Monika, czyli singielka

Monika, czyli singielka

05.11.2016 LODZ MANUFAKTURA EMPIK MONIKA JARUZELSKA PROMOWALA SWOJA NAJNOWSZA KSIAZKE ZMIANA NZ. MONIKA JARUZELSKA FOT. PAWEL LACHETA/ EXPRESS ILUSTROWANY/ POLSKA PRESS

Ze spokojem układam się do zimowego snu, świadoma jego nieuchronności. To ostatni etap świadomej zmiany Imię dla starej panny Gdy byłam mała, myślałam, że moje imię to jedynie skrót od nazwy Ministerstwa Obrony Narodowej. Z nieistotnym sufiksem „ika”, który w chwilach drobnych czułości zamieniał się w „iczka”. Rodzinna etymologia mojego imienia pozostaje wciąż niewyjaśniona. Ojciec podobno chciał, żebym była Joanną lub Anną. Bo nawet nie śmiał żonie zaproponować imienia Wanda po swojej matce. Moja mama podeszła do zagadnienia ekonomicznie – i zażądała Zuzanny, jako że urodziłam się 11 sierpnia, w dniu imienin mojej potencjalnej patronki. Gdyby tak się stało, obydwa jubileusze można by odtrąbić jednego dnia. Bez większych ceregieli. Tu ojciec zaoponował. Twierdząc podobno, zupełnie nie w duchu socjalistycznej poprawności politycznej, że Zuzia to panna pokojowa w librettach lub francuskich komediach. Pewno chodziło mu o „Wesele Figara”. Babcia po latach opowiadała, że to ona była pomysłodawczynią mojego imienia. Chciała, aby imię było nowoczesne, a przede wszystkim oryginalne. Natchnęła ją lektura skandalizującej powieści Pera Andersa Fogelströma „Lato z Moniką”. Bohaterka podczas wakacji ucieka z chłopakiem Harrym na wyspę, gdzie spędzają upojne lato. Po powrocie okazuje się, że Monika jest w ciąży. Harry chce ślubu i stabilizacji, ale jej się nie podoba życie rodzinne. Rodzi dziecko i zostawia je chłopakowi. Bardzo szybko na podstawie książki powstał film Ingmara Bergmana, pełen śmiałych scen erotycznych. Monika o twarzy aktorki Harriet Andersson stała się symbolem szwedzkiej rozwiązłości. Prawda jest taka, że książka w Polsce ukazała się dopiero w 1974 r. Ja już miałam 11 lat. Ale sama historia ładna. Najwyraźniej więc inna Monika musiała być dla babci natchnieniem. Może aktorka Monica Vitti? Wtedy filmy Michelangela Antonioniego – „Przygoda”, „Noc” i „Zaćmienie” – podbijały całą Europę. A Vitti jako czołowa muza włoskiego reżysera – stała się ikoną kobiecości. W każdym razie ojciec na propozycję babci miał zareagować entuzjastycznie: – Też o tym myślałem! Córka Stefana Żeromskiego tak ma na imię. Monika Żeromska! Taka jest wersja oficjalna: mam imię po jedynej córce ulubionego pisarza mojego ojca. Jak to się stało, że tym razem wyjątkowo z babcią nie posłuchali się mamy, nie wiem. A prawdziwa geneza imienia wszystkich Monik to greckie słowo monos – osobny, pojedynczy, samotny. I tak, nomen omen, zostałam singielką, a właściwie, zgodnie z tradycyjną nazwą, po prostu starą panną. A gdybym tak została Polą, od poligamii… Zeszyt Mam szary notatnik z telefonami. Właściwie już nieużywany. Ale najcenniejsza w nim jest kartka, na której ojciec wypisał listę imion dla swojego wnuka. Ponieważ nie był zadowolony, w czym oczywiście wtórowała mu mama, z mojego wyboru. Nie wiem, czy to dlatego, że sam do mnie mówił w sposób żartobliwy Gustaw? I dlatego imię wydawało mu się mało poważne? Czy może problemem był Mickiewiczowski bohater – słaby, kochliwy i histeryczny, który dopiero po przemianie w Konrada stał się odpowiednim wzorcem do naśladowania? Nawet jeżeli takie miałby skojarzenia, to przecież imię Gustaw nosili: Flaubert, Mahler, Klimt. No i nasz Holoubek. W zeszycie imiona rozpisał mi w odpowiedniej kolejności: Stefan – wiadomo, no bo Żeromski. Julian – czyli ulubiony poeta ojca, Tuwim. Paweł, Rafał, Maciej – nie mam pojęcia, skąd te pomysły. Adam – pierwszy mężczyzna? Któryś z dwóch panów Adamów M.? Mickiewicz czy Michnik? Michał – na pewno na cześć wieloletniego przyjaciela aż do śmierci, pułkownika Sadykiewicza1. Leon – czyżby Kruczkowski? A może Niemczyk? Kazimierz – chyba Wierzyński. Krzysztof – to na pewno Baczyński. Lucjan – może Rydel? Grzegorz, Piotr, Tomasz, Ludwik, Jacek, Łukasz, Marek, Mariusz, Bogdan – żeby nie było, że dostałam zbyt mało propozycji. Stefana brałam pod uwagę wcześniej, choć też nie wykluczałam Ignacego lub Witolda. Jednak nie miałam żadnych wątpliwości, kiedy w szpitalu przyciskałam do siebie leżące obok mnie zawiniątko w beciku. To mój syn Gustaw. Co do ojca, myślę, że mógł mieć jeszcze inne obawy związane z tym imieniem. Kiedy Gustaw był już Gustawem, ale niezarejestrowanym jeszcze formalnie w Urzędzie Stanu Cywilnego, ojciec dalej drążył temat.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2016, 48/2016

Kategorie: Książki