Specjaliści od fałszowania przeszłości

Specjaliści od fałszowania przeszłości

IPN zatrudnia ludzi, którzy mają niewiele wspólnego z nauką, za to dużo z brudną polityką historyczną

W salonach prasowych można trafić na kwartalnik „Glaukopis”. Pisują w nim narodowcy, korporanci, katoliccy radykałowie, a nawet neopoganin. Część tego ekscentrycznego środowiska, w tym sam wydawca, to pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej. Wydawcą i redaktorem naczelnym jest dr Wojciech Muszyński. 30 stycznia 2016 r. otrzymał od prezydenta Andrzeja Dudy Złoty Krzyż Zasługi za „dokumentowanie i upamiętnianie prawdy o najnowszej historii Polski”. Kancelarii Prezydenta nie przeszkadzały jego radykalne wypowiedzi, wykorzystywanie historii do celów ideologicznych ani fakt, że dopiero co groziło mu zwolnienie z pracy za naruszenie zasad etyki urzędnika państwowego i naukowca. Poszło o udostępnienie na publicznym wówczas profilu facebookowym grafiki Narodowego Odrodzenia Polski przedstawiającej Baracka Obamę na szubienicy oraz rasistowskiego nagrania antyimigranckiego.

Cytowany przez Wojciecha Czuchnowskiego na łamach „Gazety Wyborczej” absolwent UW mówi: „Chodził w mundurze wzorowanym na przedwojennym brunatnym uniformie ONR, witał się »rzymskim pozdrowieniem« i okrzykiem »Czołem Wielkiej Polsce«. Traktowaliśmy go trochę jak nieszkodliwego dziwaka”. Młodzi narodowcy urządzali w tym czasie wycieczki do Wilna, gdzie demonstrowali „polskość Wileńszczyzny”. O polskiej Wileńszczyźnie miał Muszyńskiemu dużo opowiadać dziadek, który był działaczem ruchu korporanckiego. W latach 90. Muszyński był w centrum działań warszawskiego środowiska nacjonalistycznego. Na łamach oenerowskiego portalu Kierunki.info pisze: „Na Was – młodzi przyjaciele, na spadkobiercach Pokolenia Niepodległości, którego wyrazem był ONR – spoczywa obecnie zadanie, aby w codziennej pracy i walce być godnymi tej pięknej tradycji!”. Z ramienia klubu Kukiz‘15 Muszyński został kandydatem do Kolegium IPN.

Tytani intelektu

Poza IPN Muszyński działa przy Radzie Historycznej Związku Żołnierzy NSZ. Nie stroni od wypowiedzi antysemickich. W wywiadzie dla „Naszego Dziennika” stwierdził m.in., że Marzec ‘68 umożliwił „Judeopolonii wyrosłej z ubecko-politruckich korzeni” ucieczkę przed odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie. Muszyński jest blisko związany z Mariuszem Bechtą, pracownikiem IPN znanym również jako dystrybutor i wydawca nagrań neofaszystowskich zespołów muzycznych. Razem studiowali, razem pracują w IPN, razem napisali książkę o Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym na Podlasiu.

O Mariuszu Bechcie pisałem w czerwcu zeszłego roku. Ostatnio świętował rocznicę ataku III Rzeszy na ZSRR, prezentując nazistowski plakat propagandowy. Wcześniej wypowiedział się na portalu wPolityce.pl o różnicach między Armią Krajową i Narodowymi Siłami Zbrojnymi. AK była jego zdaniem „tarczą i mieczem liberalno-demokratycznych kręgów politycznych, które po brutalnym odebraniu władzy politycznej na zaleszczyckiej drodze: marszałkowi Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu, szefowi MSZ płk. Józefowi Beckowi i ich akolitom, dalej zwalczały myśl Stronnictwa Narodowego i ONR inspirowaną uniwersalizmem katolickim”. Bechta określił się tak skrajnie na prawo, że nawet endecka Narodowa Organizacja Wojskowa podporządkowana AK zdaje się niewystarczająco prawicowa wobec otwarcie antysemickich NSZ, którym dopiero obecny Sejm oddaje „należytą cześć”.

Autorzy „Glaukopisu” oryginalnie zachowują się także w mediach społecznościowych. Dr Rafał Drabik z lubelskiego IPN, który razem z Bechtą i Muszyńskim dostał od Andrzeja Dudy Złoty Krzyż Zasługi, próbował w dyskusji na Facebooku przekonać administratora profilu LBN Punk, że nazizm nie jest tożsamy z rasizmem. Dowodem ma być fakt, że czarnoskóry mieszkaniec Warszawy dożył powstania warszawskiego. Mowa o Auguście Agboli O’Brownie „Alim”, uczestniku obrony Warszawy oraz żołnierzu powstańczego batalionu „Iwo”. Użycie tej historii do negowania rasistowskiego charakteru ustaw norymberskich czy doktryny rasowej III Rzeszy świadczyć może tylko o niekompetencji lub próbach umyślnego zakłamywania rzeczywistości. Drabik również jest pracownikiem IPN.

Wymienieni historycy wybielają za to antysemityzm endeków, narodowych radykałów i zbrojnego podziemia. Bechta jest znawcą alternatywnych wersji przebiegu zbrodni popełnionej w czerwcu 1945 r. na 194 Ukraińcach w Wierzchowinach, a Muszyński zwolennikiem „odkłamania” historii zbrodni na Białorusinach dokonanych w styczniu i lutym 1946 r. przez Romualda Rajsa „Burego”. Zbrodnia w Wierzchowinach została dokładnie zbadana przez dr. Mariusza Zajączkowskiego, a sposoby manipulacji tą historią opisuje w książce „Wołyń ‘43” prof. Grzegorz Motyka. Ipeenowcy nie dają jednak za wygraną. Powielają wersję, jakoby oddział NSZ wykonał w Wierzchowinach tylko kilka egzekucji, natomiast resztę ukraińskich mieszkańców zamordował oddział Urzędu Bezpieczeństwa, sformowany w celu rozpracowania oddziału NSZ. Dr Zajączkowski w najnowszej książce tak komentuje te wywody: „Trudno wyobrazić sobie, by rzekomi pomysłodawcy grupy prowokacyjnej zamierzali doprowadzić do jej dekonspiracji przed wykonaniem głównego zadania. Oczywiście przy wyraźnym zastrzeżeniu, że teza o sprawstwie mordu, za który miałby odpowiadać duży oddział pozorowany, w dodatku posuwający się do zabijania m.in. krewnych pracowników chełmskiego i krasnostawskiego UB, jedynie po to, by oczernić partyzantkę NSZ – w świetle dostępnych źródeł raczej nie wytrzymuje krytyki”.

Nasza racja jest najświętsza

W 2008 r. w artykule „Likwidacja Widerszala i Makowieckich, czyli Janusz Marszalec widzi drzewa, a nie widzi lasu” dr Sebastian Bojemski, współtwórca „Glaukopisu”, wypowiada się o zamordowaniu przez kręgi endeckie członków Biura Informacji i Propagandy następująco: „Środowiska narodowe i katolickie (w czasie okupacji) miały świeżo w pamięci rolę, jaką odegrała liberalna inteligencja w Hiszpanii w latach 30. (…) Można zatem przyjąć tezę, że została podjęta, przez nieznane środowisko, akcja prewencyjna”. Artykuł został krytycznie skomentowany przez dr. hab. Adama Leszczyńskiego w „Gazecie Wyborczej”. Wojciech Muszyński pisze natomiast o sprawcy innego mordu politycznego, Eligiuszu Niewiadomskim: „Ofiara ludzi, którzy starają się używać historii jako środka do propagowania postmodernistycznej ideologii”. Wygląda na to, że Janusz Waluś, któremu zdaniem Bechty należy się „chwała za celne strzały”, nie jest jedynym skrytobójczym zamachowcem imponującym narodowej prawicy.

Autorzy „Glaukopisu” są bardzo pewni swoich tez, a uznanych badaczy problematyki polsko-żydowskiej lub polsko-ukraińskiej nie szanują jako historyków. Niejaki Rafał Dobrowolski – współpracownik pisma i kibic Śląska Wrocław – pisze o prof. Grzegorzu Motyce: „przyjaciel lewackich ideologów”, czyli Rafała Wnuka, Dariusza Libionki czy Macieja Sobieraja. Z kolei zmarły niedawno prof. Bogusław Wolniewicz nazywał na łamach pisma Centrum Badań nad Zagładą Żydów „Centrum Wytwórni Antypolskich Oszczerstw”. Wygląda na to, że środowisko „Glaukopisu” uważa się za jedynych historyków nieszkalujących ani niezakłamujących historii „narodu”.

Tymczasem popełniają oni błędy, które praktycznie dyskwalifikują ich jako poważnych autorów. W 2004 r. pismo wydawane przez Mariusza Bechtę opublikowało wywiad z przedwojennym działaczem ONR Gustawem Potworowskim, w którym pada teza, że Jan Bytnar „Rudy” był członkiem grup szkolnych ONR. Dziwnym trafem historia ta ujrzała światło dzienne dziesiątki lat po wojnie i została zdementowana przez Danutę Rossman, adiutantkę Tadeusza Zawadzkiego „Zośki”. Nie przeszkodziło to jednak współczesnemu ONR wykorzystywać tej postaci we własnej propagandzie, a Muszyńskiemu ubarwiać tej historii. W jednym z wywiadów sugeruje on, że Bytnar „wbrew radom kolegów” wstąpił w szeregi lewicowej Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej, nie przestając być narodowcem. Tezie tej nie tylko brakuje jakiegokolwiek oparcia w źródłach, ona jest niepoważna.

Wspomniane przypadki pokazują, że w IPN zatrudnia się za publiczne pieniądze ludzi, których działalność ma niewiele wspólnego z nauką, za to dużo z brudną polityką historyczną. Ciekawy jest też fakt, że w Radzie Programowej „Glaukopisu” można znaleźć
prof. Jana Żaryna i prof. Wojciecha Roszkowskiego ze Szkoły Głównej Handlowej. Pierwszy jest senatorem PiS, drugi był eurodeputowanym z ramienia tej samej partii. Czy można zatem się dziwić, że PiS prowadzi taką, a nie inną politykę historyczną?


Kwartalnik „Glaukopis”
Pismo społeczno-historyczne wydawane przez Fundację Glaukopis, ukazuje się od 2003 r. Jak informuje redakcja, „odrzucając polityczną poprawność, prezentujemy tematy dotąd niezbadane i nierzadko kontrowersyjne”. Decyzją Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego kwartalnik został wpisany na listę punktowanych czasopism naukowych. Nakład i liczba sprzedawanych egzemplarzy są nieznane. Redaktorem naczelnym jest dr Wojciech Muszyński, jego zastępczynią dr Jolanta Mysiakowska-Muszyńska.

Wydanie: 27/2018

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy