Taśmy gadających głów

Taśmy gadających głów

Dziwny kraj. Zamiast rządu pojawił się jakiś nowy podgatunek. Władza konferencyjna. Co rusz z ekranów telewizorów wyłaniają się osobnicy o nieprzeniknionych, mocno napuszonych minach i mówią, i mówią. A co mówią? Z tym jest jak w góralskim dowcipie: „godoł i godoł, ale co godoł, to nie powiedzioł”. W przerwach między przemawianiem do narodu osobnicy ci zajmują się swoim ulubionym hobby, czyli nagrywaniem kolegów z rządu tysiąclecia. Może po to, by jakoś uwiecznić ten niebywały wybryk natury, a może z powodu wrodzonych cech charakteru. Ileż taśm, ile bezcennego dla IPN i prokuratur dobra musi się kryć w sekretnych miejscach?
Zakurzone teczki w IPN są dziś passé, wybiła godzina taśm. I kto by przewidział, że to właśnie będący na bakier z techniką bracia Kaczyńscy dokonają takiej rewolucji technologicznej?
Nagrywanie jest powszechne. Dyktafon to znak firmowy rządów PiS. Rodzi się przy tym dość oczywiste pytanie. Czy bracia Kaczyńscy też byli nagrywani? A jeśli, to przez kogo? Czy bracia nie byli za mało ostrożni w rozmowach z Ziobrą? Czas pokaże. I komisje śledcze. Bo mimo że PiS będzie się przed nimi broniło wszelkimi metodami, to ich powołanie jest nieuchronne. Bez zajrzenia za ponure kulisy tych rządów nie będzie prawidłowej diagnozy. A bez niej nie będzie skutecznego lekarstwa. I znowu nastąpi powrót choroby. Premier to zresztą przewiduje. Tyle że swój kolejny powrót zapowiada jako nowe oczyszczenie. Dobrze, że nie mówi o powrocie do rewolucji moralnej, bo ileż słów można pozbawić sensu w czasie paru lat? Wystarczająco już splugawiono słowa prawo i sprawiedliwość. Za sprawą PiS stały się własną karykaturą. Cynizm, z jakim traktuje się Polaków, i pogardliwy stosunek do wielu grup społecznych nie mają swojego odpowiednika w najnowszej historii Polski. Każda władza po jakimś czasie wyrodnieje. Ale ta była zarażona, zanim jeszcze zaczęła rządzić. Zarażona obsesjami, niebywałymi ambicjami i porachunkami urojonych najczęściej krzywd. Gdy nałożyły się na to ogromna podejrzliwość i widzenie świata jako mrocznej areny nieustannych spisków, to efekt można było przewidzieć. Co gorsza, rozpoczęte przez PiS procesy społeczne nie skończą się wraz z jego klęską. Atmosfera nienawiści i zawiści, nagrań i oskarżeń nie wyparuje wraz ze zmianą władzy. Wyznawcy PiS pozostaną w przekonaniu, że ten piekielny układ znowu wygrał z siłami odnowy. I to będzie paliwo napędowe do trzeciego powrotu Jarosława Kaczyńskiego. Chyba że wcześniej Polacy zobaczą to, co już widzieli odstrzeleni przez niego politycy. Gotowych do zeznań jest już wielu. A to nie koniec kolejki.

Wydanie: 34/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy