Spotkanie z Putinem

Zapiski polityczne
17 stycznia 2020 r.

Wczoraj, czyli 16 stycznia, brałem udział w zbiorowej rozmowie posłów Sejmu RP z Władimirem Putinem. Podbił nas zupełnie rozumną prostotą myślenia i wypowiedzi. On – bądź co bądź rosyjski car – zachowuje się i mówi jak zwyczajny, rozumny człowiek. Nie okazuje ani pychy, ani też tego, że jest mądry i wykształcony. Myśli i mówi bez uprzedzeń. Nie boi się trudnych pytań i nie podaje banalnych odpowiedzi. Każda, nawet drażliwa sprawa może być rzetelnie omówiona bez ideologicznych uprzedzeń, a pytano go u nas w Sejmie o trudne problemy, takie jak odszkodowania należne Polakom za pobyty w łagrach i na zesłaniach, o dramat czeczeński, o Królewiec (Kaliningrad) i o broń jądrową, jaka tam ponoć jest składowana. I co może najbardziej dziwi, po latach kontaktów z wysokiej rangi dygnitarzami z tamtego obszaru, prezydent Putin nie jest nafaszerowany ideologią. W jego wypowiedziach wybija się wyraźnie praktyczność myślenia i chęć rozwiązywania naniesionych przez historię zawiłości.
Kiedy Jelcyn wyniósł Putina na ten ongiś carski tron prezydenta największego państwa świata, w naszej prasie zaroiło się i roi się nadal od rozważań na temat KGB-owskiej przeszłości prezydenta Rosji. To bardzo polski sposób patrzenia na problemy rosyjskie. Jak trąci policją, to automatycznie musi być podejrzany i uważany za kogoś groźnego dla Polski. Jeśli natomiast jest jakoś tam „anty”, natychmiast nasze media uznają go za kogoś bliskiego i wartego poparcia. Putin z KGB, czyli zły, a może i głupi. Byle Czeczeniec, fundamentalista od bin Ladena, postać wspaniała i godna poparcia, choćby to poparcie narażało Polskę na poważny konflikt z Rosją. Dla wielu ludzi w naszym kraju – i, co najgorsze, dla wielu polityków – każdy konflikt z Rosją jest lepszy od braku takiego zaostrzenia stosunków.
Skąd się to bierze? Odpowiedź nie jest trudna. Z doświadczeń przeszłości. Kłopot tylko z tym, że i sama Rosja i Rosjanie bardzo się zmienili po obaleniu komunizmu. Natomiast spora część Polaków dalej żyje dawnymi fobiami, zapominając przy tym, że głównymi, kilkudziesięcioletnimi ofiarami leninowsko-stalinowskiego systemu zbrodni byli przede wszystkim sami Rosjanie. Przypomniałem tę okoliczność w rozmowie z Putinem i znalazłem zrozumienie. Rosyjski prezydent w późniejszych rozmowach z naszymi przedstawicielami rządowymi wrócił do mojej wypowiedzi, bo przejęło go to, że tak mówi były więzień radzieckich kryminałów i łagrów. Trzeba bowiem rozumieć, że system stalinowski uderzył przede wszystkim w inteligencję rosyjską, wymordowano prawie całą partię socjaldemokratyczną, co mi kiedyś przypomniał Gorbaczow, gdy rozmawiałem z nim w Moskwie na posiedzeniu Międzynarodówki Socjalistycznej. Putinowi powiedziałem, że jest w jego mocy sprawić, by przeszłością obu naszych narodów przestała rządzić przeszłość. Dokładnie moja wypowiedź była taka:
„Polacy jako naród – mówiłem i cytuję to z rękopisu – mają wyniesione z czasów wojny, więzień, wywózek na Sybir oraz innych zdarzeń sięgających korzeniami do czasów Rosji carskiej, mają – powtarzam – wielkie urazy i żale wobec narodu rosyjskiego. Wiele z tych przekonań jest usprawiedliwionych przebiegiem, prawdziwym przebiegiem naszych losów, wiele to normalny żal ludzi skrzywdzonych. Należę do tej części wojennego pokolenia, która wie, jak bardzo w tych samych latach zostali też skrzywdzeni Rosjanie. Mówię o tym publicznie, co nie zawsze budzi wobec mnie sympatię. Jestem już bardzo starym człowiekiem i nie muszę wszystkim się podobać, chciałbym natomiast sprawić, by dawne urazy, nawet uzasadnione, które dzieliły nasze narody w przeszłości, nie zostały przeniesione w przyszłość. Nie możemy dopuścić do tego, by przyszłością obu naszych narodów rządziła historia, która Rosjan skrzywdziła nie mniej niż Polaków. I pan, panie prezydencie, jest władny sprawić, by dawne konflikty nie określały naszej wspólnej przyszłości, by ofiary tego samego zbrodniarza, jakim był Józef Wissarionowicz Stalin, nie pielęgnowały nienawiści, jaką on właśnie zasiał w sercach obu narodów. I to jest moja nadzieja i prośba do pana, że pan rozumie moje oczekiwania. Jak uczy polski papież: nie ma sprawiedliwości bez wybaczenia. Chciałbym dożyć tej chwili, kiedy przeszłość odejdzie, ale zważywszy na mój wiek, ma pan, panie prezydencie, niewiele czasu”.
Na Putinie, jak wspomniałem, te słowa – szczególnie to, co mówiłem o niezgodzie na to, by przeszłość rządziła przyszłością – zrobiły wielkie wrażenie. Mnie powiedział on, że te słowa sobie zapisał, a na drugi dzień, przy urzędowym śniadaniu ponoć jeszcze do tego wracał.
Tak czy owak się stało, warto szukać rozumnej drogi dla przyszłości Polaków i Rosjan, ale tego nie można osiągnąć, jeśli w naszych mediach będą się ustawicznie pojawiać materiały prezentujące współczesną Rosję i zachodzące tam przemiany w krzywym zwierciadle czyjejś głupoty. Weźmy jako przykład sprawę nieszczęsnej Czeczenii. Na krótko przed spotkaniem z Putinem odwiedził mnie pewien mądry Polak związany rodzinnie i biznesowo z tamtą częścią świata i opowiedział mi prawdziwe dzieje konfliktu rosyjsko-czeczeńskiego. Wiarygodność tej wypowiedzi potwierdził sam Putin, relacjonując nam, co – jego zdaniem – wydarzyło się w Czeczenii. Niełatwo było w naszych mediach znaleźć informację o tym, co tam było naprawdę i jak królujący tam fundamentalizm islamski, a także wpływy oraz pieniądze bin Ladena kształtowały przebieg owych krwawych zdarzeń. Nam prezentowano jednak wręcz XIX-wieczną opowieść o walkach wyzwoleńczych na Kaukazie. Cóż, takie mamy media, jakie chcemy mieć.

 

Wydanie: 4/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy