Świętujący inaczej

Te dni mogą być gorsze niż zapowiadane pierwsze sto dni rządów POPiS-u. Nadchodzą bowiem święta.
To czas szczególny w naszym kraju, radosny inaczej. Już od 1 listopada grasują, najpierw w okolicach supermarketów, hordy świętych Mikołajów, zwanych nowocześniej Santa Klausami. Nie przepuszczą nikomu. Nawet geje i lesbijki w te święta mogą liczyć na prezenty. Mikołaje to nie urzędnicy stanu cywilnego, oni konfliktów sumień nie mają. Kochający inaczej mogą nawet pocałować inaczej prezent. Nawet jeśli wśród nich zaplątałby się jakiś aktywista Mikołaj Wszechpolak. Wtedy tylko rózga.
Im bliżej końca grudnia, tym święto-Klausy stają się coraz bardziej nachalni. Nie stać Cię na prezent, nie ma sprawy, oto szybki, pieniężny kredycik. Weźmiesz, kupisz, do następnych świąt spłacisz. Nie wolno Ci nie świętować. Nie wolno Ci pomyśleć, że Cię nie stać, wszak to święta. A to jakże niebezpieczna dla domowego budżetu pora. To czas świątecznej, ekonomicznej przemocy w rodzinie. Nadal popieranej przez wszystkie świąteczne Kościoły.
Ale nadchodzi czas nie tylko świątecznej ekonomicznej przemocy. Święta to również przemoc kulinarna. Dni gorsze niż przedszkolne środy, gdy serwowano gotowaną marchewkę. W Wigilię musisz zjeść, spróbować tych kilkunastu potraw. Zwykle niedobrych, niedoprawionych. Zauważcie, że większości wigilijnych, czyli świątecznych potraw na co dzień już się nie je. Nie dlatego, że to drogie, trudno dostępne rarytasy. Wigilijne żarcie normalnie jest niejadalne. Cóż z tego, że nawet Kościół kat. ujął się tym razem za molestowanymi kulinarnie żołądkami i pozwolił stawiać na wigilijnym stole golonkę. Tradycyjnie jej czas następuję po Wigilii, kiedy już wszystkie zwierzęta skorzystają z przydzielonego im czasu antenowego na wypowiedzenie się ludzkim głosem.
Pierwsze dwa dni powigilijnych świąt to w naszym kraju czas zbydlęcenia kulturalnego. To żarcie, picie i trawienie przy nastawionych na maksa telewizorach. Je się tłusto, pije mocno, ogląda najgłupsze pozycje z repertuaru. Zero pracy umysłowej. Rzadko kto zdobędzie się na minimum wolności i skorzystanie z offowej funkcji pilota. Telewizyjna rodzinna przemoc jest silniejsza. To jak z paleniem. Co z tego, że ty nie palisz, skoro robią to inni w twojej obecności. I tak się zanurzasz w tym czadzie.
Oczywiście, zawsze możesz wyjść ze świątecznego domu. Święta to przecież impreza rodzinna, a odwiedzanie Twojej dalszej świątecznej rodziny to świąteczny przymus. Musisz zjeść ze wszystkimi, wypić ze wszystkimi, ze wszystkimi zaśpiewać. To czas świątecznej przemocy w rodzinie. Przemocy inaczej.
Świąteczny terror przymusowego świętowania jest tak silny, że nie ma gdzie przed nim w kraju uciec. Wszędzie wyprężone, niczym stójkowi, choinki. Wszędzie sączący się jad świątecznych melodii. Skuwające umysły niczym kajdanki, dżinbinbelle. Nastawione na maksa \”Ciche noce\”.
Nic dziwnego, że coraz więcej obywateli III RP zamiast kredytów na zakupy świąteczne bierze je na wyjazdy z kraju. Świąteczną emigrację. Kiedyś Żydzi wyszli z Egiptu, bo nie mogli świętować. Dzisiaj Polacy ruszają tam, aby móc nie świętować. Uciec przed wszechobecnym, komercyjnym przymusem świętowania.
Bo w Polsce tak już jest, że łatwiej być sobą na emigracji. Zwłaszcza w święta.

Wydanie: 52-53/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy