Tag "Himalaiści"
Ostatni szczyt Wandy Rutkiewicz
Jak Polki zdobywały Himalaje
W 1990 r. Wanda Rutkiewicz ma 47 lat, sześć ośmiotysięczników na koncie i pomysł, by do 1991 r. zdobyć pozostałych osiem. Jeśli jej się uda, nie będzie trzecia – po Messnerze i Kukuczce. Będzie wielka i pierwsza. Będzie pierwszą z pań, która zdobędzie Koronę Himalajów i Karakorum. Będzie pierwsza – jak po Evereście, jak na K2. Znów zrobi coś, co pozwoli jej zapisać się w historii. (…)
Zarzuciła swój ideał ambitnych wejść. Tłumaczyła się, że gdyby chciała wejść na wszystkie ośmiotysięczniki w dotychczasowym stylu, ambitnie, trwałoby to zbyt długo. „Odkryłam, że może być wyzwaniem dla mnie samej, jeśli pójdę własną drogą”, tłumaczyła w wywiadzie. Wejść na wszystkie ośmiotysięczniki, ale w rekordowo krótkim czasie. Ścigać się, ale – jak twierdziła – z samą sobą.
– „Po co ty z nią jeździsz, ona w końcu cię kiedyś upierdoli!” – Ewa Panejko-Pankiewicz wspomina słowa Anny Czerwińskiej, zaskoczonej tym, że Ewa planuje pomoc Wandzie w realizacji pomysłu, że będzie jej górską partnerką na ośmiu brakujących do Korony ośmiotysięcznikach.
– Za to, co zrobiła Wanda dla naszego środowiska, czapki z głów – tłumaczyła Krystyna Palmowska. – Wandzie trzeba oddać to, co się jej należy. Bez jej zaangażowania nie doszłybyśmy tak daleko.
Ale faktycznie, miała problem z prawidłową oceną swoich partnerów, tym samym narażała ich na niebezpieczeństwo w górach. Ale było coś jeszcze – na dużych wysokościach, powyżej 8000 m, w strefie śmierci, która nie bez powodu jest tak nazwana, Wanda chodziła tak wolno, że zagrażało to życiu. Co w przyszłości mogło zaowocować sytuacją ostateczną – któraś z jej partnerek będzie musiała albo ją ratować, narażając własne życie, albo ratować siebie, gdy Wanda przeszarżuje i zostanie w górach. Bo Wanda tego nie widziała. Cóż, zapach śmierci ciągnął się za nią już od jakiegoś czasu. Wyliczano jej wyprawy i śmierci bliskich jej uczestników wspólnych wyjazdów. A sam pomysł Karawany (Karawana do marzeń – program zdobycia szczytów Wandy Rutkiewicz – przyp. red.) w swojej prostocie był równie odważny, co niebezpieczny. W skrajnym przypadku mógł zakończyć się tragicznie.
– Wanda planowała permanentną akcję górską, tak by na stałej aklimatyzacji zdobywać szczyt za szczytem – opowiada Panejko-Pankiewicz.
Pomysł błyskotliwy – bo taniej, szybciej, bez potrzeby powrotu do Polski. Było w tym nieco romantyzmu, a ten dobrze się sprzedawał. (…) W sukces oprócz samej zainteresowanej wierzyła jej menedżerka, Austriaczka Marion Feik, która załatwiła możnych sponsorów. Wierzyła też Ewa Panejko-Pankiewicz. Wanda nie zważała na to, że
Fragmenty książki Piotra Trybalskiego Bunt. O Polkach, które zdobywały Himalaje, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025
Najszybsza w Himalajach
W zgodzie z naturą staram się wejść na wierzchołek
Dorota Rasińska-Samoćko – himalaistka, skompletowała Koronę Himalajów i Karakorum, zdobywając jako pierwsza Polka 14 szczytów ośmiotysięcznych (na dwa z nich weszła dwukrotnie). Zrobiła to w niespełna trzy i pół roku, od 12 maja 2021 do 9 października 2024 r. Z zawodu jest prawniczką i dyplomatką, poza himalaizmem uprawia nurkowanie i jazdę na nartach. Napisała książki „Moja Azja. Dora na szlaku” oraz „Australia i coś więcej”.
Pani wejścia na ośmiotysięczniki wyglądały wręcz jak spacer, lekki, łatwy i przyjemny.
– Bo widzi się tylko efekt końcowy. Była to kwestia mojej wielkiej pasji, determinacji, wytrwałości i przeświadczenia, że można osiągnąć to, co na pozór niemożliwe. A także lata przygotowań, wysiłków, treningu fizycznego, budowania odporności psychicznej. I nie był to spacer. Na Dhaulagiri dwa razy zasypały mnie lawiny w miejscach, w których teoretycznie nie powinny schodzić. W pierwszym przypadku ustałam na nogach, a w drugim poniżej obozu III byłam przypięta do poręczówki i zostałam całkowicie zasypana. Prawie dwie minuty byłam pod śniegiem. Poręczówka na szczęście wytrzymała, sama się odkopałam, wyszłam z tego cało.
Na K2 przy podejściu do obozu II znalazłam się w rzece lecących kamieni, musiałam wykazać się refleksem i szybkością, żeby uciekać w odpowiednim kierunku. Trafiły mnie trzy razy – na szczęście tylko w kask i plecak. Potem, w czasie zejścia ogarnęła mnie biała ciemność, wówczas traci się orientację, nie wie się, czy idzie się w górę, czy na dół. Przeczekałam to, zeszłam szczęśliwie. Bardzo ciężki był powrót z Everestu: walka z osłabieniem organizmu po 12 godzinach wyczerpującej wspinaczki, huragan, śnieżyca, mgła. Schodzenie jest zawsze trudniejsze, wymaga maksymalnej uwagi i powstrzymania emocji oraz właściwej oceny sytuacji.
Wspina się pani z zadziwiającą skutecznością.
– Jedynie na Dhaulagiri nie weszłam za pierwszym razem. Raz z powodu postawy mojego partnera wspinaczkowego, Szerpy. W drugim przypadku wyprawa została definitywnie przerwana właśnie z powodu zagrożenia lawinowego, nikt już później nie był w stanie iść do góry. Namawiałam wszystkich, żebyśmy poczekali parę tygodni, to pogoda na Dhaulagiri się poprawi, ale nie dali się przekonać. Poza tym zawsze wchodziłam za pierwszym razem, także na te najtrudniejsze ośmiotysięczniki.
Czyli na tych wyprawach wszystko funkcjonowało jak w zegarku?
– O nie, często działo się coś nieoczekiwanego. Na K2 przesunęło się okno pogodowe. Mieliśmy już ruszać w górę z obozu II, ale raptem napadało tyle śniegu, że spędziliśmy w dwójce kolejne dwie noce. Inni wspinacze chcieli wracać. Tym razem ich przekonałam, mówiąc, że to końcówka sezonu i skoro jesteśmy tak wysoko, warto poczekać na ostatnią szansę. Udało się, przeczekaliśmy śnieżycę, weszliśmy na wierzchołek. Na Gaszerbrumie II mój partner wspinaczkowy spadł kilkadziesiąt metrów, zginąłby, gdybym go nie asekurowała. Stracił plecak, miał kłopoty z nogą, był w szoku, powiedział, że nie może ze mną iść na Gaszerbrum I. Udało mi się znaleźć wtedy innego partnera, poszliśmy do góry, choć warunki były bardzo trudne i ponad połowa wspinaczy zrezygnowała. Dotarliśmy do obozu III, gdzie, jak wcześniej ustaliliśmy z włoskimi wspinaczami, mieliśmy wejść do ich namiotu. Włosi powiedzieli jednak, że nie mają miejsca. Było potwornie zimno, mocno wiało, mogliśmy tylko schodzić albo iść do góry. Zdecydowaliśmy więc, że atakujemy szczyt. Byliśmy jedyną dwójką, która poszła wtedy w górę. Od obozu III do wierzchołka mieliśmy prawie 1000 m różnicy wysokości. Wiatr, mróz, oblodzenie, nie było poręczówek, bo przed nami nikt w tym sezonie nie zdobył Gaszerbrumu I. Nasz atak szczytowy trwał ponad 18 godzin i zakończył się sukcesem.
W czasie tylu wypraw nigdy nie zdarzyło się pani żadne odpadnięcie?
– Nigdy, staram się bardzo uważać
Broadaci mężczyźni
W 1988 r. Maciej Berbeka jako pierwszy człowiek na świecie przekroczył 8000 m n.p.m. w Karakorum, co więcej – spędził w strefie śmierci kilkadziesiąt godzin zagrzebany w śnieżnej jamie i cudem wyszedł żywy z tego przedsięwzięcia, dzięki akcji ratunkowej towarzyszy wyprawy. Chwała zdobywcy szczytu Broad Peak trwała krótko, bo okazało się, że Berbeka wdrapał się zaledwie na przedwierzchołek, zwany Rocky Summit. Koledzy wiedzieli o tym od początku, ale celowo nie podali wspinaczowi prawdziwego położenia, aby uratować
Kafejka internetowa pod Everestem
Na wysokości 5364 m n.p.m., jest internet – to trzeba docenić Odkąd trwają rotacje i tyle osób wyszło w górę, internet przyspieszył. Bo ogólnie działa źle. Wiele osób narzeka, ja też, bo mam zobowiązania. Na początku nie ma internetu w ogóle, później działa słabo lub pojawia się i znika. To bardzo frustruje. Gdy już jest lepiej, narzekamy na ceny. Ceny internetu są kosmiczne: 1 GB – 50 dol., 2 GB – 75 dol., 5 GB –
Gestem Berniego
Jest tyle tematów, w których niezabieranie głosu, niewyrażanie zdania, niedzielenie się opinią powinno być powodem do chwały. Co gorsza, być może są to wszystkie tematy. Niestety, potraktowanie poważnie takich konstatacji jest dla publicysty zabójcze. Z drugiej strony podzielenie się listą tematów, na które nie chce się wypowiedzieć, jest też mocną wypowiedzią, jest opinią zakamuflowaną, krytyką idącą z niespodziewanej strony, odebraniem wagi temu, co nie waży, ale cieszy się zainteresowaniem powszechnym. Dlaczego? Nie będę zatem
W hidżabie na dach świata
Everest ma być symbolem walki z muzułmańskim światopoglądem, symbolem kobiecej siły W każdej agencji jest „ktoś”. Ktoś ważny, ciekawy, niepowtarzalny, wart uwagi. Hinduscy policjanci, muzułmanki, ojciec z córką, para lesbijek, Amerykanka z protezą po amputacji nogi, wspinacz z wirusem HIV, jakiś zawodowiec albo wręcz przeciwnie, kompletny amator, i ktoś, kto chce być pierwszy. Pierwszy z danego kraju; z danego kraju, wspinając się bez korzystania z dodatkowego tlenu; pierwszy w jakiejś określonej przez siebie kategorii. Ciągle
Marznący dreszcz
Leje jak z cebra, ale meteorolodzy straszą „bestią ze wschodu”, mroźnymi śnieżycami i nagłym atakiem zimy, żeby więc przygotować się do tego duchowo, czytam doniesienia spod K2 i oglądam lodowate filmy. W Karakorum właśnie dokonuje się senny koszmar naszych „lodowych wojowników”, którzy Czogori uznali już za narodową górę Polaków. Oto bowiem całkiem sprawnie zmierza do historycznego sukcesu pierwszego zimowego wejścia na szczyt grupa Szerpów – najwybitniejszych himalaistów nepalskich, znających teren jak nikt inny,
Pustelnik – himalajski ratownik
Organizm człowieka ma wielkie rezerwy, a w górach ważna jest psychika W 2006 r. Piotr Pustelnik został laureatem nagrody Fair Play za uratowanie wraz z Piotrem Morawskim spod szczytu Annapurny chorego na śnieżną ślepotę Tybetańczyka Lou Tsee. Ta nagroda była też podziękowaniem za jego kilka wcześniejszych akcji. Na Broad Peaku pomagał zdeteriorowanemu austriackiemu himalaiście, którego partner zmarł chwilę wcześniej z wycieńczenia. A w 1996 r. – rezygnując z ataku – zajął się włoskim Tyrolczykiem na K2. Ratowanie Tybetańczyka
Pochowani w niebie
Historia największej tragedii na K2 Wbrew legendom lawiny nie da się wywołać krzykiem ani jodłowaniem. Może ją za to wyzwolić niemal wszystko, co odkształca śnieg: spadające kamienie, topniejący lód, deszcz, grad, trzęsienie ziemi, krok człowieka. W dziewięciu przypadkach na dziesięć to ludzie wywołują lawinę, pod którą potem giną. Lawiny są różne – lodowe, pyłówki, z ciężkiego mokrego śniegu, gruntowe i kamienne – a teren, który wspinacze przemierzali rano 2 sierpnia 2008 r., aż się prosił o deskę śnieżną.
Etniczni celebryci
Teraz, kiedy trzecie pokolenie Szerpów żyje z turystów, są oni jedną z najbogatszych i najbardziej znanych narodowości spośród ok. 50 grup żyjących w Nepalu Mieszkańcy Płaskowyżu Tybetańskiego, w tym Szerpowie, żyją na dużych wysokościach od co najmniej 11 tys. lat, a badania fizjologiczne sugerują, że są znakomicie przystosowani do niedoboru tlenu. W porównaniu z innymi badanymi grupami – często białymi mężczyznami po aklimatyzacji – Szerpowie są bardziej odporni na choroby i uszkodzenia mózgu, jakie mogą powstać w rozrzedzonym powietrzu. Na dużej






