Opowieści znad stołu i z kniei

Opowieści znad stołu i z kniei

Gdy zaświeciła na niebie pierwsza gwiazda i, jak powiadają najstarsi bacowie z Beskidu Zachodniego – „otworzyła złoty tunel do jądra ziemi, a woda w potokach, strumieniach, rzekach i jeziorach zamieniła się w wino i rozwarła swój kwiat Róża Jerychońska” – stary Jura ustawił nas za stołem w „wiekowym porządku ode drzwi”, aby, jak w górach mawiano: „tymże umierać porządkiem”. Przełamując się opłatkiem, powiedział piękną polszczyzną: – Do siego roku życząc panu bratu Kiedy w rozłące pędzim dni ostatek Choć dziś ten zwyczaj obojętny światu Szlę Ci opłatek Dla nas on zawsze świętość wyobraża: Pamiątkę łaski udzielonej z nieba A oprócz skarbu branego z ołtarza Własny kęs chleba Ojców to naszych obyczaj prastary Rodzinnej niwy maluje dostatek Symbol braterstwa, miłości i wiary Święty opłatek. Taki właśnie był Jura. Białoruski Polak – polski Białorusin. Uściskaliśmy się, a stary połamane kawałki opłatka odłożył do glinianej miski i mrużąc oko, zażartował: – Żywinie naszej, jak każe tradycja, kęs zostawiamy. Konikowi za ciężką pracę i krowie za mleko. I tobie, Cygan, chociaż twój pra-pra-pies oszczekał Pana Jezusa – świsnał na psa i podał mu na dłoni okruszyny. – Wilku, wilku chodź do grochu, a jak nie przyjdziesz do grochu, obyś nie przyszedł do Nowego Roku! – zawołał stary mocnym głosem i po chwili dopowiedział – Ptaszęta, wróblęta, chodźcie ku nam obiadować, a jak teraz nie przyjdziecie, to nie przychodźcie przez cały rok. – Usiadł zmęczony i przez chwilę jedliśmy w milczeniu. Mówią bardzo starzy ludzie, że nieposzanowanie tego świętego wieczoru sprowadzić może na odszczepieńca nieszczęście. Nie wolno w ten wieczór pracować, gniewać się, złościć, krzyczeć, oszukiwać, aby błąkającym się duchom nie „prószyć oczu”. Zaprószyłem spotkanym tego wieczoru duchom oczy. Oszukałem starego Bulandę, jego wnuczki, Bogusia i psa Cygana. Nagrywałem wszystko na magnetofonową taśmę. Chciałem ten magiczny wieczór zapisać później na kartach książki. Ale dobre duchy Bulandowego domu zawieruszyły gdzieś taśmę i magnetofon. Zapis pozostał tylko w mojej głowie, a ta, jak mówi moja Efka: „ciężko przez czas nadwerężona jest. Układa czasem myśli durnowate, jakby je sam blagier Münchhausen wymyślał”. Jedliśmy zupę grzybową z rydzów zabielanych śmietaną, podaną z ryżem na gęsto, zupę migdałową z rodzynkami, szczupaka w sosie chrzanowym z cytryną, karpia na szaro w sosie z rodzynek i migdałów z makaronem polanym zrumienionym masłem, karpia w galarecie, węgorza marynowanego w jarzynie, dynię duszoną z grzankami, fasolę białą z suszonymi śliwkami, kapustę z grzybami, krokiety z ziemniaków, bliny ze śledziami, kołduny z suszonych grzybów i, na koniec, pierożki z suszonymi śliwkami, polane tartą bułką i kwaśną śmietaną. Popijaliśmy lekką wódkę miętową, a bliźniaczki – jedna przed drugą – opowiadały o wigilijnej magii, która po Bulandowych polach, łąkach i lasach – jak mgła karpacka – „oblepia” każdego. – Niech pan to koniecznie zapisze! Dziadek opowiadał, że kiedy pierwsza gwiazda staje nad bukowym lasem, duchy rozpoczynają noc czarów i dziwów. Pod śniegiem rozkwitają kwiaty. Drzewa zakwitają w sadach i owocują. Zwierzęta mówią ludzkim głosem, obudzone pszczoły lepią plastry ze złota, a na dnie zagubionych w lasach jezior dzwonią dzwony – snuła opowieść rudowłosa Hanka. – Wszystko prawda! Wszystko prawda! – pokrzykiwała rozochocona gorzałeczką Anka. – „Ja tam z siostrą byłam, jadłam w sadzie, piłam, po brodzie kapało, w gardle nic nie pozostało. Byłam ustrojona w suknię papierową, w trzewiki szklane, stroik maślany na głowie; niezgrabiasz wziął mnie do tańca, stłukł mi trzewik; gorąco mi było, stroik na głowie się stopił, suknia się zdarła i samam zachorowała. Wyrzucili mnie na gnój, w armatę nabili, jak wystrzelili, tak siadłam tu i siedzę”. Opowiadały o palonych nocą w domach ogniach, aby wędrujące dusze mogły się przy nich ogrzać. O chlebie krojonym ze znakiem krzyża, o rybie, która jest symbolem płodności i odradzania życia. O kapuście – życiodajnym warzywie, dającym siłę i odrodzenie na wiosnę. O grochu – co chroni przed chorobami, o grzybach – przywołujących tych, co odeszli, o maku – symbolu płodności i o miodzie, co sprawia, iż przychylnymi stają się siły nadprzyrodzone.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2004, 52-53/2004

Kategorie: Książki, Obserwacje