Ślepa Temida?

Ślepa Temida?

Stan wojenny, który skrzywdził wielu ludzi, zapobiegł możliwej krwawej wojnie – albo domowej, albo z „pomocą” sąsiadów

Temida ma opaskę na oczach, aby nie ulegać oglądanym przypadkowym okolicznościom mogącym zmylić jej rozumowanie. Opaska ta nie oślepia jednak jej intelektu, który ma rozumnie wyrokować o przedłożonej sprawie, lecz ma to rozumowanie ułatwiać. Wszakże niebożęta z Instytutu Pamięci Narodowej, bawiące się w imieniu Rzeczypospolitej w historyków i prokuratorów zarazem (oryginalne połączenie!), zabieg ten potraktowały tak radykalnie, że założyły sobie takie opaski, które nie tylko wyłączają oczy, lecz także poważnie upośledzają rozumowanie.
Nie widzą np. (lub udają, że nie widzą, co jest jednym z rodzajów oszustwa), że co najmniej połowa polskiego społeczeństwa, a według niektórych badań większość, stan wojenny w Polsce w latach 1981-1983 ocenia jako drastyczny wprawdzie, lecz ostatecznie jedyny wówczas skuteczny sposób na

uratowanie Polski przed katastrofą.

Podobnie stan wojenny w Polsce oceniają poważni politycy Zachodu, także Stanów Zjednoczonych, które o przygotowaniach do niego wiedziały (Kukliński) i przyjęły do wiadomości jako w ówczesnej sytuacji najlepsze rozwiązanie.
Badacz historyk, który nie uwzględnia poglądów naocznych świadków i ludzi uczestniczących w badanym procesie, dyskwalifikuje siebie jako naukowca. A przecież niebożęta z IPN, które wmawiają nam, że są historykami operującymi rzetelnym warsztatem naukowym, badają nie odległe dzieje, lecz jeszcze współczesność, której uczestnicy, polscy i zagraniczni, jeszcze żyją i których ani świadectwa, ani opinii porządnemu badaczowi lekceważyć nie wolno! Nie widzą też (lub udają, że nie widzą) współczesnych świadectw mówionych i pisanych, zarówno tych z państw z Polską sąsiadujących, jak i z tzw. Zachodu i z USA, o przygotowanych armiach ówczesnych sojuszników Polski gotowych do wkroczenia na teren naszego państwa. Zresztą armia radziecka na terenie naszego państwa od lat już była! Powtarzają w kółko, że groźby agresji nie było. Pomijają więc znaną przestrogę Leonida Breżniewa skierowaną do Stanisława Kani, ówczesnego pierwszego sekretarza KC PZPR, że wprawdzie „teraz nie wejdziemy, lecz gdy sytuacja się nie zmieni – wejdziemy” (cytuję z pamięci).
Niebożęta z IPN paradowały jeszcze wówczas przeważnie w krótkich majtkach, więc dziś udają, że nie muszą wiedzieć, iż rząd ZSRR ostrzegł, że jeśli Polska nie przestanie być niepewnym i dalej zadłużającym się partnerem gospodarczym, to dostawy do Polski ropy i gazu zostaną od 1 stycznia 1982 r. mocno zmniejszone lub wstrzymane całkowicie – co byłoby pokojowym zduszeniem naszego kraju i w konsekwencji prowadziło do narzuconego Polsce protektoratu „bratnich krajów”, aby Polskę jakoś na własnych, choć słabych nogach ustawić.
Naukowi historycy IPN nie kojarzą też znanych powszechnie faktów, że Związek Radziecki, gdy tylko mógł, konsekwentnie stosował wobec politycznego świata

metodę faktów dokonanych

do realizacji swoich interesów. W sierpniu 1939 r. zawarł pakt z hitlerowskimi Niemcami (Ribbentrop-Mołotow), zmodyfikowany we wrześniu, dotyczący aneksji krajów bałtyckich i niemal połowy Polski. W 1945 r. na konferencji w Jałcie ZSRR, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone podzieliły świat na strefy swoich interesów i wpływów, umieszczając Polskę, bez pytania samych Polaków, w obrębie dominacji Związku Radzieckiego. W 1956 r. wojska radzieckie stłumiły powstanie na Węgrzech, w 1961 r. ZSRR opasał murem Berlin Zachodni, w 1968 r. wojska Układu Warszawskiego, także wojsko polskie, udzieliły Czechosłowacji „bratniej pomocy”, w latach 1979-1992 ZSRR „pomagał” zbrojnie w Afganistanie, co według niektórych polityków miało uniemożliwić zbrojną interwencję w Polsce.
Te fakty nie wywołały zdecydowanej, skutecznej reakcji państw Zachodu. Państwa te przełykały je przy teatralnych gestach oburzenia, wszystko to bowiem działo się w strefie uznanej przez mocarstwa za strefę interesów radzieckich. Polska nie jest pępkiem świata i nie była oczkiem w głowie zachodnich mocarstw. Raczej traktowana była i jest jako utrapienie. Dla jej ratowania wojny ze Związkiem Radzieckim (III wojny światowej!) nikt by nie rozpoczął. Mocarstwowe sny niektórych polskich polityków włóżmy pod poduszkę. Mogliśmy tylko sami rozwiązać swoje problemy i ZSRR zbrojnie nie interweniował tylko dlatego, że oczekiwał, iż sami je rozwiążemy w ramach akceptowanych przez ówczesny obóz socjalistyczny. Lecz oto w 1991 r. padł i sam Związek Radziecki, czego jeszcze dziesięć lat wcześniej nie przewidywano.
Badacze i prokuratorzy z IPN zmienili teraz taktykę i oskarżają w swojej miłosiernej nienawiści ostatnich przywódców PRL już nie wprost o wprowadzenie stanu wojennego, lecz o „zorganizowanie związku przestępczego o charakterze zbrojnym”. Po prostu! Niebożęta znów udają, że nie wiedzą, iż szło nie o związek przestępczy, lecz o ratowanie ojczyzny. Że wyobrażenia polityków obozu rządowego i obozu opozycji o zasadach, którymi Polska winna była wówczas się kierować, były różne – to oczywiste. Idee ówcześnie pojmowanego socjalizmu przegrały. Przyznają to lojalnie

szefowie schyłku PRL

i stanu wojennego. Wygrały za to pokój i niepodległość państwa. Stan wojenny, który spowodował niestety śmierć kilkudziesięciu osób i skrzywdził wielu ludzi, zapobiegł jednak możliwej krwawej wojnie – albo domowej, albo z „pomocą” sąsiadów. „Naukowcy-prokuratorzy” z IPN powinni to rozumieć. Powinni też zrozumieć, że opaski Temidy nie zakłada się na rozum. Ale widocznie nie wyrośli jeszcze z krótkich majtek.

Autor jest profesorem filozofii

 

Wydanie: 42/2008

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy