Tag "pogoda"
Zima zła?
To pierwsza taka zima od 15 lat. Czy faktycznie jest aż tak straszna, jak ją malują?
Szczypie w nosy, szczypie w uszy,
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!
Maria Konopnicka
Obraz srogiej zimy jest dla nas od ponad dekady opowieścią jak z bajki lub z zamierzchłych czasów. Ostatnie zimy w Polsce były rekordowo ciepłe. Czy obecny atak mrozu i gołoledzi rzeczywiście jest tak spektakularny, czy po prostu zapomnieliśmy, jak zima potrafi wyglądać? O zdanie zapytaliśmy ekspertów od klimatu, medycyny i bezpiecznej jazdy.
Ciepłe lody
Bielą się pola, oj bielą,
Zasnęły krzewy i zioła
Pod miękką śniegu pościelą…
Biała pustynia dokoła
Adam Asnyk
Zima potrafi dać w kość, o czym przekonujemy się od kilku tygodni intensywnych mrozów. Skąd jednak to zaskoczenie, skoro większość Polek i Polaków pamięta zarówno mrozy, jak i śnieg leżący nawet do połowy marca? Za obecny stan rzeczy są odpowiedzialne po części zmiany klimatyczne, a po części układy baryczne, które przywiały do nas mroźne powietrze.
– Zima w Polsce, i w ogóle w Europie Środkowej, to taka pora roku, w której zmienność temperatur jest największa. Zdarzają się zarówno bardzo zimne, jak i bardzo ciepłe sezony. Wahania są duże. Trudno też ze znacznym wyprzedzeniem przewidzieć, czy będzie akurat chłodna, czy ciepła zima, bo to w pewnym stopniu losowe. Ten stan rzeczy nie zmienia się mimo wzrostu średniej temperatury, czyli ocieplania się klimatu, będącego skutkiem wzrostu koncentracji gazów cieplarnianych w atmosferze. Obecny mróz jest wynikiem zafalowania prądu strumieniowego, które powoduje, że znad bieguna północnego spływają masy chłodnego powietrza obejmujące swoim zasięgiem Polskę – tłumaczy fizyczka atmosfery dr Aleksandra Kardaś.
Oczywiście w mediach nie brakuje doniesień o kolejnych poważnych skutkach zimy. Prawdą jest jednak, że od 2010 r. w okresie zimowym nie wiedzieliśmy podobnych obrazków.
– Globalne ocieplenie to wzrost średniej temperatury globalnej w ciągu wielu dekad i jeżeli popatrzymy na statystyki, nie ma wątpliwości, że ono cały czas postępuje. 11 ostatnich lat było w czołówce rankingu najcieplejszych w historii, a ostatnie trzy lata to już samo podium, z rokiem 2024 na czele. Widać, że
k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl
Wigry pod lodem
Różnice klimatyczne na Suwalszczyźnie od zawsze zauważano i porównywano z innymi regionami kraju
Piękno Wigier można kontemplować z każdej perspektywy: lądu, lotu ptaka, wody, a nawet z powierzchni lodu. Zimą na otwartej, martwej równinie zamarzającej wody jezioro jakby ożywa. Trzaski, jęki, skowyt ścierających się mas lodu – przeraźliwe odgłosy niosą się kilometrami. Zwłaszcza nocą i o świcie zgrzyt mocujących się ogromnych tafli lodu informuje świat o kolejnej szczelinie na zamarzniętym jeziorze.
Rysy gwałtownie powstające na powierzchni lodu wzbudzają u jednych zachwyt, a u drugich trwogę. Wraz ze zmianami temperatury kryształy lodu kurczą się i na powrót pęcznieją. Jezioro się pręży, wypiętrza, stęka i zawodzi. Słuchem swojej wyobraźni słyszę w tym śpiew lodu. Zresztą miejscowi nazywają to właśnie „śpiewem” albo „mocowaniem się lodu”.
Różnice klimatyczne na Suwalszczyźnie od zawsze zauważano i porównywano z innymi regionami kraju. Były one i nadal są widoczne, zwłaszcza w wegetacji roślin i długości zalegania śniegu w lasach i na polach oraz lodu na jeziorach. Nazwa „polski biegun zimna” nie jest więc przypadkowa.
Wincenty Kobylecki mieszka dziś w Głębokim Brodzie, ale urodził się, wychował i pracował na południu Polski – w Jaworze. W 1976 r. zaproponowano mu pracę na Suwalszczyźnie, dokąd przeniósł się z Dolnego Śląska. Gdy tu przyjechał, od razu zauważył kontrast klimatyczny pomiędzy regionami: „Mój poprzednik, który tutaj pracował w łowiectwie, przeszedł na emeryturę. I nadleśniczy, który wcześniej pracował na Dolnym Śląsku, napisał list do mojego ojca, że jakby był jakiś kandydat na łowiectwo, to chętnie on przyjmie. No i ja postanowiłem zobaczyć, co tu się dzieje. W końcu marca 1976 r. samochodem marki Zaporożec pojechałem tu popatrzeć. To tam na Dolnym Śląsku w marcu trawa zielona, stokrotki kwitły, ale tu, wyjeżdżając z Augustowa w kierunku do Sejn, zwały śniegu były po jednej i drugiej stronie”.
Rzeczywiście – mrozy były tęgie. Gdy byłem dzieckiem,
Fragmenty książki Wojciecha Misiukiewicza Saga pradawnych Wigier, Paśny Buriat, Suwałki 2025
W poszukiwaniu utraconego mrozu
Jest zima, choć trzeba jej się naszukać. Kumpel z Bielska, zdolny elektronik i początkujący grotołaz, skonstruował urządzenie pomiarowe, które jakimś cudem nieprzerwanie nadaje z odległego grajdołka w Tatrach Zachodnich pomimo braku jakiegokolwiek zasięgu. 17 lutego 2024 r. przed świtem termometr odnotował na dnie Litworowego Kotła minus 41,13 st. C, czyli o pół stopnia mniej, niż odnotowano niemal 100 lat temu w Kotlinie Żywieckiej.
W radość tropicieli mrozowisk ze znalezienia nowego polskiego bieguna zimna rychło wkradła się konfuzja, czy aby naród nie zacznie wyciągać z tego opacznych wniosków. Kiedy wiadomość przeciekła do mediów klikbajtem „Padł rekord zimna w Polsce”, denialiści klimatyczni natychmiast podnieśli raban: „Ha! I gdzie ten wasz efekt cieplarniany! Globalne ocieplenie? Ściemniacze! Mamy zimę, jakiej najstarsi górale nie pamiętają!”. Dowcip polega na tym, że przed niespełna 100 laty czterdziestka pękła w mieście (odnotowano ją w Żywcu, każdej zimy cierpiącym z powodu swojego położenia, bo kiedyś stagnował w nim siarczysty mróz, dzisiaj stoi tam smog i nie da się oddychać), a teraz trzeba było wieloletnich starań i poszukiwań meteorologów, aby wysoko w górach znaleźć coś w rodzaju jeziora mrozu, zastoiny lodowatego powietrza na dnie Doliny Litworowej, by tak rzec poetycko: mikrej kropelki zimna w oceanie ciepłoty. Tak oto wyciąganie błędnych wniosków i mylne uogólnienia mącą we łbach mas.
Na dnie Litworowego Kotła chroniłem się kiedyś przed letnią burzą, bo jak na grzbietach tatrzańskich przygrzmoci, to najhardsi zawodnicy miękną i szukają bezpiecznego miejsca. W przypadku wiszącej dolinki Litworowej najbezpieczniejsze oznacza najniższe, bo pioruny rąbią w to, co wystaje – dno polodowcowego kociołka zdało nam się idealnym miejscem do przeczekania hurnawicy, tośmy do niego zbiegli, przysiedli na plecakach i skulili się z nadzieją, że Złe przejdzie nam nad plecami. Ja piorunów boję się panicznie, mam odruch ucieczkowy, może w poprzednim wcieleniu nie przeżyłem jakiegoś bombardowania, a może po prostu dwie burze na grani wystarczyły na całe życie – jak usłyszę, że na horyzoncie chmury zaczynają się kłócić, podkulam ogon i zawracam ku dolinom. Owóż, wracając do kumpla, co to był złowił rekordowe mrozowisko – kiedy schodził na dno kotła, w rejonie dna „basenu zimna” na przestrzeni kilku metrów temperatura spadła o kilkanaście stopni, miał wrażenie, jakby się zanurzał w lodowatym stawie. Jest młody, nie pamięta już śnieżnych zim w miastach
Duch w płacie skroniowym
Za nami kilka wietrznych dni, które – oprócz bólu głowy – przyniosły globalne usprawiedliwienie dla po prostu wszystkiego. Kłótliwego nastroju, niecierpliwości, spóźnienia, nienapisania i nieposprzątania. Odmówienia, zerwania, serii wrogich esemesów, zakalca – i już czuję się jak ktoś, kto wycina z gazety słówka, żeby wykonać „zabawny” kolaż na czyjeś urodziny. Więc ups. Nadal wieje. Trochę mnie to usprawiedliwia. Oprócz demontażu emocji wiatr przynosi fabularne sny i coś jak wstydliwe tęsknotki,
Skwarna rozpacz
Morze to nie mój żywioł; jestem z tych, którym plażowy drink z palemką nijak się nie kojarzy z rajskim odpoczywaniem, wzdrygam się na myśl o wylegiwaniu na słońcu w ciasno zbitym tłumie ludzkich fok. Jestem człowiekiem cienia. Lato jest moim aliantem tylko w planach skalnych włóczęg, bo topi śniegi i odsłania na kilkadziesiąt dni tatrzańskie żleby, którymi mogę podchodzić ku granitowym ostrzom. Większość jaskiń w krasie wysokogórskim też łatwiej dostępna jest latem, oprócz tych niżej położonych, gdzie tylko mroźna zima
Katastrofa klimatyczna już tu jest
Zmiany klimatu piszą na nowo mapy świata – te fizyczne i te polityczne Przybyszom z innych krajów i kultur Dżakarta może się wydawać aż nazbyt stereotypowo wschodnim miastem. Kakofonia klaksonów, wiecznie zatłoczone ulice, brak spójności architektonicznej. Bogactwo miesza się z biedą, wieżowce majaczą w oddali na tle niskich, często prowizorycznych budynków mieszkalnych. Mająca prawie pięciowiekową historię i coś pomiędzy 10 a 12 mln mieszkańców stolica Indonezji przez ostatnie kilkadziesiąt lat była jedną z najważniejszych
Czarna przyszłość białego szaleństwa
Ostatnie zimowe igrzyska rozegrano w całości na sztucznym śniegu – nie po raz ostatni Ostatnie zimowe igrzyska olimpijskie rozegrano w mieście, w którym prędzej niż biały puch z nieba sypią się drobinki sadzy, średnia temperatura w lutym rzadko spada poniżej 0 st. C i w którym nie ma ani historycznych obiektów sportowych, ani tradycji związanych ze sportami zimowymi. Olimpiada w Pekinie odbyła się w całości na sztucznie wytworzonych nawierzchniach i wszystko wskazuje, że ten trend się utrzyma. Co to oznacza dla sportów zimowych
Klimat szaleje przez nas
Nasze indywidualne decyzje są ważne, choć świata nie zmienią. Przede wszystkim potrzebujemy zmiany systemowej Prof. Zbigniew Karaczun – sozolog i działacz ruchu ekologicznego, ekspert Koalicji Klimatycznej Ktoś policzył, że alertów Rządowego Centrum Bezpieczeństwa ostrzegających przed ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, których w całym roku 2021 było 17, w tym roku dostaliśmy już 9. Dzieje się coś niepokojącego czy może RCB jest nadaktywne? – Centrum będzie nas bombardować częściej, dlatego że ekstremalne zdarzenia pogodowe,
Śnieg na pustyni Atakama
Po powodziach w Niemczech i ekstremalnie wysokich temperaturach w Europie Południowej, w miasteczku El Salvador na pustyni Atakama w Chile spadł śnieg. Mieszkańcy natychmiast zabrali się za lepienie bałwanów i obrzucanie się śnieżkami. „To jest wspaniałe. Mam 30 lat i po raz






