Tag "Tomasz Jastrun"

Powrót na stronę główną
Felietony Tomasz Jastrun

Szok wyborczy

Przed ogłoszeniem wyników wyborów mój czterolatek Franio mówił zmartwiony: „Ja nie chcę, żeby Duda wygrała, ja chcę, żeby Komolowski”. A przecież nie rozmawialiśmy z nim o wyborach, to musiało być w powietrzu. Emocje zeszły więc głęboko. Franio w najgorętszym czasie miał operację usunięcia migdałka, a jedno z pierwszych jego pytań po wybudzeniu z narkozy brzmiało: „Czy Duda wygrała?”. Mama nie powiedziała mu prawdy, żeby go dodatkowo nie stresować. Nasza ciocia, kiedy ogłoszono wyniki, popłakała się, a potem pomstowała na tych członków jej rodziny, którzy głosowali, jak

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Osły w stajniach telewizji

Nie znam wyników wyborów, piszę nawet jeszcze przed drugą debatą, więc to już tekst archiwalny. Podczas pierwszej debaty było widać, jak Andrzej Duda, sprawnie skonstruowany robot, nagle traci rozum, ponieważ nie miał czegoś w programie. Sztuczny twór ulepiony przez prezesa i grupę fachowców. I tylko te złowrogie prześwity, gdy mówi o Jedwabnem. Myślę z serdecznym współczuciem o bliskim mi poecie Julku Kornhauserze, który jest ojcem żony pretendenta. Małej wiary okazali się ci, którzy z prezydenta Komorowskiego zrobili poczciwego, ospałego

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Zrobiło się zimno

Było mi dane przeżyć wieczór wyborczy w telewizji, gdzie zostałem zaproszony jako komentator. O godz. 21 malowano mnie i pudrowano, nie znałem więc pierwszych wyników, dziwiły mnie tylko kwaśne miny makijażystek. – To nie wie pan – mówi jedna – Duda wygrywa. Wydawało mi się, że się przesłyszałem, ale strażnik przy drzwiach – jakby w żałobie – potwierdził. Nie mogłem za bardzo się zdenerwować, bo już byłem zdenerwowany. Zwykle nie mam tremy, kiedy występuję publicznie, a teraz wyjątkowo miałem.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Pożegnanie

Mój ośmiolatek już w łóżku, czytamy na dwa głosy książkę „Przygody Filonka Bezogonka”, nagle ożywa telefon. 3 maja i nietypowa godzina. Kto może dzwonić? Niepokój, jak nagła depesza w sztukach Zapolskiej. Tak dowiedziałem się, że odeszła moja mama. Taka śmierć, nawet jeśli spodziewana, to małe trzęsienie ziemi. Przez chwilę wszystko się chwieje. Kiedy nazajutrz jadę do mamy, by ostatecznie z nią się pożegnać, mijam podwarszawski cmentarz Żołnierzy Września. Tam w zbiorowej mogile leży

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Dekonspiracja

Tydzień temu, dzień po śmierci Władysława Bartoszewskiego, przeglądałem sobotnio-niedzielne wydania dzienników prawicowych. Na pierwszych stronach tytuły krzyczały: „Nie będzie harców Nocnych Wilków”, „Operacja wilcza wataha”. Tak straszono kiedyś wilkiem dzieci. Świetnie rozgrywają to Rosjanie. Inna sprawa, że bawią się z formacją ociężałą umysłowo i niezwykle podatną na manipulacje. Szukam, na której stronie tych pism pojawi się informacja o śmierci prof. Bartoszewskiego. Nie było słowa. Nic. Jak bardzo muszą się go bać nasi miłosierni chrześcijanie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Flaki na gorąco

Nigdzie na świecie nie pisze się tylu felietonów, co w Polsce. Felieton i wywiad dominują w naszych tygodnikach opinii i w miesięcznikach. Społeczno-politycznych tygodników na głowę mieszkańca też mamy chyba najwięcej w świecie. A jak się w nich kotłuje! Felieton powinien być lekki, zarazem gęsty, jak flaki autora, które wedle Boya, muszą być podawane zawsze na gorąco. Dlatego tak flakowato, gęsto i gorąco jest w polskiej prasie. Jakby nasz kraj był w stanie wojny. Trwa nie tylko wojna domowa,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Korepetycje z religii

Dobry polityk musi być niezależny, autonomiczny i uparty. A to relacja nauczycielki z liceum, do którego uczęszczał Andrzej Duda, kandydat na prezydenta: „Grzeczniutki aż do zemdlenia. Taki pieszczoszek naszej pani. Pamiętam, że podczas wyjazdów na obozy naukowe próbował nawiązywać bliższe kontakty z nauczycielami. Rówieśnicy bawili się we własnym towarzystwie, a on przychodził, dopytywał o różne rzeczy. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mówił zawsze to, co ludzie chcieli od niego usłyszeć”. Określenie prymus, mało samodzielny i uzależniony od nauczyciela, świetnie pasuje do fizjonomii

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kultura

Żona pianisty

Byłam zaskoczona, że mimo takich doświadczeń mąż jest człowiekiem pełnym życia, energicznym, dowcipnym Halina Szpilman – (ur. w 1928 r. w Radomiu) doktor medycyny, bardzo ceniona jako lekarka. Autorka kilku prac naukowych. Ojciec, działacz PPS, był dwukrotnie prezydentem Radomia, a także posłem na Sejm przed wojną i po wojnie. Jak poznała pani Władysława Szpilmana? – W Krynicy, los nas wyraźnie kojarzył. W 1948 r. byłam tam z koleżanką. Jej mama prosiła mnie o wspólny

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kultura

Polski Japończyk, syn Szpilmana

Z ojcem trudno było rozmawiać na poważne tematy Krzysztof Szpilman – (ur. w 1951 r. w Warszawie) profesor nowożytnej historii japońskiej na Uniwersytecie Kyushu Sangyo w Japonii. Ukończył japonistykę w School of Oriental and African Studies na Uniwersytecie Londyńskim, doktorat z nowożytnej historii japońskiej uzyskał na Uniwersytecie Yale. Autor wielu publikacji na tematy historyczne w językach angielskim i japońskim. Nie chciał być tylko synem słynnego muzyka. Po maturze wyjechał z Polski. Obsesyjnie pracowity i uparty, w Londynie sam zaczął uczyć

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Zamieszanie w kokpicie

To była najbardziej świecka Wielkanoc w moim życiu, synek zachorował i nie mogliśmy jechać na świąteczne śniadanie do rodziny. Okazało się, że sami już nie mamy sił ani woli, by zachować, choćby dla dzieci, ornament religijnej tradycji. Ocalał tylko zajączek. I oczywiście śmigus-dyngus. A przecież nasz Antoś chodzi na etykę i na religię, nawet ostatnio oświadczył, że on chce tylko na religię. Jak się zdaje, mało ma to jednak wspólnego z wiarą, wiele z tym, co ciekawe, a co nudne. • Nowe odczyty z kokpitu tupolewa i znowu

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.