Od zawsze wiedział, że będzie trenerem

Od zawsze wiedział, że będzie trenerem

10 najlepszych trenerów na świecie to ci, którzy wydali najwięcej na transfery

Michał Probierz – (ur. 24 września 1972 r. w Bytomiu) grał jako pomocnik lub boczny obrońca w klubach: ŁKS Łagiewniki Bytom, Rozbark Bytom, Gwarek Zabrze, Ruch Chorzów, Bayer Uerdingen, SG Wattenscheid 09, Górnik Zabrze, Pogoń Szczecin i Widzew Łódź. W pierwszej lidze wystąpił w 260 spotkaniach i strzelił dziewięć goli. Jako trener pracował w Polonii Bytom (dwa razy), Widzewie Łódź, Jagiellonii Białystok (dwa razy), ŁKS Łódź, Arisie Saloniki, Wiśle Kraków, GKS Bełchatów, Lechii Gdańsk. Trener Roku 2010 (nagroda „Piłki Nożnej”), Trener Sezonu 2014/2015 (nagroda Ekstraklasy SA) i trener 90-lecia Jagiellonii.

Panie trenerze, ponieważ jest pan doskonale znany sympatykom piłki nożnej, nie traćmy czasu na „przybliżanie sylwetki”, ale od razu przystąpmy do dzieła. Jak zostaje się trenerem?

– Dzięki mojemu chrzestnemu Franciszkowi Timowi, byłemu piłkarzowi Ruchu Chorzów. Był trenerem i od dziecka wyjeżdżałem z nim na obozy. Sam pierwszy kurs trenerski ukończyłem w Niemczech w 1994 r. Właściwie od zawsze wiedziałem, że w przyszłości chcę pracować w tym zawodzie. Przez ponad 20 lat prowadzę różne zespoły – od młodzieżowych, poprzez piłkę halową, do Ekstraklasy.

W 64. minucie meczu Widzewa z RKS Radomsko (21 maja 2005 r.) doznał pan niezwykle ciężkiego urazu – zerwania więzadeł krzyżowych. To zmusiło pana do zakończenia kariery, ale prawdę powiedziawszy, młodzieniaszkiem już pan nie był. Trauma nie była chyba taka straszna?

– Już wcześniej było postanowione, że w czerwcu kończę z graniem, a w maju przytrafił się taki uraz. Był to dla mnie bardzo trudny okres, bo musiałem podjąć nieodwołalną decyzję o zakończeniu kariery zawodnika. Z perspektywy czasu uważam jednak, że paradoksalnie ta fatalna kontuzja mi pomogła, gdyż wtedy nikomu nawet nie przychodziło do głowy, by mnie namawiać, żebym nadal grał w piłkę.

Wszystko potoczyło się błyskawicznie, bo już 6 października 2005 r. został pan trenerem drugoligowej Polonii Bytom, zastępując Marcina Brosza. Zapewne potrzeba było odwagi, żeby zdecydować się na podjęcie pracy szkoleniowca na tak wysokim, bo drugoligowym pułapie.

– Rzeczywiście bardzo szybko przeszedłem na drugą stronę barykady. Mogę tylko podziękować ówczesnemu prezesowi klubu Damianowi Bartyli, który wierzył wtedy we mnie i chciał, żebym przejął zespół po Marcinie. Była to trudna decyzja z kilku powodów. Po raz pierwszy miałem pracować z zespołem tak wysokiego szczebla, w dodatku zajmowałem miejsce dobrego kolegi, z którym kiedyś razem graliśmy.

Nie ma złotego środka

7 kwietnia miną dwa lata, odkąd zastąpił pan Piotra Stokowca w Jagiellonii. To pana powrót do tego klubu. Dostrzega pan jakieś różnice w porównaniu z poprzednim (2008-2011) okresem?

– Po pierwsze, drugie i trzecie to piękny, nowoczesny stadion. Warto natomiast zauważyć, że w porównaniu z pierwszym okresem mojej pracy w Białymstoku Jagiellonia jest zespołem znacznie bardziej rozpoznawalnym, który już trzykrotnie rywalizował w europejskich pucharach. Takie doświadczenie zawsze procentuje. Jest to wreszcie klub, który sukcesywnie promował i promuje wielu zawodników i dlatego chętnie tutaj przychodzą.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 12/2016

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy