Swobodne spadanie w Lauterbrunnen

Swobodne spadanie  w Lauterbrunnen

W tej dolinie zginęło już ponad 40 osób. Ale BASE jumperzy zamiast opłakiwać śmierć, celebrują życie

Skaczą z budynków, masztów, przęseł i naturalnych wzniesień – stąd akronim BASE od angielskich słów: building, antenna, span, Earth. W górzystej Szwajcarii – najczęściej z urwisk i klifów. Najchętniej z tych otaczających Lauterbrunnen. To baza BASE jumperów. Dolina adrenaliny, dolina endorfin – jak przekonują, po skoku dostają ich uderzeniową dawkę – wreszcie dolina śmierci. W ciągu dwudziestu paru lat zginęło tu ponad 40 osób. Ale gdy śmierć zabiera kogoś z ich społeczności, organizują party i szaleńczo się bawią. Bo, jak twierdzą, kochają i celebrują życie. A śmierć? Dobrze czasem się o nią otrzeć. Wtedy bardziej ceni się życie. I intensywniej żyje.

Pierścień adrenaliny

Siedzę na ławce, ustawionej tu specjalnie, bo wielu turystów przychodzi, by popatrzeć. Jest ciepły sierpniowy dzień, sobota. Przede mną łąka ze skoszoną trawą. Rolnicy nie będą mieć powodów do narzekań, że ktoś niszczy ich uprawy. Kilka gospodarstw i tuż za nimi potężna, niemal kilometrowa, pionowa skała. Wpatruję się w nią; długo nie muszę czekać.

Widzę maleńki punkt, niemal niezauważalny na tle gigantycznego klifu. Leci wzdłuż skały, niebezpiecznie blisko niej, z niesamowitą szybkością. Zrywam się, chcąc zrobić zdjęcie. Punkt mija skałę i przelatuje nad łąką, by blisko ziemi otworzyć spadochron. Widzę kolejne punkty. Słyszę charakterystyczny furkot spadającego ciała w obszernym kostiumie. Widowisko z kilkoma skoczkami trwa może półtorej minuty. Są jak meteoryty, spadają tak szybko, że trudno pomyśleć życzenie, zrobić zdjęcie. Czasami, po zderzeniu ze skałą lub ziemią, giną. Cztery dni później o te klify rozbije się dwóch jumperów.

Dolina Lauterbrunnen w Alpach Berneńskich jest bajkowa. Otoczona masywnymi klifami, przecięta strumieniami, ze skalnymi wodospadami i intensywną zielenią. Wysoko nad urwiskami wznosi się potężny czterotysięcznik Jungfrau, w asyście masywnego Möncha i owianego mroczną sławą Eigera. W położonej w dolinie miejscowości, oddalonej od Berna o jakieś 70 km, BASE jumperzy są niemal tak samo liczni jak zakochani w szwajcarskich landszaftach turyści z Chin czy Indii. Najczęściej dwudziesto-, trzydziestoletni mężczyźni z zaokrąglonymi plecakami, do których spakowali kostium, z wystającymi peryskopami kamerek GoPro. Śpieszą się na kolejny kurs kolejki, by wjechać na górę. I skoczyć z jednego z kilkunastu tzw. exit pointów (punktów wyjścia) o różnym stopniu trudności. Każdego roku miłośnicy tego ekstremalnego sportu z całego świata skaczą z tutejszych klifów 18-20 tys. razy.

Floriana, fizyka, naukowca z Austrii, i Charles’a, księgowego z Paryża, spotykam w barze Basepoint, jednej z baz fanów sportu. Mają po 26, 27 lat. Jest godz. 10 rano – właśnie wrócili z pierwszego dziś skoku. Podekscytowani, z uśmiechem opowiadają o wrażeniach. Co najbardziej lubią w BASE? – Absolutną wolność. Jesteś tylko ty i twój spadochron. Każdy odpowiada za własne decyzje. Nikt ci nie mówi, że jesteś za mało doświadczony, by skądś skoczyć – podkreśla Florian (ponad 200 skoków na koncie). – I oczywiście sam lot, swobodne spadanie. Wtedy o niczym innym nie myślisz. Jesteś tu i teraz, maksymalnie skoncentrowany.

– Skok może trwać jedynie 15 sekund, ale jest tak intensywny, że wydaje ci się, że to znacznie dłużej – entuzjazmuje się Charles. Ma za sobą 50 skoków. – Najmniej przyjemne są pierwsze trzy sekundy, nim nabierzesz prędkości. Czujesz, że spadasz. Później twój mózg odbiera to jako lot.

Wychodząc z baru, w drzwiach mijam kolejnego skoczka. Zagaduję, jak było. I który to skok. – Dopiero zaczynam, 22. – mówi młody Szwajcar z okolic Lozanny. Czy się boi? – Tak, ale uczucie podczas skoku jest niesamowite. I zresztą dobrze, że się boję. Gdybym się nie bał, już bym nie żył – wyjaśnia. Dodaje, że atmosfera tutaj, pośród dzielących pasję ludzi z różnych stron świata, jest wspaniała. – BASE jumperzy są dla siebie jak bracia i siostry. Więzi stają się tu naprawdę bliskie. Ludzie razem skaczą, dzieląc mocne emocje, razem bawią się wieczorami. Zawiązują się przyjaźnie, bywa, że miłości – zdradza Charlotte, właścicielka Hornera – pubu i hotelu, kolejnej miejscówki BASE w Lauterbrunnen.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 35/2016

Kategorie: Obserwacje

Komentarze

  1. bauman
    bauman 29 listopada, 2016, 14:03

    Wspaniały język, słowa pełne obrazu i wyrazu. Czytam i wydaje mi się że jestem w tamtym powietrzu. Dawno nie czytałem tak dobrego tekstu…mogę jedynie porównać go z opowiadaniami Amona Oza. Gratuluję polotu i edukacji.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy