Stefan Chwin do czytania z uwagą

Stefan Chwin do czytania z uwagą

„Pan to jakoś tak zawsze na uboczu, jakby nie chciał pan w nic wchodzić głębiej. Ani po jednej stronie, ani po drugiej. Prawda?”, mówił do niego prof. Józef Bachórz, recenzent jego doktoratu. „Miał rację – odpowiada Stefan Chwin – To była moja busola: żyć na uboczu, a nawet w ukryciu, w nic się nie angażować całym sercem, być niewidocznym, robić swoje, żeby sobie zapewnić warunki do pisania, i nic nad to”.

Oto komfort klerka. „Swobodna obojętność na opinie ludzi, którzy będą mnie żegnać”… „Dziennik pisany w Gdańsku” taki właśnie jest. Rzadko nas zabawia, przeważnie kąsa, zmuszając umysł do pracy.

Oto Stefan Chwin!

„Proszę pana, w tym kraju nie chodzi się w kapeluszu”, upominał go na ulicy pewien „prawdziwy Polak”, pilnujący, byśmy nawet ubiorem nie odrywali się od stada. Może więc to nie jest komfort mieć własne zdanie? Przeciwko mitom, które stały się niepodważalną wiarą? I pomnikom, które wystawiliśmy?

Herbert
Jak do paru zdań skondensować długi wywód?

„Napisał jeden z najbardziej bezwzględnych wierszy z gatunku moralistycznych w literaturze polskiej. Wiersz nosił tytuł »Przesłanie Pana Cogito« i potrafił zaczadzić swoim straceńczym urokiem niemałą liczbę polskich inteligentów, którzy osobiście nie kiwnęli nawet palcem w walce z komunizmem, ale chętnie – owładnięci bezpiecznym podziwem dla Gilgamesza, Hektora i Rolanda – wpatrywali się we wzniosły przykład starożytnych niezłomnych.

(…) W wierszu tym budował dyskryminacyjne przeciwstawienie »wyprostowanych« (sam chciał się do nich zaliczać) oraz »odwróconych plecami i obalonych w proch«. Co rozumiał przez »obalonych w proch«, nigdy nie wyjaśnił, pozostając na zawsze przy enigmatyczności tej obraźliwej formuły, która pogardliwie opisywała niemałą liczbę Polaków, żyjących w Polsce pojałtańskiej.

(…) Kochając Polskę, Herbert widział ją jedynie w osobach opozycyjnych straceńców, sam w wierszu »Pan Cogito o postawie wyprostowanej« utożsamiając się z antycznym samobójcą Katonem z miasta Utyka, który – zgodnie z ideą »ocalałeś nie po to, aby żyć« – swoją niezłomność przypłacił życiem, ale ocalił godność i czystość duszy.

(…) Konsekwentnie zamykał oczy na zmiany systemu komunistycznego, które następowały po roku 1956, bo nie tylko nie chciał ich widzieć, ale też wiedział, że jeśli je uwzględni w swoich wierszach, straci cały urok straceńczego emploi, które przyniosło mu sławę. Dobrze zdawał sobie sprawę, że polskim inteligentom smakował przede wszystkim jako katoński straceniec, piszący piękne, czyste »antyczne« wiersze o niezgodzie na Zło. Czuł, że podoba się Polakom właśnie jako poeta niezłomnego sprzeciwu, i chętnie w tej roli występował. Komunistyczne władze pozwalały mu przemieszkiwać raz w kraju, raz na Zachodzie, bo nigdy jednak nie zdecydował się na pełny status poety-emigranta. Jeśli buntował się przeciwko systemowi, buntował się zręcznie, zapewniając sobie obecność swoich książek w spisach lektur.

(…) Z zastanawiającym uporem »realny socjalizm« w Polsce i po-chruszczowowską Rosję uważał za niezmiennego »potwora Pana Cogito«, tego samego, który przeprowadzał krwawe czystki w latach trzydziestych i strzelał w tył głowy oficerom polskim w Katyniu. Tak myślał o »realnym socjalizmie« nawet w epoce Gierka, udając przy

Stefan Chwin,
Dziennik pisany w Gdańsku,
Wydawnictwo Tytuł, Gdańsk 2025

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 20/2026, 2026

Kategorie: Książki