszawa 2022

Fot. REPORTER

Wydanie: 15/2022

Kategorie: Opinie

Komentarze

  1. W A Zdaniewski
    W A Zdaniewski 9 kwietnia, 2022, 18:54

    „KTO ZA TO ZAPŁACI“

    Dr. Juan José Arévalo, prezydent Gwatemali, obalony przez amerykański rząd i Wall Street,
    w swojej książce „The Shark and the Sardines“, (1961 reprint 2010) podaje, jak po
    zakończeniu II wojny światowej czołowe amerykańskie korporacje uzgodniły między sobą,
    że wojnę i zbrojenia należy kontynuować, ponieważ przynoszą zyski. Potwierdzają to
    bieżące wypowiedzi amerykańskich defence contractors – handlarzy śmiercią. Od 1945 roku
    w amerykańskiej strategii imperialnej nic się nie zmieniło:

    • Jonathan Ng, „Arms Industry Sees Ukraine Conflict as an Opportunity, Not Crisis“,
    Truthout, March 2, 2022.
    • Jeff Gerth and Tim Weiner, „Arms Makers See Bonanza In Selling NATO Expansion“
    The New York Times“, June 29, 1997.
    • Amy Goodman, „US Hawks Are Trying to Increase Millitary Budget and Use
    Ukraine as Excuse“, Democracy Now, 25.III.2020.
    • William D. Hartung et al., „Amid Russia’s War Some US Hawks Are Calling for
    Trillion-Dollar Military Budget, Truthout, 22.III.2020.
    Zbrojeniowi giganci General Dynamics, Lockheed Martin, Northrop, Boeing, Raytheon…
    agresywnie lobbują Congres za ekspanzją NATO.

    W Pentagonie i na Wall Street odkorkowują szampany, każda wojna jest dobra!
    Oto jak autor Jonathan Ng zakańcza artykuł „Arms Industry…“

    In truth, the doctrine of infinite war is not so much a strategy as it is a confession — acknowledging the violent metabolism of a system that requires conflict. As a self-selecting elite propounds NATO expansion, military buildup and imperialism, we must embrace what the warlords most fear: the THREAT OD PEACE.

    W rzeczywistości doktryna niekończących się wojen nie jest strategią, ale wyznaniem wiary – gwałtownym metabolizmem systemu opartego na konfliktach. Gdy samowładna elita promuje ekspanzję NATO, militarne zbrojenia i imperializm, musimy utrwalić to czego podżegacze wojenni obawiają się najbardziej – ZAGROŻENIA POKOJEM!

    ——————————————————————————–
    Michael Hudson, „Super Imperializm – The Economic Strategy of American Empire“, ISLET Verlag, Dresden, 2021.

    Jest to wnikliwe opracowanie liczące 470 stron dla biegłych ekonomistów, nie dla przeciętnego czytelnika. Autor w oparciu o „balance of payment“, (którego nie uczą w szkołach -jest to całokształt wpływów finansowych i odpływów z danego pństwa) analizuje w jaki sposób Wall Street opierając się na światowej walucie $, po uwolnieniu w czasach Nixona dolara od parytetu złota, systematycznie okrada pozostałe państwa niezależnie czy są to kredytobiorcy, czy kredytodawcy i cudzym kosztem finansuje np. wojny, które prowadzi na świecie. Minister Kołodko z pewnością nie będzie miał problemu ze zrozumieniem analiz podanych przez Michael Hudsona. Książkę nie chciano drukować w Japonii, ale została przetłumaczona na jęz. chiński i rosyjski. Stąd prawdopodobnie rządania Putina opłat za eksport dóbr z Rosji w rublach.
    Na zakończenie warto wspomnieć, że w 2004 r. Muammar Gaddafi, przywódca Libii planował w porozumieniu z kilkoma państwami afrykańskimi odejście od dolara i zastąpienie go własną walutą. ”
    \ Libya’s Qadhafi conceived and financed a plan to unify the sovereign States of Africa with one gold currency (United States of Africa) \ Gaddafi nie posiadał broni atmowej i wiemy jak się to skończyło. Hillary Clinton on Gaddafi: “We Came, We Saw, He Died, ha, ha, ha“.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy