Stracone pokolenie?

Stracone pokolenie?

Fot. NUR Photo/East News

Francuski system edukacji wyższej ponosi właśnie sromotną klęskę

W 2025 r. we Francji ponad 20% osób poniżej 24. roku życia poszukiwało pracy – to najwyższy taki wskaźnik w całej Unii Europejskiej. A jeśli wziąć pod uwagę także ukryte bezrobocie, może on przekraczać 25%. Według oficjalnych informacji obecnie aż 21,5% aktywnych zawodowo młodych ludzi poszukuje pracy. W ostatnim kwartale 2025 r. odsetek bezrobocia w tej grupie wzrósł o 2,4 pkt proc. – znacząco w stosunku do ogólnego poziomu bezrobocia, które w tym samym okresie zwiększyło się jedynie o 0,2 pkt proc., osiągając w całym kraju 7,9%. Oznacza to, że pod koniec ubiegłego roku 742 tys. młodych ludzi pozostawało poza rynkiem pracy – o 126 tys. więcej niż rok wcześniej. Sytuacja z roku na rok się pogarsza – młodzi Francuzi, nawet po najlepszych uniwersytetach, nie mają perspektyw na pracę. W oczywisty sposób przekłada się to na nastroje społeczne i wzrost poparcia dla najbardziej skrajnych ugrupowań politycznych.

Upadły mit merytokracji

Problem bezrobocia młodych od lat pozostaje jednym z najbardziej palących wyzwań społecznych we Francji. Skala trudności, z jakimi mierzy się pokolenie wchodzące na rynek pracy, jest ogromna. Głównym tego powodem jest niepowodzenie systemu merytokracji, oznaczającej w założeniach republikański model społeczeństwa, w którym pozycja i sukces jednostki powinny zależeć od talentu, pracy i osiągnięć, a nie od pochodzenia czy majątku rodzinnego.

Cały francuski system oparty na grandes écoles, wielkich szkołach, takich jak Sciences Po (druga najlepsza uczelnia po Harvardzie), HEC Paris (prestiżowa szkoła handlowa) czy ENS (kształcącej przyszłych naukowców, badaczy, wyższą kadrę urzędniczą), oraz na wymagających konkursach republikańskich, przeprowadzanych na stanowiska w administracji publicznej, szkolnictwie czy innych działach sfery budżetowej, poniósł klęskę. Młodzi ludzie, którym udało się dostać na najlepsze uczelnie, byli i są karmieni wizją prestiżowej pracy po ukończeniu studiów. Merytokracja ma być dowodem na to, że wszystko jest możliwe – dla tych, którzy „odpowiednio się postarają” i „wykorzystają swoje szanse”.

Jednak narracja ta pomija wpływ pochodzenia na rozwój kariery i staje się narzędziem budowania poczucia winy – sugeruje bowiem, że brak sukcesu wynika przede wszystkim z niewystarczającego wysiłku jednostki, nie zaś z nierówności społecznych czy problematycznego rynku pracy. System, udając, że nagradza zasługi, w praktyce karze tych, którzy od początku mieli najmniejsze szanse.

Oto dlaczego ten mit się rozpada.

Bezrobotni po Sciences Po

Nie chodzi tu jednak tylko o „dobre urodzenie” czy inny rodzaj uprzywilejowania – obecnie nawet młodzi wywodzący się z zamożnych rodzin nie są w stanie znaleźć zatrudnienia. Problemem jest ogólna inflacja akademicka i umasowienie studiów, przy jednoczesnej deprecjacji i degradacji szkolnictwa zawodowego.

Marc, świeży absolwent kierunku finansowego na Sciences Po, tak podsumowuje problemy, z którymi mierzy się jego pokolenie: „Mamy do czynienia z upowszechnieniem dyplomów wielkich szkół, na niespotykaną skalę – przeszliśmy z wydawania kilkuset dyplomów rocznie do kilku, kilkunastu tysięcy – w finansach, inżynierii itd. Tymczasem miejsc pracy ubywa, a my mierzymy się z najgorszym od 30 lat kryzysem budżetowym”.

Marc wyjaśnia, że od kiedy zaczął poszukiwanie pracy, wysłał prawie 300 zgłoszeń. Jedynie na ok. 4% otrzymał odpowiedź umożliwiającą udział w rozmowie kwalifikacyjnej. W biurze pośrednictwa pracy (France Travail) spotkał się z niezrozumieniem i bezradnością – wśród urzędników niższego szczebla pokutuje bowiem przekonanie, że Sciences Po jest uczelnią prezydentów i premierów, której dyplom wyklucza bycie bezrobotnym. Jednak, jak przyznaje Marc, rozpoczęty proces rekrutacyjny daje spore szanse na otrzymanie oferty pracy. Według niego mniej więcej co druga rozmowa może się zakończyć sukcesem, ale dzieje się to kosztem długich i wyczerpujących procedur. Rekrutacje trwają często nawet dwa miesiące i obejmują od trzech do pięciu i więcej etapów rozmów – nawet na stanowiska juniorskie czy pierwszego szczebla.

„To nie jest rzeczywistość, którą nam obiecywano. Sprzedawano nam wizję, według której grande école automatycznie otwiera drogę do kariery, szybkiego wejścia na rynek pracy i prestiżowych stanowisk. A dziś nawet z dyplomem renomowanej uczelni trzeba walczyć o samą rozmowę kwalifikacyjną, a potem godzić się na bardzo długie i niezwykle selektywne procesy – nieraz po to, by otrzymać stanowisko znacznie niższe od tych, o które absolwenci tych szkół mogli się ubiegać jeszcze kilka lat temu”, w opinii Marca problem wykracza poza jego osobiste

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 25/2026

Kategorie: Świat