Selekcjoner potrzebny od zaraz

Selekcjoner potrzebny od zaraz

Już od wielu lat selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski faktycznie wybierają media oraz tak zwana opinia publiczna

Niedawno Zbigniew Boniek powiedział o dziennikarzach: „Wydaje im się, że coś mogą, ale tak naprawdę nie mają na to żadnego wpływu, jaką podejmę decyzję”. Wypada jedynie trzymać prezesa PZPN za słowo, wcześniej bowiem bardzo różnie z tym bywało. Odnosiło się wrażenie, że w kwestii wyboru selekcjonera najmniej do powiedzenia mieli ci, którzy go zatrudniali i którzy mu płacili.

Na początku był Smuda

Zacznijmy od najbardziej spektakularnego przypadku ostatnich lat – Franciszka Smudy, który pracował z kadrą narodową od 29 października 2009 r. do 30 czerwca 2012 r. Na stronie internetowej Soccerlog.net w artykule „Czy Franek Smuda uczyni cuda?” (24 listopada 2009 r.) Damian Zawiliński napisał m.in.: „Czekał dziesięć lat i się doczekał! Spełniło się marzenie Franciszka Smudy, który przed kilkoma dniami został wybrany na nowego trenera reprezentacji Polski. Decyzji PZPN można było się spodziewać i wybór coacha Zagłębia Lubin na stanowisko sternika kadry nie był dla nikogo wielkim zaskoczeniem. Po nieudanych eliminacjach do MŚ kibice oczekują wprowadzenia nowej jakości w polskiej kadrze, zmian mających na celu osiągnięcie wyników, dzięki którym na Euro 2012 Polska będzie ekipą, z którą liczą się najsilniejsze teamy Europy, a co ważniejsze, nie da kolejnej plamy. Nad biało-czerwonymi panować ma wybraniec kibiców, mediów i dziennikarzy, czyli Franciszek Smuda! Oczekiwania są ogromne, czy Smuda sprosta wymaganiom, czy uczyni cuda?
Wybór zagranicznego coacha od początku nie wchodził w grę. Zarząd PZPN po dymisji Leo Beenhakkera zastrzegł, że następcą Holendra będzie nasz rodak. Dlaczego wybór padł na Smudę? Ostatnimi czasy trwa nagonka kibiców, mediów i całego polskiego piłkarskiego świata na PZPN. Po odejściu Beenhakkera z reprezentacji polscy fani i dziennikarze mówili jednym głosem – chcemy Smudę!”.
Ciekawa i typowa (jeśli chodzi o sposób stadnego myślenia) jest konkluzja autora cytowanego artykułu: „Można wysnuć wniosek, że wybór obecnego jeszcze trenera Zagłębia Lubin na stanowisko wodza biało-czerwonych przez zarząd PZPN jest próbą przypodobania się kibicom, którzy domagali się nominacji Smudy… Trudno jest sobie wyobrazić, jak wyglądałaby kolejna akcja sprzeciwu przeciwko »leśnym dziadkom«, gdyby np. selekcjonerem pozostał Stefan Majewski”. Smuda czyni cuda! – hasło to funkcjonuje już od dłuższego czasu w polskim futbolu. Franz postrzegany jest jako człowiek, który potrafi odnieść sukces z każdym zespołem, z którym pracuje. Andrzej Grajewski – człowiek, który kiedyś wynalazł ówczesnego selekcjonera reprezentacji Polski i wprowadził do łódzkiego Widzewa, na pytanie, dlaczego Smudzie wciąż się udaje, odpowiada bardzo krótko: „On po prostu ma farta!”.

Swój czy obcy

Jakiego „farta” miał Smuda z reprezentacją podczas Euro 2012, przekonaliśmy się nadzwyczaj boleśnie. Jak wspomniałem, już od wielu lat selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski wybiera tzw. opinia publiczna i można sądzić, że najmniej do powiedzenia mają ci, którzy go zatrudniają oraz – a to równie ważne – mu płacą. Także od wielu lat toczą się spory, de facto bezpłodne, czy lepszy fachowiec rodzimy czy zagraniczny. Fakty przemawiają niezbicie za rodzimymi. To przecież (kolejno) Kazimierz Górski (1974 r. – trzecie miejsce), Jacek Gmoch (1978), Antoni Piechniczek (1982 – trzecie miejsce i 1986), Jerzy Engel (2002) i Paweł Janas (2006) wprowadzali drużynę narodową na światowe salony – czytaj: do finałów mistrzostw świata. Jedynym osiągnięciem cudzoziemca Leo Beenhakkera (w PZPN od lipca 2006 r. do września 2009 r.) było wywalczenie, po raz pierwszy w historii, awansu do finałowego turnieju mistrzostw Europy (Austria 2008). Uporczywe wmawianie, że jedynie ktoś „obcy” może podźwignąć naszą reprezentację, jest zatem całkowicie nieuzasadnionym mitem.
Niestety, historia, co nie jest niczym odkrywczym, lubi się powtarzać. Znów trwają gorączkowe poszukiwania i rozważania, kto może objąć funkcję nowego selekcjonera. Polak czy cudzoziemiec, tańszy czy droższy? Każdy wariant ma gorących zwolenników. Wypytywany o to sekretarz generalny PZPN Maciej Sawicki stwierdził niedawno: „Co do pieniędzy, są one sprawą drugorzędną. PZPN stać na dobrego trenera z zagranicy. Jeśli znalazłby się ktoś, kto zagwarantuje nam postęp, dobre wyniki, to nie zawahamy się, aby sięgnąć do kieszeni. Nawet głęboko”. Nie jestem do końca przekonany, że sekretarz wiedział, co mówi. Trener może się starać o postęp i wyniki, ale o takim, który na dzień dobry zagwarantuje sukces, jak długo żyję, nie słyszałem!
A pod rozwagę poddaję fragment artykułu „Kto za Janasa” opublikowany w „Gazecie Wyborczej” z 12 lipca 2006 r.: „Hitzfeld, Antić, Terim, Olsen, Fernandez, Tigana, Santini, Beenhakker, Van Gaal, Voeller, Topmoeller, Ranieri, Milutinović, Daum – prezes PZPN jednym tchem wymieniał nazwiska wielkich trenerów. – Z trzema-czterema z nich porozmawiam i zapytam, co by było, gdyby od 14 lipca reprezentacja Polski potrzebowała nowego selekcjonera – mówi Michał Listkiewicz. A dobrze poinformowani tylko się z tego śmieją, bo kadrę i tak poprowadzi Polak. – Gdyby nie totalne zaszczucie, wtrącanie się do tego wszystkiego polityków – rzecz nie do pomyślenia w Skandynawii czy krajach Beneluksu – Janas zostałby przynajmniej do końca roku. I wtedy podjęlibyśmy decyzję. Jego ewentualny następca miałby cztery miesiące spokojnej pracy, a nie – jak teraz – dwa przed pierwszym meczem eliminacji Euro”. Polscy kandydaci Listkiewicza na selekcjonera to Stefan Majewski, Dariusz Wdowczyk, Jan Urban, Ryszard Tarasiewicz, Grzegorz Mielcarski, Mirosław Trzeciak. Ale według informacji „GW” faworytami do objęcia reprezentacji są Jan Urban oraz Ryszard Tarasiewicz. „Ten pierwszy zakończył karierę w Hiszpanii, gdzie grał w Osasunie Pampeluna, a obecnie pracuje w hiszpańskim klubie z juniorami. Na zatrudnienie Urbana namawia Michała Listkiewicza były trener kadry Janusz Wójcik. Innym kandydatem na szkoleniowca jest Ryszard Tarasiewicz, były reprezentant, który w poniedziałek zrezygnował z pracy w drugoligowym Śląsku Wrocław (…). Niewykluczone jednak, że Tarasiewicz i Urban na równych prawach poprowadzą polski zespół. Taki model stosowali Szwedzi, których jeszcze do niedawna prowadził duet trenerski Lars Lagerback oraz Tommy Soederberg”.

Raz tak, raz inaczej

Oto przykład, do jakiego medialnego zawrotu głowy można doprowadzić, jak stosunkowo łatwo wmówić, że polska piłka znalazła się w sytuacji, w której selekcjoner potrzebny jest od zaraz… A przecież ci, którzy nawołują do zmian, zachęcają, podrzucają nazwiska kandydatów, nie odpowiadają za nic! Co więcej, nie przypominam sobie przypadku, żeby po fakcie ktoś potrafił przyznać, że się pomylił. Aż się prosi, by przypomnieć, co po nominacji (na początku lipca 2006 r.) holenderskiego fachowca kilkakrotnie powtarzał ówczesny członek Prezydium PZPN, Grzegorz Lato: „Prasa chciała cudzoziemca, więc go ma, zobaczymy, co napisze, jak eksperyment się nie uda”. Doskonale pamiętamy, co pisano, kiedy ów eksperyment z Beenhakkerem się nie udał i sięgnięto po Smudę: „Wybór zagranicznego coacha od początku nie wchodził w grę”… Raz tak, raz owak – zawsze „nasze pozostaje na wierzchu”? Prezesa PZPN trzymamy za słowo.

Wydanie: 42/2013

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy