Z szablą Kmicica na kabel!

Z szablą Kmicica na kabel!

Rankiem, 17 listopada “Gazeta Wyborcza”, piórem redaktorów Kublika i Bosackiego, wyrwała Polaków z letargu alarmem:
“Bez wiedzy i bez zezwolenia naszych władz, bez zezwolenia na budowę i bez korzyści dla naszego kraju biegnie przez sam środek Polski – wzdłuż rurociągu jamalskiego – supernowoczesny kabel telekomunikacyjny o wielkiej pojemności. Połączy Rosję z Niemcami”.
Dramatyczną wymowę zamieszczonego na pierwszej stronie, obszernego artykułu ilustrowała duża mapa Polski przeciętej na pół przez – jak to nazwano – “eksterytorialną infostradę z Rosji do Niemiec przez Polskę”. Temat rozwijał artykuł pt. “WIELKI TAJEMNICZY KABEL”, ciągnący się na bitych, dalszych dwóch kolumnach tekstu. Jego konkluzja: “Państwo straci suwerenność w zakresie przepływu teleinformacyjnego”.
Nic dziwnego, że po tej lekturze poziom adrenaliny w mojej krwi wzrósł do maksymalnego poziomu – oto cichaczem Niemcy i Rosja porozumiewają się nie tylko ponad naszymi głowami, ale i przez nasze terytorium. Zapachniało mi paktem Ribbentrop-Mołotow, a już co najmniej ideą jakiegoś eksterytorialnego korytarza.
Jednak w państwie prawa najpierw należało poczekać na stanowisko polskiego rządu – czy okaże stanowczość i nakaże szwadronom koparek przecięcie kabla w świetle telewizyjnych reflektorów. Oczyma duszy widziałem szarżujące koparki, z łyżkami uniesionymi dumnie do góry, gdy z potężnych megafonów rozlegają się dźwięki “Roty”.
Wieczorem jednak spotkało mnie duże rozczarowanie. Wicepremier Steinhoff (nomen omen) nie zajął zdecydowanie patriotycznego stanowiska i powiedział wymijająco, że powołano zespół do zbadania sprawy! Już Parkinson pisał, że jak się chce sprawę rozmydlić, to trzeba utworzyć komitet. Cóż, minęły czasy, gdy polski rząd zapowiadał, iż “nie oddamy ani guzika”. Dopiero telewizyjne “Wiadomości” pokazały, że są jeszcze dzielni Polacy-patrioci, gotowi wziąć prawo w swoje ręce. Oto Daniel Olbrychski, samotrzeć, z szablą Kmicica, szarżował na własny portret eksponowany w Zachęcie!
Czyż to nie jest wzór dla naszej młodzieży, aby pod pana Daniela przewodem, z szablą Kmicica, albo lepiej ze Scyzorykiem Gerwazego, ruszyła na ów wielki, tajemniczy kabel i – jak to w zaściankach bywało – po prostu go rozsiekała? A gdyby Danielowi-Jędrkowi animuszu nie stało, to na czele pospolitego ruszenia mógłby stanąć nasz czołowy raptus i egzekutor ludowego prawa – pan Andrzej Lepper. Zaszył się on gdzieś w swym Sulejówku, ale ojczyzna w niebezpieczeństwie, więc pora go wezwać, zebrać rolnicze koparki, a nawet siekiery i motyki i… hajże na kabel!
Jednak kolejne dni przynosiły coraz bardziej uspokajające wiadomości. Nie taki kabel straszny, jak go “Wyborcza” maluje. Okazało się, że polskie firmy mają pewien udział w jego funkcjonowaniu, a ta informacyjna rura nie ma służyć rosyjsko-niemieckim konszachtom, lecz być elementem sieci łączącej sieć europejską z siecią rosyjską. A przecież Polska jest też węzłem światowej i europejskiej sieci teleinformacyjnej, więc i my korzystamy na tym światłowodzie i wejściach do niego.
Poza tym kabel nie jest rurą. O ile gazociąg to rzecz niezmierne kosztowna, każdy jego metr kosztuje miliony, a jego układanie na dnie morza jest technologicznie niezmiernie skomplikowane i jeszcze bardziej kosztowne, to kabel światłowodowy o ogromnej przepustowości jest niezmiernie tani, a technikę kładzenia kabli podmorskich opanowano już w XIX w. Rosja może się bez trudu połączyć z Niemcami, układając światłowód na dnie Bałtyku.
Czy więc cała ta afera jest dziennikarskim robieniem wiele hałasu o nic? Niezupełnie. Awantura o kabel, wykazuje jak na dłoni, że świadomość polskich elit intelektualnych i politycznych jest wyznaczana przez myślenie w kategoriach przeszłości i obaw, a nie przyszłości i szans.
Łączność internetowa jest pakietowa – fragmenty danych podróżują różnymi liniami, a ich scalenie odbywa się dopiero u adresata. W Internecie nie ma ani eksterytorialności, ani wyłączności. Ani tym bardziej kontroli państwowej nad przesyłanymi bitami. Nie ma odprawy paszportowej ani celnej, choć można mierzyć i pobierać opłaty za ilość przesyłanych bitów. Kable szerokopasmowe mają służyć głównie dla transmisji wideo, a ta programom telewizyjnym. Czy tak bardzo należy się martwić, że kablem rosyjskim mkną z zachodu na wschód telenowele, filmy akcji czy soft i hard porno pani Orlowski? A nawet gdy przesyłane są rozmowy telefoniczne, to przecież “to ludzka rzecz pogadać”, jak głosi reklama sieci komórkowej. Raczej cieszmy się, że Rosja i Unia Europejska, a w raz z nią i my, możemy znaleźć wspólny język… cyfrowy.
Tego właśnie nie rozumieją dziennikarze “Wyborczej”, szukający sensacji na pierwszą stronę.
Zatem swój alarmistyczny artykuł uzupełniają insynuacjami wobec (oczywiście, eseldowskich) byłych wiceministrów, którzy negocjowali umowę o budowę rurociągu. Jest i miejsce dla judasza, tę rolę pełni Aleksander Guzowaty. W uzupełniającym raporcie dwaj inni redaktorzy, Maćkowiak i Wojciechowski, wychowani na retoryce Reagana i filmach z Jamesem Bondem, widzą w Gazpromie imperium zła, pytając dramatycznie: “Czy Polska jest kolejnym punktem (czytaj – ofiarą, przypis TGK) w europejskiej ekspansji Gazpromu”. Bez dowodów o szkodliwości inwestycji, bez rozważania korzyści z nowoczesnej infrastruktury, ponosi się larum w stylu “Gazety”, ale nie “Wyborczej”, lecz “Polskiej”.
Przydałaby się więc redaktorom, i to nie tylko im, solidna porcja przyszłościowej edukacji. A także reorientacja myślenia. Znakomicie wyraził to prezydent Clinton w czasie swej wizyty w Wietnamie: “Nie możemy zmienić przeszłości, ale możemy kształtować przyszłość”. No właśnie, nasza przyszłość jest nie tylko w rurze, ale i w kablu.

Wydanie: 48/2000

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy