Tag "polemika"
Jątrząca pamięć
Priorytetem nie może być język wartościujący, lecz opisujący
Polemika z prof. Andrzejem Romanowskim
Myśląc o poprawnym współżyciu między sąsiadującymi ze sobą narodami, jak Polska i Ukraina, najpierw trzeba przepracować wspólną historię. Taką konieczność dostrzega również prof. Andrzej Romanowski w artykule „Spalona ziemia” („Przegląd” nr 28/2026). Jednak obowiązek tego przepracowania nakłada tylko na stronę polską, czyniąc jego prekursorem Jerzego Giedroycia i paryską „Kulturę”. Ale cóż to za przepracowanie, skoro dotyczyć ma ono wyłącznie ofiary, pomijając kata?
Ważny jest też język, jakim przy tej okazji operujemy. Priorytetem nie może być język wartościujący, lecz opisujący. Ten pierwszy podsyca emocje, co prowadzi do uproszczonych schematów i uogólnień, właściwych bardziej popkulturze niż poważnej narracji historycznej. Takiego stanowiska zdaje się jednak nie podzielać prof. Andrzej Romanowski.
Zaczyna od mocnego uderzenia, powołując się na autorytet prof. Macieja Jankowskiego: „Przez kilkaset lat to Rusini byli pod panowaniem polskim, a nie odwrotnie”. Spod tego kategorycznego sądu czmychnęło autorowi gdzieś Wielkie Księstwo Litewskie, ale to szczegół. To panowanie zaczęło się już od Kazimierza III Wielkiego (Chrobrego autor pomija), który objął w posiadanie Ruś Halicką i Włodzimierską.
Dokonało się to jednak, co autor już pomija, mniej z angażowaniem oręża, a bardziej na mocy układów sukcesyjnych, w tym zawartego w Wyszehradzie w 1339 r. tzw. układu o przeżycie, który przewidywał, że Ruś Halicka przejdzie we władanie Kazimierza Wielkiego w przypadku bezpotomnej śmierci księcia Jerzego II Trojdenowicza. Jednym z postanowień tych układów była również zapowiedź objęcia krakowskiego tronu przez Andegawenów po bezpotomnej śmierci Kazimierza. I tak się stało. Przyjmując więc sposób myślenia profesora, moglibyśmy dziś nie tylko zarzucać Madziarom ich panowanie nad Wisłą, ale dodatkowo obciążać ich winą za to, że krakowski tron powierzyli pogańskiemu „dzikusowi” z Litwy.
Tak nie da się myśleć o historii. Zdarzenia historyczne należy postrzegać w ówczesnych realiach interesów dynastycznych, możnowładczych i sąsiedzkich powiązań. Wtedy jeszcze nikt nie był pod niczyim panowaniem, bo nie było przedmiotów owego panowania. Poczucie narodowości zrodziło się kilka wieków później. To ahistoryczne, prezentystyczne myślenie pozwala prof. Andrzejowi Romanowskiemu przeskoczyć swobodnie do okresu II Rzeczypospolitej, oskarżając ją, że „zwalczając zagrażający państwu ukraiński ruch narodowy, konsekwentnie traktowała Ukraińców jako obywateli niższej kategorii”.
To również ciężki grzech Polaków, że starali się, zresztą nie bez błędów i przewinień, przeciwdziałać zamachom i mordom politycznym, w tym na ministrze Bronisławie Pierackim i pośle Tadeuszu Hołówce, którzy sprzyjali Ukraińcom? Stąd już tylko krok do przyjęcia interpretacji niektórych historyków,
POLEMIKA. Mit Tischnera
Fałszywa jest teza, że polski Kościół znalazł się na skraju przepaści, bo nie posłuchał przestróg krakowskiego filozofa Kościół w Polsce jest dziś bardziej reakcyjny, niż był w latach II Rzeczpospolitej, kiedy mimo sojuszy z szowinizmem i antysemityzmem można było w nim odnaleźć także nurty progresywne społecznie i gospodarczo. Czy istnieje jakaś opcja w dzisiejszym Kościele dla lewicowych chrześcijan? Stawiam to pytanie dlatego, że w 26. numerze PRZEGLĄDU w tekście „Tischner wygrał, przegrał Kościół” Jarosław Makowski wyraził opinię,
Prosumenci – polemika z Piotrem Żukiem
Do Pana Piotra Żuka Polemika z poglądami wyrażonymi w felietonie odnośnie prosumentow w „Przeglądzie” 2-8.03.2015. Wielce Szanowny Panie. Co do niektórych poglądów, to możemy polemizować, natomiast pozwolę sobie wykazać, gdzie tkwi Pan w całkowitym błędzie. Otóż, możemy sobie
Kwestia zawodowstwa
Odpowiedź na tekst „PZPN, czyli Zibi-show” Redaktor Maciej Polkowski przed 30 laty uczył mnie i wprowadzał do zawodu. Nie muszę dodawać, ile mu zawdzięczam i jak w twardej szkole dziennikarstwa sportowego potrafił z chłonącego życie i futbol młodego człowieka zrobić dziennikarza. Po latach, co traktuję jako szyderstwo losu czy chichot historii, znaleźliśmy się po obu stronach barykady?! Oto były szef komisji mediów i marketingu PZPN (do 26 października 2012 r.) w artykule „PZPN, czyli Zibi-show” (,,Przegląd” nr 25) niezwykle








