Śmierć i biskupi

Z GADZIEJ PERSPEKTYWY

Na kogo nie głosować w najbliższych wyborach, wskazali biskupi katoliccy zebrani na jasnogórskich wałach. Tradycyjnie nie wskazali konkretnych partii politycznych. Jedynie tych, którzy są za „aborcją”, nie chronią życia od poczęcia aż po jego kres, propagują „związki partnerskie”, „eksperymenty genetyczne” i „eutanazję”. Ci nie są zgodni z „chrześcijańskimi” wartościami, zatem niewarci nawet krzyżyka na listach wyborczych.
Trudno o bardziej obłudny apel. W tych wyborach parlamentarnych wymienione przez biskupów katolickich problemy nie są przedmiotem przedwyborczych debat. Nawet jeśli się pojawiają, to nie budzą społecznych namiętności. W kwestii „aborcji”, jak to mówią biskupi katoliccy, czyli ustawy w praktyce zabraniającej usuwania zygot, wszystko już zostało przewidziane. Poza koalicją SLD-UP, która zapowiada liberalizację tej ustawy wraz z programem edukacji seksualnej i różnych form antykoncepcji, pozostałe ugrupowania nie zajmują zdecydowanego stanowiska co do jej zmiany. Oczywiście, ugrupowania narodowo-katolickie deklarują utrzymanie obecnego stanu rzeczy. Zatem tylko rządy SLD-UP cokolwiek w tej kwestii zmienią.
Postulatów uprawomocnienia eutanazji czy zakazu eksperymentów genetycznych nie ma w programach wyborczych. Ale z deklaracji wynika, że prawica, a nawet liberałowie z PO są przeciwni eutanazji. W SLD zdania są podzielone. Czytałem niedawno ankietę, jaką przeprowadzono wśród kandydatów na posłów SLD z woj. świętokrzyskiego. Różnorodność opinii nie pozwalała na jednoznaczny sąd. Zwłaszcza że tak naprawdę wiedza o holenderskich rozwiązaniach jest w społeczeństwie i wśród kandydatów na posłów mizerna.
Przed dyskusją o eutanazji nie uciekniemy. Ale nie wywołujmy jej na potrzeby kampanii wyborczej. Podobnie nie ma sensu dyskutować o inżynierii genetycznej w czasie wyścigu do parlamentu. Wspomniano „związki partnerskie”. Pod tym hasłem u biskupów kryją się pewnie związki homoseksualne. Albo przyjęte z Francji „pakty solidarnościowe”, czyli alternatywne wobec religijnych małżeństw, usankcjonowane prawem konkubinaty osób hetero- i homoseksualnych. Takich propozycji też nie ma w programach wyborczych konkurujących partii. Są ich zdecydowani przeciwnicy wśród kandydatów, zwłaszcza na prawicy i w „liberalnej” PO, czasem też na lewicy. W SLD grupa posłów z parlamentarnego zespołu „NIE” przygotowała podobne do francuskich projekty. Ale to inicjatywa grupy posłów, nie ugrupowania.
Pozostają inne kwestie, dziwnym trafem przemilczane lub zbyte na jasnogórskich wałach. Kiedy wszyscy drżeli przed wiszącą nad krajem niczym plaga dziurą budżetową, biskupi nie zająknęli się o tak ważnej dla uczciwego człowieka powinnością jak płacenie podatków. Nie wspomnieli o przykazaniu „Nie kradnij”. Czy dlatego, że lud wierny mógłby poczytać takie wypominki jako przyganę dla partii, które w poprzednich wyborach biskupi katoliccy popierali? Czemu biskupi wolą uciekać do problemu „eutanazji”, którego jeszcze u nas nie ma, a nie oceniają ugrupowań wedle tego, co mogą zrobić dla zniwelowania plagi bezrobocia? Gleby, pożywki dla grzechów innych?
Czemu mówią tyle o „aborcji”, a milczą o postulowanym przywróceniu kary śmierci? Postulowanym przez liderów Prawa i Sprawiedliwości. Popieranym przez partie prawicowe. Chociaż papież Jan Paweł II jest zdecydowanym przeciwnikiem kary śmierci, ponad 70% obywateli RP jest za taką karą. Czy w tych 70% tkwi tajemnica stanowiska biskupów? Łatwo jest ganić niepopularną w społeczeństwie „eutanazję” czy związki homoseksualne. Jakże trudniej jest wystąpić przeciwko bliskim biskupom ugrupowaniom prawicowym. Takie stanowisko biskupów prowadzi do jednego. Obumierania autorytetu i poparcia dla polskiego Kościoła katolickiego.

Wydanie: 36/2001

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy