Tag "Helena Kowalik"

Powrót na stronę główną
Kraj

Oskarżony nazywa się Eselde

Sąd zaostrzył żądane kary w sprawie tzw. przecieku starachowickiego Trzy i pół roku więzienia dla Zbigniewa Sobotki, dwa lata dla Henryka Długosza oraz półtora roku dla Andrzeja Jagiełły – to wyroki bez zawieszenia, jakie w ubiegły poniedziałek sąd rejonowy w Kielcach orzekł w sprawie tzw. przecieków starachowickich. Nie są prawomocne. – Zbigniew Sobotka działał z niskich pobudek, w imię źle pojmowanego interesu partyjnego – uzasadniał sędzia Paweł Anczykowski podwyższenie kary o rok w stosunku

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Książki

Nazywał siebie państwowcem

Edmund Osmańczyk nieraz powtarzał, że pojmuje i ocenia dzieje Polski z pozycji Odry, a nie Wisły Ta książka, „Kultura polityczna Polaków” – tłumaczy senator Dorota Simonides – powstała jako nasza odpowiedź na awanturę wokół grobu Osmańczyka w Opolu. Daremnie jednak szukać w kilkusetstronicowej publikacji choćby wzmianki na ten temat. A było tak: zbezczeszczono miejsce pochówku senatora. Opolski Komitet Społeczny zażądał od władz miasta monitoringu grobu. Ponadto – aby rok 2003 uchwalić rokiem

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Gdzie górnik nie wlezie, tam babę pośle

Kobiety z Łazisk uratowały swoją kopalnię, częstując kołoczem w Pałacu Prezydenckim, Prymasowskim i w Watykanie Jolanta Kwaśniewska odpowiedziała na przesłany jej faks po kwadransie: zaprasza za dwa dni do pałacu. Barbara Kisielewicz natychmiast zawiadomiła koleżanki z pracy – Annę Cebulę z działu kontroli i Katarzynę Scheerową z marketingu. Zaraz potem pobiegła do sąsiadki Palentowej, znanej w Łaziskach Górnych z najlepszych wypieków, aby zarobiła ciasto na dwa gryfne kołocze. – Ty się zastanów, czy po takim wyjeździe do Warszawy my tu bydziymy jeszcze

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Wszystko się kolebie

Halny w Tatrach wpada jak diabeł – aby zniszczyć, otumanić i poświecić fałszywym złotem Bedzie z tego cosik – mówi wyraźnie rozeźlona gaździna na zakopiańskich Krupówkach, gdy kupując od niej oscypek, upewniam się, czy aby on prawdziwy, przecież o tej porze owiec się nie doi. Góralka opuszcza cenę i mówi z obrazą w głosie, nie patrząc na mnie: – Chyba holny idzie. Nad Giewontem wisą chmury jak krowie cycki. – Meteorolodzy nazywają je cylindrami – tłumaczy mi Wojciech Gąsienica-Byrcyn

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Wnuk nie ma wstydu

Zabużanie zostawili rudery, a żądają odszkodowań jak za pałace – mówią Polacy we Lwowie Kto? – dobiega zza drzwi trwożliwe wypowiedziane pytanie, choć pukam w biały dzień. Jakieś szepty, szuranie kapci, miauczenie kota. Tłumaczę po polsku, po rosyjsku, że jestem dziennikarką z Warszawy, chcę napisać o dziejach tego domu. Znów świszczący szept: – Jula, nie atkrywaj! Wreszcie szczęk zasuwy. Jestem na korytarzu przedwojennego domu we Lwowie przy wyboistej uliczce Ostrogskich, dawniej Paulinów.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Niemcy mówią: wynocha

Olendrowie spod Pisza, obdarowani gospodarstwem przez Mazurkę, gdy opuszczała Polskę, przegrywają z jej synami Pozabijaj drzwi i okna deskami i wynoś się – Marianna Olendrowa usłyszała chropawy, z niemieckimi naleciałościami głos Waltera Dorocha. Ani on, ani jego brat nie patrzyli jej w oczy – stanęli tak dziwnie, bokiem. Chciała zawołać, że to nieporozumienie, przecież tyle lat pomagała ich matce, ale znów to warknięcie: – Wynocha! Nazajutrz siedziała samotnie na ławce pod jabłonką, skąd już tylko o rzut

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Jaki znak twój?

Lwów, Sambor, Stryj, Drohobycz, Stanisławów – reporterka „Przeglądu” u rodaków na Ukrainie Przed gmachem opery we Lwowie tłum. Przeważają siwe głowy i niemodne, choć odświętne ubrania. Ktoś komuś rzuca się w ramiona, wszędzie słychać polską mowę. Afisz na gmachu opery tłumaczy wszystko – trwają Dni Kultury Polskiej na Ukrainie. Za kilka minut wystąpią zespoły amatorskie ze Lwowa, Sambora, Drohobycza, Stryja i innych miejscowości. Piękne głosy, dobrze ustawione. Trudno będzie się powstrzymać

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Ani polonijna, ani katolicka

Częstochowska uczelnia ks. Kryńskiego bazuje na mistyfikacji Dr Ziemowit Miedziński, były prodziekan Wydziału Nauk Humanistycznych w częstochowskiej Akademii Polonijnej, ma powody do satysfakcji. Od dwóch lat alarmuje Państwową Komisję Akredytacyjną, Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu oraz NIK, że źle dzieje się w placówce, w której nie chciał już pracować. Z adresatów zareagowała tylko PKA – kontrola nie została jeszcze w pełni zakończona, ale już dziś wiadomo, że raport w dużej mierze potwierdzi spostrzeżenia dr. Miedzińskiego. Byłego prodziekana bulwersowało, że rektor, ks. Andrzej Kryński,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Do czego służy góralski kapelusz

Gazdowie nie chcą Związku Podhalan. Bo przez niektórych działaczy jest traktowany jak kobyła, na której wjeżdżają na polityczne salony Józef Krzeptowski-Jasinek denerwuje się: „Tego nie można tak gładko puścić!”. Kolejny zespół regionalny – teraz w Nowym Targu, niedawno w Rabce – nie chce mieć nic wspólnego ze Związkiem Podhalan. Ich kierownicy, młodzi, wykształceni, mówią wprost, że są zainteresowani tylko pielęgnowaniem regionalnej kultury, a nie politykowaniem. Tymczasem bonzowie związku traktują tę organizację jak kobyłę, na której wjeżdżają na polityczne salony. Słowa te padają

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kultura

Kukułcze gniazda po Syberiadzie

Nie wymierzam sprawiedliwości doznanemu światu. Pisząc tę sagę, chciałem tylko zrozumieć swój czas Zbigniew Domino, autor „Syberiady Polskiej” i „Czasu kukułczych gniazd” – Pana książka „Czas kukułczych gniazd” ukazuje się w szczególnym czasie. Niemcy domagają się odszkodowań za swe majątki utracone na terenach polskich, gdy uciekali przed styczniową ofensywą w głąb Rzeszy. Pan pokazuje ten exodus w relacji Sybiraków, którzy w 1946 r. znaleźli się w dolnośląskiej wsi, częściowo zamieszkanej jeszcze przez Niemców. Wtedy było oczywiste,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.