Jak Stoch przeskoczył Lewandowskiego

Jak Stoch przeskoczył Lewandowskiego

Zagadki plebiscytu na najlepszego sportowca roku 2017 Wieczorową porą 6 stycznia okazało się, że 83. plebiscyt „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca 2017 r. wygrał nasz mistrz nad mistrze w skakaniu na nartach Kamil Stoch (85 933 głosy). Wyprzedził futbolistę Roberta Lewandowskiego (83 017) oraz młociarkę Anitę Włodarczyk (71 720). Redaktor naczelny dziennika Przemysław Rudzki rozpływał się w zachwytach: „To był niezwykle gorący wieczór, podczas którego Kamil Stoch najlepiej jak tylko umiał przypomniał fanom, że przed rokiem zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni – wygrywając także w 2018. Jego rywalizacja z Robertem Lewandowskim, najlepszym piłkarzem, a także innymi wielkimi Zawodnikami i Zawodniczkami, była emocjonująca jak najlepszy spektakl sportowy. (…) Razem z Telewizją Polsat, której z tego miejsca bardzo chciałbym podziękować, taką mam nadzieję, udało nam się stworzyć emocjonujący thriller, który trzymał w napięciu do ostatnich sekund. Scenariusz i kapitalną puentę napisało życie – to najlepsze, co mogło się wydarzyć. Dziękujemy bardzo, że byliście z nami w ten magiczny wieczór”. Na czym polegała ta magia, o tym poniżej. Kasa z SMS-ów, czyli logika naszych czasów Szefowie „PS” wyczuli pismo nosem, bo po Balu Mistrzów trud wytłumaczenia tego, co się stało 6 stycznia, zrzucili na barki wytrawnego żurnalisty Macieja Petruczenki. „Pasjonujący był ten plebiscytowy finisz i jeszcze raz się okazało, że niekoniecznie wygrywa ten, kto uchodzi za faworyta, a w takiej roli widziano przede wszystkim mesjasza naszego futbolu Roberta Lewandowskiego i będącą od dłuższego czasu jedynym polskim suwerenem na gruncie sportu, niepokonaną od trzech i pół roku królową rzutu młotem Anitę Włodarczyk. Nikt nie powinien mieć z tego powodu pretensji, ponieważ nasz plebiscyt – zainicjowany w 1926 r. przez ówczesnego redaktora naczelnego »Przeglądu Sportowego«, sławnego poetę Kazimierza Wierzyńskiego – miał jedno podstawowe założenie: wyboru dokonują wyłącznie Czytelnicy gazety (z czasem wszyscy kibice), bo wola ludu jest wolą Boga (vox populi, vox Dei). I ta święta zasada wyklucza jakiekolwiek dyskusje. Wierzyński wprowadził pełną demokrację – przynajmniej w sporcie – i ten jego wkład w kulturę życia społecznego warto szanować. (…) Kochany Kamil Stoch wstrzelił się idealnie w finałową rozgrywkę plebiscytową, uświetniając ją triumfem w Turnieju Czterech Skoczni i udowadniając, że lot Polskiego Orła jest obecnie niedościgniony. Tak jak kiedyś sukces Wierzyńskiego splótł się cudownie z sukcesem Konopackiej, tak teraz Stoch, wielki bohater nie tylko polskiego dnia w sporcie, tak bardzo zachęcił do głosowania na finiszu plebiscytu, że o lepszą mobilizację byłoby naprawdę trudno”. Znanego dziennikarza i komentatora, a także autora bestsellera „Śmierć frajerom”, Grzegorza Kalinowskiego, poprosiłem o skomentowanie faktu, że w tegorocznym plebiscycie „PS” najważniejsze trofea zgarnęli skoczkowie narciarscy. Odpisał: „Wygrywają zwycięzcy, a piłkarze nic wielkiego nie wygrali. Awans do mundialu był oczekiwany, nadzieje rozbudziły wyniki z Euro oraz początku eliminacji, ale Lewandowski nie wygrał z Bayernem Ligi Mistrzów, a Krychowiak wypadł z PSG. Glik sensacyjnie został mistrzem Francji, jednak to było pół roku temu. Za to skoczkowie zwycięsko finiszowali w momencie, gdy głosowano. Na świecie jest o tym niewiele, skoki nie są globalnym sportem, ale żużel, piłka ręczna i skoki to nasze specjalności. Że słabo? Powiedzcie to Amerykanom, Kubańczykom i Japończykom zakochanym w bejsbolu, sześciu narodom i okolicom goniącym za jajowatą piłką rugby oraz wyznawcom krykieta”. Od słowa do słowa wywiązała się krótka polemika. Grzegorzu, super, ale chodziło mi także o to, czy jest sensowne i stosowne, żeby na sportowca roku 2017 głosowano jeszcze 6 stycznia 2018 r. – Oczywiście, że jest sensowne, bo przynosi kasę z SMS-ów, taka jest logika naszych czasów. Kasa z SMS-ów to oczywiste, ale czy wyniki z 2018 r. należy zaliczać do 2017? Czy wszystko jest podporządkowane hasłu: kasa, misiu, kasa? – Przecież dla wielu „Wójt” (niedawno zmarły Janusz Wójcik – przyp. red.) to trener tysiąclecia! Logika naszych czasów, ale czy naprawdę musimy się na to godzić? – Pytasz, odpowiadam, analiza nie oznacza akceptacji. Niedosyt i rozgoryczenie Kilka dni po gali na łamach „PS” felieton zamieścił były znakomity piłkarz Dariusz Dziekanowski. Przytaczam najistotniejsze fragmenty: „Tradycyjnie na początku stycznia

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 03/2018, 2018

Kategorie: Sport